Plany na nowy rok
2/01/2019
No i mamy nowy rok. Kolejny nowy rok. Niektórych to może przeraża, innych napawa nadzieją. Jeszcze innych skłania do refleksji, kreślenia planów i podejmowania postanowień. W końcu w powszechnym odczuciu na nowy rok trzeba mieć jakieś postanowienia, cele do osiągnięcia, szczyty do zdobycia. Może trzeba zrzucić trochę kilogramów, zmienić pracę, wyjechać na wymarzoną wycieczkę, zapisać się na jogę i zacząć się zdrowo odżywiać. Zresztą jedno nie wyklucza drugiego, bo w końcu można jednocześnie zmienić pracę i zapisać się na jogę. A jak ktoś się na jogę zapisze, to pewnie ubędzie mu kilogramów i zacznie się zdrowiej odżywiać. Praktyka jogi może być także całkiem fascynująca podróżą, może nawet bardziej niż wiele wycieczek do egzotycznych miejsc. Kreśleniu planów na nowy rok jednak chyba nie warto poświęcać nadmiernie wiele czasu.
Oczywiście, planowanie może być czasem pożyteczne. Nasza wyobraźnia pomaga nam jakoś przyszłość sobie uwyraźnić i do niej się przygotować. Planowanie może także wytworzyć w nas pewną korzystną dyspozycję psychiczną, dzięki której będziemy w stanie łatwiej i lepiej reagować na dary lub niespodzianki losu. Zbyt szczegółowe planowanie przyszłości nie wiele ma jednak sensu. W końcu – jak mawiają zawodowi planiści – „planowanie jest rzeczą trudną, zwłaszcza planowanie przyszłości”. Uporczywe zastanawianie się nad tym, co nowy rok przyniesie może być także pewnym objawem naszego odklejenia się od rzeczywistości.
Nazbyt intensywne planowanie przyszłości odrywa nas od tego, co jest dzisiaj i karze nieustannie kierować uwagę na przyszłe marzenia, osiągnięcia i spełnienia. W takim zresztą świecie żyjemy, który nieustannie skierowany jest ku przyszłości. W szkole podstawowej przyucza się dzieci do tego, żeby dobrze wypadły na egzaminach do szkoły średniej. W szkole średniej karze się im myśleć o kierunku studiów, które wybiorą. Na studiach dobrze jest już mieć wybraną branżę, w której chciałoby się pracować i odbyte odpowiednie staże. A kiedy wreszcie uda nam się po wielu wysiłkach i wyrzeczeniach dostać do odpowiedniej firmy, jakiś HR-owiec oczekuje od nas odpowiedzi, gdzie widzimy się za pięć lat. Tymczasem, w wielu przypadkach to, jak się nasze losy potoczą zależy nie tyle od pieczołowicie sporządzanych i konsekwentnie realizowanych planów, ale od przypadku, dobrych lub złych ludzi, zmiennych okoliczności zewnętrznych czy naszych gasnących i rodzących się fascynacji.
W teorii jogi tego typu uporczywe kreślenie planów i zastanawianie się nad tym, co przyszłość może nam przynieść zakwalifikowano by pewnie jako jeden z przejawów ulegania iluzji, zwanej māyā. Māyā oznacza coś w rodzaju magicznego przedstawienia, w którym wszystko, co widzimy jest jedynie złudzeniem lub jest zupełnie inne niż nam się wydaje. Określenia māyā używa się także dla opisania zewnętrznego świata materialnego, który ulega ciągłym zmianom w przeciwieństwie do rzeczywistości wewnętrznej, która jest stała i niezmienna. Māyā jest zatem czymś, co nas rozprasza i utrudnia samopoznanie. Kiedy jej ulegamy jesteśmy trochę jak widz w teatrze, który dał się wciągnąć w akcję tak bardzo, że całkowicie się w niej zatracił i zapomniał, iż uczestniczy jedynie w swego rodzaju spektaklu.
Wiara w iluzję, że wszystko da się zaplanować jest oczywiście krzepiąca. Nadaje ona naszej rzeczywistości posmak przewidywalności i racjonalności. Czujemy się dzięki temu odrobinę bezpieczniej. Do czasu oczywiście. Kiedy nasze plany sypią się jak domek z kart albo walą się o ziemię z hukiem, jak ktoś, kto na chwilę zagapił się i stracił równowagę stojąc na rękach, okazuje się, że trzeba się z iluzji wybudzić i że bywa to niekiedy całkiem bolesne. Chcąc nie chcą, konfrontujemy się wówczas z rzeczywistością, której nie dało się zaplanować i która jest teraz, a nie za miesiąc czy za rok.
Może więc warto z okazji Nowego Roku dać sobie chociaż parę dni bez postanowień noworocznych, bez planowania przyszłych osiągnięć i wyznaczania ambitnych celów. Zamiast tego można na przykład wysiąść na chwilę z pociągu „przyszłość” i poobserwować teraźniejszość, którą mamy przed sobą i w sobie, a w szczególności na to, jak ta druga reaguje na tą pierwszą. W zależności od tego, gdzie i jak spędzamy Nowy Rok, może to być rzeczywistość miękkiego, ciepłego piasku na brzegiem oceanu albo zaśnieżonych górskich szczytów albo naszego mieszkania, w którym zapalimy świeczkę i rozłożymy matę do jogi. W końcu nie jest aż tak istotne, gdzie się znajdujemy, jeżeli odszukamy w sobie wewnętrzny spokój i akceptację. Po takim doświadczeniu możemy nawet sobie coś tam zaplanować. Ale bez specjalnego przywiązywania się do celów i marzeń, a także bez obsesyjnego kierowania całej naszej uwagi ku przyszłości. W końcu ten spektakl jeszcze się nawet nie zaczął i jest jedynie grą naszej wyobraźni.

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".