Pszczoły Einsteina
26/09/2018
Coraz częściej mówi się, że nasze życie ulega procesowi instagramizacji. Zanim zaczniemy jeść zamówione w restauracji danie, robimy zdjęcie. Kiedy widzimy jakiś piękny widok, sięgamy po telefon. Gdy w naszym życiu wydarzy się coś ważnego (co można sfotografować), ulegamy kompulsywnej potrzebie podzielenia się tym z całym światem. Wydaje się, że podobnej instagramizacji (czy może raczej „memizacji”) ulega nasza wiedza o świecie. Długie teksty nas nużą. Coraz trudniej skupić się nad książką. Nie bardzo chcemy inwestować czas w dogłębne zrozumienie jakiegoś tekstu, szczególnie gdy trudnym językiem napisany i myślenia wymaga. A zwięzły, celny mem lub cytat odpowiednio pogrubiony i przyozdobiony przemawia do wyobraźni, daje się łatwo zapamiętać i udostępnić, gdy nagle przyjdzie komu ochota pochwalenia się erudycją. Tu jednak pojawia się pewien kłopot. Internetowe memy oraz krążące po sieci „złote myśli” czasem dosyć mocno upraszczają historyczne cytaty lub są wręcz nieprawdziwe.
Według Internetu np. Einstein miał kiedyś powiedzieć, że jeśli wyginą pszczoły, człowiekowi zostaną cztery lata istnienia. Zdanie to krąży w formie memów lub jest często cytowane w najrozmaitszych artykułach o tematyce ekologicznej. Przemawia do wyobraźni, buduje grozę, zmusza do refleksji. Dodatkowo Einstein był raczej bardziej inteligentny niż przeciętny Kowalski, miał fantazyjną fryzurę i nie nosił skarpetek – musiał więc kochać pszczoły i dbać o środowisko. Problem tylko w tym, że nikomu jak dotąd nie udało się wskazać jakiegokolwiek wypowiedzi, listu czy tekstu źródłowego, w którym pada to słynne już zdanie. Co więcej, znawcy jego dzieł twierdzą, że genialny fizyk raczej nie zajmował się wpływem istnienia pszczół na przyszłość ludzkości. Również przyrodnicy pytani o prawdziwość takiej wypowiedzi są raczej ostrożni, bo w przyrodzie istnieje wiele owadów, które zapylają kwiaty, zaś część jadalnych roślin jest samopylna. Nie znaczy to oczywiście, że możemy bez jakichkolwiek skutków wybić wszystkie pszczoły oraz przestać niepokoić się niszczącym działaniem człowieka na środowisko. Tyle tylko, że naukowe studia na temat negatywnego wpływu zmniejszania bioróżnorodności na naszą planetę nie bardzo dają się streścić w formie mema lub jednego, krwistego cytatu.
Podobne przykłady takich „cytatów” można znaleźć również w naszym jogicznym światku. Często nawet stają się one przedmiotem rozważań na różnych blogach lub lądują na reklamach kursów nauczycielskich i wyjazdów z jogą. Podobnie jak w przypadku rzekomej wypowiedzi Einsteina o pszczołach, intencje stojące za rozpowszechnianiem takich memów są zapewne szlachetne. Niekiedy nawet mogą one faktyczne inspirować i zmuszać do refleksji. Jednak ich prawdziwość czy zbieżność z oryginałem przypomina czasem historię o pszczołach Einsteina.
Jednym z takich „cytatów” jest np. przypisywany Bhagawadgicie wers, który w wersji angielskiej brzmi: „Yoga is a journey of the self, through the self, to the self”. Po polsku cytat ten nie wygląda może tak zręcznie (np. „Joga to podróż naszego ja, poprzez siebie, do samego siebie”), ale w wersji anglojęzycznej krąży on równie uparcie co szeroko w Internecie, jest umieszczany na plakatach w szkołach jogi, a ostatnio można go nawet kupić na kubkach i koszulkach na Amazonie. Kiedy jednak próbujemy wyszukać ten cytat w tekście źródłowym, to – niezależnie od tego, z którego tłumaczenia Gity na angielski korzystamy – nie bardzo możemy znaleźć konkretny wers, w którym Kriszna definiowałby jogę w taki właśnie sposób. Nie zmienia to oczywiście faktu, że cytat jest z grubsza zgodny z ogólną wymową dzieła, jakoś do filozofii jogi pasuje i w pewnym sensie udanie próbuje uchwycić to, co dla wielu stanowić może istotę jogi. Tym bardziej, że jest on na tyle ogólny i niejasny, że każdy może zrozumieć go na swój sposób.
Podobne przygody przydarzają się również Jogasutrom Patañjalego. Samo dzieło zresztą sprzyja tego typu, nie do końca wiernym oryginałowi cytatom. Tekst Jogasutr stanowi bowiem 195 zwięzłych aforyzmów, złożonych prawie wyłącznie z rzeczowników (w całym tekście występują jedynie cztery czasowniki). Terminologia używana przez Patañjalego jest głęboko zakorzeniona we współczesnych mu prądach filozoficznych i używa słów trudnych do zrozumienia współczesnemu czytelnikowi. Dodatkowo sam tekst pisany był najprawdopodobniej jako rodzaj wykładu, który należy studiować mozolnie, krok po kroku, wspólnie z doświadczonym nauczycielem. Nic więc dziwnego, że czasem szukamy dróg na skróty i sztucznie dopasowujemy zawarte w Jogasutrach przemyślenia do naszej współczesnej wrażliwości i do naszego wyobrażenia o tym, co autor miał na myśli.
Dla przykładu miałem kiedyś okazję widzieć reklamę pewnego studia jogi w Kalifornii, które uparcie twierdziło, że zdanie „Joga relaksuje umysł” (w oryginale „Yoga relaxes the mind”), pochodzi z Jogasutr i jest tłumaczeniem słynnego wersu yogaś cittavṛttinirodhaḥ (YS I.2). Oczywiście, nikt nie ma wątpliwości, że joga relaksuje – zarówno umysł jak i ciało. Być może nawet sam Patañjali zgodziłby się z takim twierdzeniem. Kłopot tylko w tym, że takie tłumaczenie niewiele oddaje sens oryginału, nie mówiąc już o wyjaśnieniu tego, czym dla Patañjalego była owa citta (umysł/świadomość) i dlaczego powstrzymanie/uspokojenie (nirodhaḥ) jej poruszeń/zawirowań (vṛtti) stanowić ma cel jogicznych praktyk.
Podobnie rzeczy się mają z pojęciem vairāgya (YS I.12,15 oraz III.50), które czasami jest wykorzystywane dla podkreślenia wagi takich stwierdzeń jak „Joga uczy odpuszczania” albo „Wyluzuj się – jesteś na jodze”. Stwierdzenia takie są na jakimś ogólnym poziomie oczywiście prawdziwe. Praktykując jogę, warto zachować jakiś dystans, nie ścigać się z sobą czy z kimś innym na asany oraz unikać obsesyjnego dążenia do perfekcyjności. Kiedy jednak Patañjali wprowadzał do swego wykładu termin vairāgya (bezpragnieniowość/nieprzywiązywanie się) nie chciał zasugerować, że joga nie wymaga przestrzegania określonych reguł, nie wiąże się z samodyscypliną czy pracowitością. Na pewno nie chciał także powiedzieć, że praktyka jogi polega na „wrzuceniu na luz”, podążaniu wyłącznie za swoją intuicją, bo przecież „wszystko jest jogą” i „każda praktyka jest równie dobra”.
Trzeba zresztą uczciwie przyznać, że w miarę wierne cytowanie dawnych tekstów o jodze stanowić zawsze będzie pewne wyzwanie. Nawet jeśli nie chcemy szukać dróg na skróty, tworzyć chwytliwych memów czy instagramizować klasków, lektura tych dzieł do łatwych nie należy. Teksty te tworzone bowiem były w bardzo określonym kontekście historycznym, zaś grono ich czytelników stanowiły najczęściej wykształcone i czasem bardzo specyficznie zdefiniowane elity. Powstawały one także często w swoistym dialogu z innymi, wcześniejszymi czy współczesnymi dziełami, przejmując lub twórczo rozwijając ich terminologię. Czytając jogicznych klasyków często będziemy zatem zadawać sobie pytanie, co tak naprawdę autor miał na myśli, na ile dane treści przystają do naszej rzeczywistości i jak można je do niej dostosować. Jest to zresztą odwieczny problem z czytaniem jakichkolwiek dawnych tekstów. Niektóre z nich straciły na aktualności i mogą stanowić jedynie ciekawostkę dla badaczy literatury, historyków lub filozofów. Inne zachowały swoją moc oddziaływania, ale czasem musimy odczytywać je na nowo i reinterpretować. Nie ma w tym zresztą nic złego, bo świadczy to tylko o ich ponadczasowości. Warto jednak uważać, aby w tym reinterpretacyjnym zapale nie tworzyć memów o pszczołach Einsteina.

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".