Nie na wszystko …
31/01/2018
Nawet jeśli nie czytamy jogicznych portali czy magazynów, prędzej czy później napotkamy kogoś, kto zacznie opowiadać nam, na jaki problem najlepszym rozwiązaniem okazała się joga. W szatni, przy latte na sojowym, podczas wyjazdu na jogiczne warsztaty – ktoś zacznie dzielić się własnymi lub cudzymi doświadczeniami, z których wynika, że właściwie joga jest dobra na… wszystko.
A więc na przykład: na bóle pleców, stawów i głowy; na kondycję, elastyczność i siłę; na wzmocnienie stawów i kości; na ciśnienie tętnicze i pracę serca, na choroby zatok, na odporność organizmu przed infekcjami; na otyłość i anoreksję; na choroby układu oddechowego, na problemy z trawieniem i gospodarkę hormonalną; na opóźnienie procesów starzenia i obudzenie w sobie wewnętrznego dziecka; na uzależnienie od alkoholu, narkotyków, seksu i pracy oraz na zwiększenie efektywności w pracy i lepszy seks; na poczucie braku własnej wartości, na stres, nerwicę i depresję; na lepszy kontakt z własnym ciałem i otaczającym światem; na problemy z brakiem energii oraz na wyciszenie i uspokojenie; na wszechogarniający ból istnienia i poczucie ogólnego bezsensu życia. Lista oczywiście nie jest kompletna.
Nie chcę wcale powiedzieć, że przytoczone powyżej przykłady są wyssane z palca. Nie twierdzę także, że nie da się ich (przynajmniej w części) obiektywnie, czy wręcz naukowo, udowodnić. Jestem również przekonany, że przytaczane są w dobrzej wierze i z pełnym przekonaniem o ich prawdziwości oraz że (przynajmniej) częściowo zakorzenione są w czyimś osobistym doświadczeniu. Więcej nawet – myślę, że moja własna praktyka jogi w paru kwestiach zmieniła mnie na lepsze, zarówno w sensie fizycznym jak i psychicznym. Podobno stałem się nawet odrobinę bardziej miły dla ludzi i otwarty na argumenty, ale tu żadnych gwarancji nie daję, bo droga daleka przede mną, a na niej – wiadomo – chaszcze, wąwozy głębokie i rozbójnicy buszujący.
Czasem mam jednak nieoparte przekonanie, że oczekujemy od jogi zbyt wiele. Myślimy sobie, że wystarczy wpaść parę razy na zajęcia, a wszystkie korzyści płynące z praktykowania jogi zaraz ktoś nam wręczy na srebrnej tacy. Tymczasem joga jest bardzo dobra, ale wszystkich problemów nie rozwiąże, a na pewno nie zrobi tego po kilku zajęciach.
Trochę to może zabrzmi, jak cytat z Pablo Coelho, ale każdy stając na macie przynosi z sobą własną historię. Jest to historia naszych urazów (tych fizycznych i psychicznych), historia sportów, które uprawialiśmy lub (częściej) których nie uprawialiśmy. Historia naszej diety, stylu życia, sposobu spędzania wolnego czasu, kultury, w której zostaliśmy wychowani, a także osobistej wrażliwości, którą otrzymaliśmy od losu. Każdy także przynosi na matę własną, unikalną cielesność, z pewnymi predyspozycjami genetycznymi, z określoną budową oraz możliwościami i ograniczeniami. Każdy – wreszcie – przychodzi na zajęcia z inną otwartością na zmiany, jakie joga może nieśmiało zaproponować nam w życiu. To, na co joga nam pomoże, a na co nie, zależy więc w dużym stopniu od nas samych i naszego podejścia do praktyki.
Joga także nie rozwiąże wszystkich konfliktów i problemów, jakie miewamy czasem w relacjach z innymi. Przynajmniej joga rozumiana wąsko – jako praktyka asan. Nawet w naszym jogicznym światku ludzie się kłócą, niepotrzebnie ranią, dają się ponieść emocjom i nie zawsze są tacy shanti. Dotyczy to zarówno uczniów początkujących, zaawansowanych, jak i nauczycieli – również tych, którzy praktykują od dziesięcioleci i są dla wielu niedoścignionym wzorem.
Choć to może smucić, nie powinno dziwić. Ktoś, kto praktykuje jogę, nie jest awatarem Sziwy, ale człowiekiem ze wszystkimi przynależnymi naszemu gatunkowi ułomnościami – nawet najbardziej uznany nauczyciel. Fakt, że osoba taka cieszy się poważaniem, autorytetem, że jest ekspertem i wzorem do naśladowania, nie uodparnia jej na emocje – takie, jak np. gniew, ambicja, pożądanie, smutek, pycha, strach lub zazdrość. Dzięki swej praktyce, sumienności i mądrości, może on (lub ona) z tymi emocjami radzić sobie lepiej niż przeciętny śmiertelnik, ale może także niekiedy im ulegać. Nobody’s perfect – nauczyciel jogi też nie, a co dopiero „zwykły” uczeń.
Pewnie dlatego w teorii jogi sporo miejsca poświęca się temu, aby starać uwolnić się od złych emocji i przyzwyczajeń. Stąd także w ośmioczłonowej jodze Patandżalego jasno mówi się, że integralną częścią praktykowania jogi są zasady moralne, czyli jamy i nijamy – a więc np. niekrzywdzenie innych, samopoznanie (w tym także swych ciemnych stron, słabości i ograniczeń), mówienie prawdy, powściągliwość i dyscyplina, itd.
Jeśli ktoś praktykuje tylko asany i osiągnął w tym nawet wysoki stopień zaawansowania nie pozbędzie się automatycznie swych wad. Umiejętność założenia nogi za głowę czy stanie na rękach nie zapewnia umiejętności bycia dobrym człowiekiem. Jedno i drugie trzeba regularnie i w pocie czoła praktykować, choć praktyka bycia dobrym człowiekiem wydaje się być nieporównywalnie trudniejsza.
Joga nie jest bowiem cudownym środkiem na wszelkie dolegliwości ciała i ducha czy ułomności charakteru. Praktyka, aby odnieść skutek, potrzebuje czasu, systematyczności oraz uważnej obserwacji i inteligentnej analizy własnych, rzeczywistych możliwości i potrzeb. Wymaga także odwagi i umiejętności zadania sobie kilku boleśnie szczerych pytań o cele i zasady, którymi się kierujemy. Od tego, o co pytamy i czego szukamy zależą odpowiedzi, których praktyka jogi być może po jakimś czasie nam udzieli.
Co ciekawe, może się okazać, że odpowiedzi te będą zupełnie inne niż oczekiwaliśmy. Jest to nawet bardzo prawdopodobne. Na przykład zauważymy, że marichyasana (pozycja mędrca) nie czyni nas mądrzejszymi czy bardziej uduchowionymi. Albo, że zamiast otworzyć biodra, otworzyliśmy sobie coś w głowie albo (co trochę zatrważające) w sercu. Ale może ten element nieprzewidywalności jest właśnie fascynujący?

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".