O parzeniu herbaty
29/03/2017
Nasza rzeczywistość jest instant. Wszystko ma być szybko, bo na nic nie ma czasu. Chcąc nie chcąc, stajemy się zatem mistrzami jego oszczędzania. Mamy ochotę na coś ciepłego – zalewamy wrzątkiem torebkę i jest herbata. Jesteśmy głodni – wkładamy do mikrofalówki zamrożoną pizzę albo kupujemy zupę z Biedronki i jest obiad. Żeby czas oszczędzić, stajemy się wielofunkcyjni. Jedną ręką jemy kanapkę, drugą odpowiadamy na smsa, jednocześnie prowadząc samochód.
Podobnie zresztą bywa nie tylko z jedzeniem. Biegamy w siłowni i równocześnie oglądamy CNN, myśląc o tym, gdzie spędzimy wakacje. Spotykamy się z przyjaciółmi, ale podczas rozmowy co jakiś czas kompulsywnie zerkamy na Facebooka. Idziemy na spacer, ale podczas niego obmyślamy strategię rozmowy z klientem albo rozpamiętujemy jakąś głupotę, którą łaskawie zechciał podzielić się z nami nasz szef. Nasz umysł, uzależniony od wielości doznań, krzyczy o coraz to nowe bodźce, więc mu je dostarczamy. Im więcej tych doznań dajemy, tym szybciej jednak się nimi nudzi i – jak narkoman – domaga się kolejnej dawki.
W tej otaczającej nasz instant-rzeczywistości, joga jest doświadczeniem nietypowym. Praktyka jogi instant bowiem nie jest. Wymaga czasu, wysiłku, regularności, oderwania się od wszystkiego innego i skupienia się na praktyce samej. Praktyka jogi jest zazdrosna. Podczas niej raczej nie trenujemy podzielności uwagi i nie sprawdzamy, co tam zapostowali nasi znajomi. Przeciwnie – skupiamy się na odpowiednim ułożeniu ciała w pozycji, na własnym oddechu, na tym stanie stabilnego rozluźnienia i przyjemnego napięcia, który charakteryzuję dobrze wykonaną asanę. Praktyka jogi przypomina japońską ceremonię parzenia herbaty – niespieszną, prawie poza-czasową, która podobna jest bardziej do modlitwy czy medytacji, niż jest realizacją prostej dyrektywy: „zalej torebkę wrzątkiem i wypij”.
Kiedy podczas praktyki jogi uda nam się choćby na chwilę wyrwać się z instant-rzeczywistości, nie do końca mamy ochotę do niej wracać. Im więcej i regularniej praktykujemy, tym te powroty stają się trudniejsze. Nawyk skupienia się jedynie na tym, co w danej chwili doświadczamy i powolne celebrowanie okruchów codzienności stają się coraz bardziej naturalne i uzależniające. Ale tym razem to chyba dobre uzależnienie.
Oczywiście, jest cena, którą trzeba za to zapłacić. Praktykowanie skupienia, oddanie się w pełni temu, co w danej chwili robimy, powoduje, że nie oszczędzamy czasu. Mamy go więc mniej na oglądanie zdjęć śmiesznych kotków na Facebooku, seriali w telewizji czy filmików na YouTube, a także na komentowanie wpisów znajomych w mediach społecznościowych.
Ale cóż… coś za coś.

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".