Po co są asany?
21/03/2018
Zapytała mnie o to córka znajomej. Dzieci potrafią zadawać dobre pytania – bezpośrednie, szczere, nieskażone tzw. „dobrym wychowaniem”, społecznymi konwencjami czy intelektualną rutyną. Na takie pytania czasem trudno odpowiedzieć, zwłaszcza jeśli nie chcemy zastosować zwyczajowego wybiegu w rodzaju: „Idź spać gówniarzu” albo „A czy odrobiłaś wszystkie lekcje?”. Bezpośrednie pytania wymagają bezpośrednich odpowiedzi.
Zanim odkryłem jogę, namiętnie biegałem po lesie. Jaki był cel tego biegania? Nie chodziło mi przecież o to, żeby dobiec do drugiego końca lasu, przesyłkę ważną szybko doręczyć, kogoś dogonić czy przed czymś uciec. Biegałem, bo lubiłem poczuć miękkie igliwie pod stopami, pooddychać wilgotnym zapachem ściółki, obserwować, jak rytm moich kroków zgrywa się z taktem mojego oddechu. Biegałem, bo lubiłem współuczestniczyć w pulsującej energii otaczającego mnie świata. Mój ruch wyzwalał nagromadzoną energię zamkniętą w moim ciele, a obok mnie przetworzona dzięki fotosyntezie energia słońca wibrowała bezgłośnie w pniach drzew, gałęziach i liściach. Nie biegałem, żeby coś osiągnąć, bo gdyby tak było, znaczyłoby to, że tego nie mam, że mi tego brakuje. A ja podczas biegania poczucia braku nie miałem, wręcz odwrotnie – miałem poczucia bycia kompletnym, miałem wszystko, co tylko można sobie pomyśleć, a także to, co poza myśli wykracza i czego nie próbowałem nawet wtłoczyć w formy słowami grubo ciosane.
Nasza kultura i oczekiwania codzienności determinują nas do myślenia celowego. W jakiś dziwny sposób, ktoś kiedyś wgrał nam taki software – robimy coś, żeby coś innego osiągnąć. To trochę taki handel wymienny: angażujemy czas, umiejętności, wysiłek, a w zamian czeka nas jakaś upragniona nagroda. Upragniona, a więc taka, której nie mamy. Nasz wysiłek ma zaspokoić dojmujące poczucie braku. Jeżeli nagrody nie dostajemy, mamy wrażenie, że pewnie za mało się staraliśmy, że wysiłki trzeba jakoś wzmóc i jeszcze bardziej się starać. Jeśli zaś się staramy i wysiłek podejmujemy, od razu zakładamy, że kiedyś jakaś nagroda nas spotka, bo przecież wysiłek ma czemuś służyć. Takie podejście do świata powoduje, że ciągle na coś czekamy i czegoś pragniemy, a nasza teraźniejszość zatraca się albo w mgławicowej nadziei przyszłego spełnienia albo w dręczącym poczuciu niedosytu. A jeśli już jesteśmy w tym miejscu, w którym mamy być, a nagrodę już otrzymaliśmy? A jeżeli to, co jest teraz jest właśnie realizacją tej tak wyczekiwanej obietnicy? Jeżeli sam wysiłek, samo staranie się jest celem samym w sobie – tak, jak bieganie po lesie?
Nie chcę wcale przez to powiedzieć, że asany są po nic i niczemu nie służą. Wiele książek i artykułów powstało i powstanie na temat korzystnego ich wpływu na mięśnie, ścięgna i kościec, na trawienie i krążenie, na układ endokrynalny i oczyszczenie z toksyn, na lepsze życie erotyczne i spokój umysłu. Autorzy tych publikacji są fachowcami, znają się na jodze, medycynie, fizjologii i psychologii, więc wypada im wierzyć. Tyle tylko, że kiedy praktykuję jogę w najmniejszym stopniu nie skupiam się na mojej tarczycy czy tętnicach. Głowy mi również nie zaprzątają toksyny pierzchające w popłochu z komórek mojego ciała. Kiedy praktykuje jogę, mam odczucie podobne do tego, gdy biegałem po lesie, choć może jest ono jeszcze bardziej intensywne. Nie czuje się wówczas niekompletny, nie dążę do jakiegoś celu. Jestem całkowicie pochłonięty tym, że jestem. Nawet mój oddech, który w końcu ma na celu dostarczać tlenu moim komórkom, jakby się usamodzielnia i zaczyna żyć własnym życiem. Słowem, kiedy praktykuję jogę, jestem trochę jak dziecko całkowicie pochłonięte zabawą, która tylko sobie samej służy.
Kiedy więc córka znajomej zapytała mnie, po co są asany, nie było mi trudno jej wytłumaczyć, że to taka ważna dla mnie zabawa. A ona pokiwała tylko głową i powiedziała: „Aha, to dobrze.”

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".