Ruch dwukierunkowy
25/01/2017
Do pokoju wchodzi najpierw głowa, dopiero potem cała reszta. Oczywiście, każdy wie, że z technicznego punktu widzenia głowa jest do czegoś tam przymocowana i sama nie chodzi, ale tak czy owak to „my” – czyli głowa – weszliśmy do pokoju, a ta cała reszta to taki dodatek do głowy, mechanizm, na którym ta głowa przez świat sobie podróżuje. Tak przynajmniej często rozumie się relacje między głową (umysłem) a ciałem. Ciało jest nośnikiem, lawetą, rodzajem skomplikowanej maszyny (ale ciągle maszyny), w którym mieszka i którym zarządza nasz umysł.
Takie widzenie ciała miewa czasem nieprzyjemne konsekwencje. Teoretycznie wiemy, że o ciało trzeba dbać, bo jak się „popsuje” to może nie służyć głowie tak, jak powinno. Ale w praktyce… jak to w praktyce – bywa różnie. Głowa ma ochotę trochę pooglądać telewizję? Czemu nie – niech ciało leży cicho na kanapie i nie przeszkadza. Głowa odczuwa silną potrzebę zjedzenia tłustej golonki późnym wieczorem? A co ciału do tego – niech kolację grzecznie przyjmie i ładnie strawi. Głowa ma dzisiaj (podobnie jak wczoraj i przedwczoraj) ochotę na kilka kieliszków dobrego wina? No to co? Przecież to na krwinki dobrze robi i trawienie podobno uławia. A jak się ciało zbuntuje, to się pójdzie do lekarza, który przepisze odpowiednie proszki i głowa będzie mogła dalej robić to, na co ma ochotę. A zmiana diety i stylu życia? Nie, to przecież takie radykalne rozwiązanie, łatwiej przecież łykać kilka tabletek dziennie i żyć jak dotychczas.
Relacja między głową o ciałem nie przypomina jednak ulicy jednokierunkowej. W tym przypadku ruch odbywa się w obie strony i to nie tylko wtedy gdy ciało szwankuje lub przy pomocy bólu daje znać głowie, że coś jest nie tak. Każdy, kto choć raz poczuł zalewającą falę euforii po solidnym wysiłku fizycznym – bieganiu, pływaniu, jodze czy choćby długim spacerze – wie, że ciało wpływa na głowę przynajmniej tak silnie, jak głowa na ciało.
Może zresztą ten podział na głowę i ciało jest czysto kulturowy i nie bardzo dobrze opisuje naszą istotę? W teorii jogi umysł i ciało należą to tego samego materialnego porządku rzeczy, łatwiej więc może zrozumieć i zaakceptować ich wzajemne relacje. Inna sprawa, że w teorii jogi jest jeszcze niematerialna świadomość (taka przez duże „Ś”), ale to już zupełnie inna historia. Nie trzeba zresztą teorii wiele czytać, bo po kilku bliskich spotkaniach z jogą zaczyna się jakoś intuicyjne rozumieć, że ciało i umysł są układem współzależnym, zaś niby czysto fizyczna praktyka uruchamia procesy, które poza fizyczność daleko wykraczają.
A jeśli już ktoś jogi praktykować nie chce i jest bardzo przywiązany do naszej kulturowej tradycji zawsze może poczytać św. Pawła, który (podobnie zresztą jak BKS Iyengar) pisał, że ciało jest świątynią ducha. Może więc warto na wszelki wypadek utrzymywać je w jako takim porządku, skoro – przynajmniej od czasu do czasu – wpada do tej świątyni ktoś tak ważny?

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".