Po co ten lotos?
13/09/2017
Znajomy zapytał mnie, po co tak naprawdę siadam w lotosie. Pytanie z punktu widzenia kogoś, kto praktykuję jogę trochę absurdalne i można by je zbyć wzruszeniem ramion. Ale czy rzeczywiście? No, bo na zdrowy, nie-jogiczny rozum, jaki jest cel siadania w lotosie, dotykania dłońmi podłogi na prostych nogach podczas skłonu, czy zakładanie jednej lub – jak kto woli – dwóch nóg za głowę? Czemu służą te najrozmaitsze, często dosyć trudne pozycje, które praktykujemy? Czy znacznie zwiększona elastyczność ciała, którą uzyskujemy dzięki praktyce, jest w ogóle do czegoś potrzebna?
Oczywiście, gdy popatrzyć na drugą skrajność też można mieć trochę wątpliwości. Kiedy nie praktykowałem jeszcze jogi (czasem trudno mi w to uwierzyć, że był taki czas), regularnie chodziłem na siłownię, gdzie „kolegowałem się” z kilkoma pakerami. Piszę „kolegowałem”, bo były to raczej zdawkowe rozmowy w szatni, takie tam niezobowiązujące rozmowy na temat najlepszych ćwiczeń na tricka czy sześciopaka. Otóż moi „koledzy” pakerzy nie chodzili, ale majestatycznie przemieszczali się blokiem. Żeby zobaczyć, co jest z tyłu (np. żeby obczaić nową super laskę lub – co pewnie nieco rzadsze – aby jeszcze raz porozkoszować się nowatorską formą instalacji artystycznej podczas wizyty w Zachęcie), musieli zmienić położenie stóp, bo ich zakres ruchu w biodrach, pasie barkowym czy szyi na skręt ciała nie pozwalał. Owszem, wyciskali bez trudu 150 kilo na ławeczce, robili po kilkadziesiąt przysiadów z uginającą się od ciężaru sztangą, ale nie byli w stanie podrapać się po plecach albo zawiązać butów na stojąco. Ale skoro ich celem było zwiększenie obwodu bicka czy dodanie dodatkowego talerzyka do sztangi w martwym ciągu, pewnie uważali, że ich trening jest jak najbardziej funkcjonalny. W końcu, czy każdy musi drapać się po plecach?
Czy praktykując jogę, jesteśmy trochę jak moi byli „koledzy” pakerzy? Zwiększamy zakres ruchu, uelastyczniamy nasze ciała, robimy rzeczy, które przeciętny śmiertelnik uznałby za torturę. Czy to jest funkcjonalne? Czy do „normalnego”, zdrowego życia potrzeba takiej właśnie, znacząco zwiększonej elastyczności? Oczywiście, nie. Wystarczy, że bez wysiłku możemy się schylić, skręcić, usiąść w kucki. Wystarczy, że nasze stawy są mobilne i zdrowe, że nie czujemy bólu w kręgosłupie, nie mamy kłopotów z trawieniem, złapaniem głębszego oddechu, itd.
Po co zatem praktykujemy? Joga to przecież nie takie pokręcone (w dosłownym tego słowa znaczeniu) zawody na elastyczność. Powodem, dla którego stanęliśmy kiedyś na macie nie jest także uzyskanie hiper-elastyczności np. w biodrach czy odcinku lędźwiowym kręgosłupa. Wręcz przeciwnie, jeżeli taką hiper-elastyczność zapewnił nam nasz koktajl genetyczny, powinno to raczej skłaniać nas do ostrożności i dodatkowej pracy nad wzmocnieniem muskulatury, bo nadmierna funkcjonalność może czasem przerodzić się w dysfunkcjonalność.
Motywacje, które skłaniają nas do praktykowania jogi są różne. Czasem chodzi o zdrowe i „młodsze” ciało, czasem o więcej energii, lepsze samopoczucie lub spokój umysłu, niekiedy o poszukiwanie duchowości. Często motywacje te się przenikają, występują jednocześnie, choć nie zawsze je sobie wszystkie i od samego początku w pełni uświadamiamy.
Korzyści wynikające z codziennej praktyki – w tym lepsza elastyczność ciała – są bardzo przyjemne, ale są właściwie efektem ubocznym. Kiedy damy się już wciągnąć praktyce, okazuje się, że niepostrzeżenie przełamuje ona paradygmaty, w których dotychczas tkwiliśmy. Zdobywca kolejnych, coraz trudniejszych asan, zdrowy i wiecznie młody superman (ewentualnie wonderwoman), niewzruszony kwiat lotosu na tafli niezmąconego, górskiego jeziora – te i inne motywacje zwykle kojarzone z jogą przestają być celem samym w sobie, a stają się czymś w rodzaju gratisu. Trochę, jak podczas zakupów w Biedronce – „kup dwa opakowania proszku do prania, a mydełko gratis”.
Joga działa na nas całościowo, jednocześnie wpływa na różne aspekty naszego bycia w świecie i nie daje się sprowadzić do czystej funkcjonalności, takiej jak np. zwiększona elastyczność bioder. A dlaczego siadam w lotosie? No cóż, bo to wygodne, przyjemne i przydatne – np. podczas ćwiczeń oddechowych.

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".