Nigdy nie jest za późno
25/04/2018
Byłem swego czasu na warsztatach u znakomitego nauczyciela Ashtanga Jogi, Davida Garriguesa, i od tamtej pory czytuje sobie wpisy, które zamieszcza on na swojej stronie. Właśnie natknąłem się na odpowiedź, jaką David udzielił jednemu ze swoich uczniów, który skończył właśnie 50-tkę i ze smutkiem zauważył, że jego praktyka nie jest już taka sama jak 20 lat temu. „Co robić, aby nie stracić zapału do jogi, kiedy ciało zaczyna odczuwać już ograniczenia związane z wiekiem?” – pytał zatroskany Steve. To interesujące pytanie. Joga bardzo często postrzegana jest przez pryzmat zdjęć na Instagramie, gdzie młode, szczupłe joginki i młodzi, umięśnieni jogini prezentują swoje dwudziestoletnie ciała w wyrafinowanych pozycjach. Tymczasem rzeczywistość jest bardziej złożona. Obok młodych, pięknych dwudziestolatków, na jogę chodzą również osoby bardziej dojrzałe. Niektóre z nich odkryły jogę niedawno, ale są i tacy, którzy praktykują już od wielu lat. Pytanie o utrzymanie zapału do praktyki jogi w wieku dojrzałym jest więc jak najbardziej zasadne. Temat zresztą jest mi także osobiście bliski, bo – choć czasem nie mogę w to uwierzyć – wygląda na to, że sam jestem w wieku mocno pogwarancyjnym.
Co więc robić, kiedy nasza praktyka zamiast się rozwijać zaczyna się zwijać, zaś asan, zamiast przybywać, ubywa? Rada Davida jest prosta. Trzeba docenić, że w prostocie tkwi złożoność praktyki. Trzeba odkryć, że w każdej, nawet najprostszej asanie istnieją pewne subtelności i nauczyć się je odnajdywać. Trzeba również traktować asany jako pewien instrument poszukiwania szerszego kontekstu, wykraczającego poza czysto fizyczną praktykę. David uczciwie również przyznał, że jako 57-latek ma także takie dni, kiedy tęskni za swoją praktyką sprzed 20 lat. Ale wówczas stara się skupić na prostszych asanach, by odkrywać ich medytacyjny wymiar.
Muszę powiedzieć, że odpowiedź Davida niezwykle przypadła mi do gustu. Po pierwsze, dowiedziałem się, że jesteśmy prawie równolatkami, czego nie podejrzewałem, widząc rzeczy, które podczas warsztatów David robił ze swoim ciałem. Rocznik ’62 nie więc wcale taki najgorszy i wygląda na to, że mam jeszcze duże pole do popisu. Po drugie, rada Davida wydaje się intuicyjnie bardzo trafna. W końcu każdemu, niezależnie od wieku, zdarzają się gorsze dni, przytrafiają się urazy czy choroby. Dziewczyny zachodzą w ciąże i z oczywistych względów ich praktyka podczas ciąży i po urodzeniu dziecka się zmienia. Te okresy, kiedy nasza praktyka z tych czy innych powodów staje się mniej fizyczna i prostsza są więc faktycznie doskonałą okazją do zwrócenia uwagi na najrozmaitsze subtelności asan, którymi dotychczas nie mieliśmy czasu lub ochoty się przyjrzeć. Możemy również wejść głębiej w prostsze asany, aby docenić ich nie tylko fizyczny wymiar. Po trzecie, doceniłem fakt, że moja przygoda z jogą zaczęła się mocno po 40-tce. Nie muszę bowiem porównywać swojej dzisiejszej praktyki z tym, co było 20 lat temu. Więcej nawet, kiedy przypomnę sobie moją fizyczność sprzed 20 lat, jestem głęboko przekonany, że dzisiaj mam więcej siły, energii, a moje ciało jest elastyczniejsze i ogólnie bardziej sprawne. Ciągle mam także wrażenie (być może mylne, ale wcale mnie to nie wzrusza), że moja praktyka nadal się rozwija, a moje asany stają się coraz dojrzalsze.
Wygląda więc na to, że na dobrą praktykę jogi nigdy nie jest za późno. Co jest wcale niezłą konkluzją szczególnie, kiedy PESEL krzykliwie przypomina nam o rzeczach, o których nie zawsze mamy ochotę pamiętać.

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".