Wiosenny detoks
1/03/2017
Słońce świeci coraz mocniej, dni coraz dłuższe, idzie wiosna. W kolorowych czasopismach i tzw. „internetach” już za chwilę zacznie królować temat detoksu. Pewnie nabałaganiliśmy trochę przez zimę (przynajmniej większość z nas), więc teraz warto organizm odtruć, wątrobę oczyścić, blask poszarzałej skórze przywrócić. Zaraz się zacznie picie soku z cytryny, dieta alkaliczna połączona z masażem ma-uri, juicing, głodówki i inne takie pomysły na szybkie rozwiązanie problemu, którego chyba szybko rozwiązać się nie da. Nie to, żebym zniechęcał. Każda próba spróbowania zdrowego (czy zdrowszego) stylu życia jest lepsza niż jej brak, a w niektórych przypadkach może przekształcić się w nawyk, co już ma szansę zmienić czyjeś życie na lepsze. Taka prawdziwie dobra zmiana.
Skupieni na oczyszczaniu wątroby, zrzucaniu kilogramów i nadawaniu skórze minionego blasku zapominamy, że nie tylko ciało wymaga czasem oczyszczenia. Gdzieś tam w zakamarkach naszego umysłu, wciśnięte między fałdy szarej materii a meandry świadomości, zalegają złogi informacyjne. I nic w tym dziwnego, że zalegają. Codziennie, rozmyślnie lub nie, wystawiamy nasz umysł, jak twarz na wiosnę do słońca, na zalew informacyjnego śmiecia. Programy telewizyjne, dyskusje radiowych komentatorów, artykuły w kolorowych i czarno-białych czasopismach, wpisy na fejsie, zdjęcia na Instagramie, reklamy w metrze i na ulicy.
Nasz umysł gromadzi informacje, bo zakłada, że mogą się kiedyś do czegoś przydać. Tak już ma, że zapamiętuje. Jak biegnie do nas duże, futrzaste, z zębami – niedobrze, trzeba uciekać. Jak dynda na drzewie czerwone, pachnące – dobrze, trzeba jeść (no chyba, że to ogród rajski, to wtedy warto dwa razy pomyśleć). Takie gromadzenie informacji ma sens i wartość. Ale jaką wartość ma zapamiętanie kolejnej anegdoty o rozmiarach pupy Kardashianki, czy dywagacji jakiegoś posła o szarganiu wartości przez tę czy inną sztukę teatralną? Jak wzbogaci nasze życie świadomość, że od dzisiaj możemy kupić bez recepty tabletkę na syndrom niespokojnych nóg? Czy na nasz dobrostan wpłynie informacja, że Zenek wciąga właśnie podwójnego burgera, którego zdjęcie w tej samej chwili zapostował i tylko czeka na lajki? Ile z tych informacji koniecznych jest do przeżycia? Ile uczyni nas lepszymi? Ile jest prawdziwych?
Z okazji nadchodzącej wiosny może zatem warto zrobić sobie również detoks informacyjny. Przestać oglądać telewizję, gazety czytywać wybiórczo, w radiu słuchać jedynie wartościowej muzyki, a z mediów społecznościowych korzystać sporadycznie. Sprawa oczywiście nie jest łatwa. Czasem od natłoku informacji uciec się nie da, bo taki jest już świat, w którym żyjemy. Mało kto może pozwolić sobie na luksus zupełnego odcięcia się od świata, nawet na wakacjach.
W takim informacyjnym detoksie może pomóc joga. Według Patńdżalego jednym z ośmiu członów jogi jest pratyahara, czyli umiejętność wycofania zmysłów. Nie chodzi tu pozbawienie zmysłów dostępu do jakichkolwiek bodźców zewnętrznych, o totalne odcięcie od świata, zamknięcie się w ciemnej, wyłożonej korkiem jaskini. Nie chodzi również o pozbawienie się świadomości tego, co dzieje się wokół nas. Gdyby tak to miało wyglądać, praktyka jogi byłaby czymś w rodzaju utraty przytomności. Chodzi raczej o naszą reakcję na to, co zmysły nam dostarczają, bo ona już tylko od nas samych zależy. W jodze pratyahara jest czymś w rodzaju przedpokoju, przez który możemy wejść do pokoju wewnętrznego skupienia i dalej – na salony medytacji. Ale także podczas samej praktyki asan skupienie uwagi na oddechu, świadome kierowanie wzroku w jedno, określone miejsce, może wywołać stan swoistego zawieszenia zewnętrznych doznań zmysłowych.
Pewnie dlatego po solidnej praktyce jogi łatwiej jest zachować kontrolę nad bombardującymi nas informacjami. Te istotne możemy wtedy zaakceptować, zaś na te błahe, szkodliwe czy zbędne po prostu nie reagować lub potraktować je jako coś zewnętrznego i nietrwałego, jak odgłos przelatującego trzmiela. A jak ktoś nie praktykuje jogi, może po prostu wyłączyć telefon, pójść na długi spacer do parku lub lasu i skupić się jedynie na równomiernym rytmie własnego oddechu. Też powinno pomóc.

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".