„Wyślij babę na jogę…”
8/03/2017
Dziś 8 marca. Na ulicach wielu miast świata kobiety pokazują swoją siłę. A więc trochę na ten temat. Ostatnio miałem okazję, niezupełnie niechcący, przysłuchiwać się rozmowie dwóch panów w metrze. Jeden z nich, mikry i z wyglądu trochę myszowaty, żalił się koledze, że jego żona ostatnio się ciągle jakoś piekli i w ogóle nerwowa bywa zupełnie bez powodu. Drugi – z pięknie wyhodowanym bambuchem od niechcenia wylewającym się ze spodni – pocieszał kolegę, że czasem baby tak mają i żeby się nie przejmował, tylko dał się żonie wygadać albo wysłał babę na jogę, czy inny aerobik. Przez chwilę, chyba w irracjonalnym porywie męskiej solidarności, miałem ochotę podejść do nich i dać im parę kontaktów na szkoły jogi w okolicy, ale szybko mi przeszło.
Patrząc na Myszowatego, pomyślałem sobie, że jeśli chodzi o wysyłanie, to – co najwyżej – jest on w stanie wysłać list na poczcie, a i to tylko pod warunkiem, że nie polecony. Poza tym właściciel okazałego bambucha chyba nie bardzo wiedział, co mówi. Owszem, jest taki stereotyp, że joga wycisza, uspakaja i stresy wszelakie rozładowuje. Trochę w tym prawdy jest. Po porządnej praktyce człowiek z lekkim dystansem patrzy na świat i nieco spokojniej znosi ataki napierających zewsząd głupoty, bezmyślności, cwaniactwa, cynizmu i złej woli. Nie wydaje się jednak, żeby joga czyniła z kobiet nucące pod nosem mantry, potulne żony czy partnerki, które grzecznie będą spełniać zachcianki swoich myszowatych facetów. Mam nawet wrażenie, że może być zupełnie odwrotnie.
Regularna praktyka jogi sprawia, że nawiązujemy lepszy kontakt ze swoim ciałem. I to nie z tym ciałem wyidealizowanym, czy narzucanym nam jako wzorzec w kulturze masowej, ale z tym realnym, naszym i nieziemsko wyjątkowym. Poznajemy je, uczymy się jego ograniczeń, ale także odkrywamy zaskakujące możliwości. Stajemy się przez to silniejsi, nie tylko na poziomie fizycznym – co oczywiste – ale także na poziomie energetycznym i mentalnym. Jakbyśmy przesuwając granice naszej cielesności odkrywali, że niektóre ograniczenia są tylko umownymi znakami, które my sami lub otaczający nas świat kiedyś poustawiał i do których tylko z przyzwyczajenia się stosujemy. Nakaz jazdy w prawo, ograniczenia prędkości, zakaz wjazdu – okazuje się, że pojęcia te mają zastosowanie jedynie podczas jazdy samochodem. To wytwarza pewność siebie i każe krytycznie spojrzeć na nasze dotychczasowe zachowania i nawyki. Doświadczanie zmiany swoich przyzwyczajeń i nawyków, daje z kolei poczucie mocy sprawczej, siły kreowania własnego życia.
Kiedy więc patrzę na praktykujące obok mnie wspaniałe kobiety nie mam wrażenia, że joga czyni je pozbawionymi własnego zdania, uległymi istotkami. Wręcz przeciwnie, widzę nie tylko wewnętrzny spokój, ale także energię, kreatywność i moc. Na macie obok mnie nie praktykują szare myszki, czy uległe kociaki, ale wcielenia bogini Śakti (w sanskrycie śak to potęga, siła). Jeśli zatem żona myszowatego zdecyduje się chodzić na jogę, jej małżonek może się co nieco zdziwić… Furia jest rodzaju żeńskiego – nawet jeśli regularnie chodzi na jogę.

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".