Zmęczenie jest OK
9/05/2018
Ostatnio algorytm Facebooka uznał, że jestem zmęczony. Nie wiem, jak na to wpadł. Może analizował posty, w które klikałem, a może wyszukał jakieś słowa kluczowe w moich komentarzach. Możliwe także, że zauważył moje zainteresowanie jogą. Jako porządny amerykański algorytm uznał więc, że skoro zamiast siedzieć przed telewizorem i jeść popcorn praktykuję jogę, muszę być porządnie zmęczony. A widocznie zdaniem Facebooka powinienem być zawsze i wszędzie pełen energii. Więcej nawet – energia musi mnie rozsadzać, jak lawa wulkan, powinienem energią emanować i onieśmielać, tumanić i przestraszać, promieniować i mniej energetyczną część populacji z nóg bezwzględnie zwalać. Oczywiście, algorytm nie zostawił mnie samego z moim problemem, ale uczynnie zaproponował mi szeroki wybór słodkich płynów energetyzujących do sportów i zabawy. Dodatkowo od czasu do czasu zachęca mnie do łykania wiader najrozmaitszych suplementów oraz polewania się litrami markowych perfum, ale to już zupełnie inna sprawa. Podobnie jak reklamy drogich samochodów i ciepłych kapci (dlaczego właśnie teraz te kapcie?).
Może to kwestia pokoleniowa, ale jakoś nigdy do energetyków mnie nie ciągnęło. Nawet w moich czasach przed-jogicznych, jeżeli już miałem usilną potrzebę dania sobie energetycznego kopa, wybierałem raczej podwójne espresso, niż puszeczkę ze słodkim płynem, który miał mi dodać skrzydeł. Owszem, kiedy musiałem przez wiele godzin prowadzić samochód, a prawdopodobieństwo napotkania po drodze jakieś solidnej maszyny do kawy było znikome, zdarzało mi się energetyk wypić, żeby przypadkiem za kierownicą nie zasnąć i nie pozbawić świata mojego – mam nieustającą nadzieję – w miarę sympatycznego towarzystwa. Gdy natomiast zacząłem praktykować jogę, mam tyle energii, że z powodzeniem można by mnie podłączyć do jakieś gminnej trafostacji, żeby oświetlić całonocną zabawę w lokalnej remizie, a jeszcze by trochę zostało na parę powitań słońca. Energetyzujących napojów więc nie potrzebuję. Można zatem powiedzieć zupełnie otwarcie, że nie jestem grupą docelową dla firm produkujących energetyki, poprawiacze koncentracji i inne płynne lub stałe źródła super mocy.
Co nie znaczy jednak, że nie bywam zmęczony. Czasem zdarza mi się na macie przesadzić, bywa i tak, że postawię sobie zbyt ambitny cel na rowerowej wycieczce, a niekiedy po prostu samo życie mną potrząśnie, wytarga, wyżmie i rzuci na glebę do tego stopnia, że na nic poza prostymi czynnościami pod nadzorem nie mam ochoty. Jednak nawet wówczas uskrzydlające energetyki mi nawet przez myśl nie przejdą, bo wtedy po prostu, najzwyczajniej i bez odrobiny fantazji … odpoczywam. Więcej nawet, całkiem sobie ten stan „międzyaktywnościowego” zawieszenia cenię. Bo wydaje mi się, że bycie zmęczonym jest całkowicie w porządku. Tak jak w porządku jest to, że nie zawsze muszę tryskać humorem, dobrze się bawić czy ładnie pachnieć. Nie będę także wiecznie młody i zdrowy, ani silny i elastyczny. Zmęczenie jest częścią naszego życia, niezależnie od tego, jak bardzo jesteśmy młodzi, z natury energetyczni czy ile godzin jogi co rano praktykujemy. Więcej nawet, zmęczenie jest stanem, który pozwala nam docenić i zrozumieć wartość bycia wypoczętym i przepełnionym życiową energią – tak, jak choroba uświadamia na wartość zdrowia, a ból pozwala docenić stan, gdy go nie odczuwamy. Można nawet powiedzieć, że zmęczenie jest nierozwalanie powiązane z jego przeciwieństwem, bo bez niego doświadczanie pełni aktywnej egzystencji traci jakikolwiek sens.
Dlatego niespecjalnie podoba mi się pomysł energetyków. Nie dość, że sama koncepcja jest niespecjalnie uczciwa, bo sztucznie i niezbyt zdrowo pobudza organizm, to jeszcze kreuje jednowymiarową wizję świata, zamieszkałego wyłącznie przez młodych, zdrowych, uśmiechniętych i pełnych energii ludzi. A zamiast picia energetyków wystarczy przecież czasem trochę zwolnić, poleżeć pod gruszą na dowolnie wybranym boku, leniwie porozmawiać z przyjaciółmi czy po prostu dobrze się wyspać. Bo zmęczenie jest OK i tylko ono tak naprawdę pozwala zrozumieć, co to naprawdę znaczy być uskrzydlonym po porannej praktyce jogi.

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".