Wolniejszy oddech
3/05/2017
Środa. Długi weekend. Oddycham wolniej. To moja sprawdzona metoda. Szczególnie kiedy jestem zabiegany, kiedy nagle wszyscy ode mnie czegoś chcą, kiedy rozsadza mnie zbyt wiele emocji, albo kiedy nie mogę się skupić – podczas porannej praktyki świadomie i konsekwentnie spowalniam oddech.
Asany płyną wtedy trochę wolniej, choć wcale nie leniwie, i lepiej czuć wyjątkowy smak każdej z nich. Płyną sobie spokojnie, bez pośpiechu. Wchodzę w nie głęboko i czasem pozostaję w nich dłużej niż zwyczajowe 5-8 oddechów. Odliczanie vinyas podczas praktyki także jakby spowalnia: czas między dve a trini, którego zwykle nie zauważam, urasta teraz do rozmiarów barokowej mszy. A przecież każda vinyasa ma przynależną do niej liczbę oddechów, a do liczby przypisany jest wdech lub wydech. Trochę jak przy wchodzeniu po schodach – jeden schodek i prawa nóżka, drugi schodek i lewa. Czy są to schody do nieba? Jeszcze nie wiem. Ale kiedy poczuję zapach kadzidła i przeciągłe anielskie zawodzenia, na pewno dam znać.
W długi weekend mogę pocelebrować swoją praktykę bardziej niż zwykle. Nie trzeba nigdzie się spieszyć. Nie trzeba wybierać między solidnym relaksem po praktyce albo rozbudowaną pranajamą. Jest czas na jedno i drugie. Mogę bez pośpiechu poeksplorować sobie tę przestrzeń w ciele, która powstaje przy wstrzymaniu oddechu, badawczo przyjrzeć się, jak wzdłuż kręgosłupa wije się oliwna nitka frenetycznej energii. Mogę spokojnie poczuć, jak każdy wdech uruchamia wielość, nieustający wybór, kreatywność, zaś każdy wydech oznacza jednoznaczność, zakorzenienie, wieczny bezruch. No i ten stan zawieszenia między wdechem a wydechem – kiedy pierwszy już się skończył a drugi jeszcze się nie zaczął, albo kiedy drugi właśnie dobiegł swego kresu, a pierwszy jeszcze ociąga się niepewny, jak gimnazjalista przed pierwszym w życiu tańcem.
W długi weekend nie grozi także ten niezbyt przyjemny moment, kiedy po praktyce dopada mnie skrzecząca rzeczywistość i domaga się szybkich decyzji, zdecydowanych reakcji, czy w ogóle czegokolwiek się domaga. Dzisiaj skrzecząca rzeczywistość także gdzieś sobie odpoczywa, może leży sobie na leżaku i sączy kolejne piwko przeżarta karkówką i kiełbasą z grilla, a może po prostu jeszcze się nie obudziła. To bez znaczenia – ważne, że nie dopada i nie skrzeczy. Dzięki temu bez najmniejszego trudu mogę pielęgnować w sobie wolniejszy oddech przez dłuższą część dnia.
W drugą stronę działa to równie skutecznie. Kiedy czuję się rozlazły, kiedy leń okrutny mnie ogarnia, kiedy wszystko mnie boli i nic mi się nie chce – wtedy wystarczy podczas praktyki przyspieszyć oddech żebym od razu poczuł, jak porywa mnie fala energii i chęć działania. Ale to nie dzisiaj i nawet nie jutro. Ciągle trwa długi weekend, więc spowalniam oddech.

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".