Moc spojrzenia
4/10/2017
Czasem rozmawiając z kimś, unikamy kontaktu wzrokowego. Powody tego pewnie są różne. Może ten ktoś nas onieśmiela? A może nie chcemy dostrzec we wzroku drugiej osoby cierpienia, którego sami mamy już ponad miarę. A może chcemy schować nasze własne emocje, niepewność, strach, pragnienie, czy cierpienie właśnie. Innym razem szukamy czyjegoś wzroku, trochę tak, jakby nas przyciągał. Może dostrzegamy tam spokój, którego potrzebują nasze rozbiegane myśli. Może znajdujemy tam radość życia, bezpieczeństwo, bezwarunkową akceptację, miłość. Spojrzenie ma swoją moc. Nie bez powodu mówi się, że oczy są zwierciadłem duszy. W jodze spojrzenie także ma swoją moc.
W systemie Ashtanga Vinyasa Jogi istnieje pojęcie Tristany – czyli trzech kluczowych elementów, na które zwracamy uwagę podczas praktyki. Składają się na nią: oddech (głośny, równy, swobodny), bandy (odpowiednia praca mięśni, np. dna miednicy, brzucha) oraz dristhi (skupiony, spokojny wzrok skierowany w jedno, określone miejsce). Tristana zmienia praktykę jogi. Praktykowana regularnie i z zaangażowaniem, pozwala uzyskać stan stabilności na poziomie ciała i umysłu. Nadaje fizycznemu wysiłkowi, jaki towarzyszy asanom, wymiar medytacji – medytacji specyficznej, bo praktykowanej w ruchu.
Jeżeli wzrok jest skupiony, spokojny, skierowany w jedno, określone miejsce, nie biega po sali. Nie wypatruje, czy ktoś znajomy już przyszedł czy może właśnie wychodzi. Nie podpatruje, jak ktoś obok radzi sobie z Pincha Mayurasaną, nie ocenia, czy komuś do twarzy w zielonym. Spojrzenie do wewnątrz nie jest tylko prostym wyłączeniem zmysłu wzroku, choć na pozór tak mogłoby się wydawać. Jest skupieniem, które wspomaga praktykę, daje lepszy kontakt z ciałem, pogłębia doznania fizyczne i zmysłowe. Asany o wiele łatwiej i szybciej „zrozumieć” czując je niż patrząc na nie. Kiedy uda nam się wejść w pozycje prawidłowo, nasze ciało o wiele szybciej da nam sygnał, że wszystko jest tak, jak powinno być, niż nasz korzystający ze zmysłu wzroku umysł.
Wewnętrzne skupienie wyostrza także nasze spojrzenie na bulgocące w nas emocje i myśli, które przebiegają w naszej głowie, często na czerwonym świetle. A to ciekawe doświadczenie, nie tylko na macie zresztą. Takie patrzenie jest w ogóle w teorii jogi zalecane, nie tylko jako jeden ze sposobów praktykowania samopoznania (svadhyaya), ale także jako sposób na obserwowanie i kształtowanie naszych reakcji na otaczający świat (rasa sadhana).
W przeciwieństwie do patrzenia w oczy drugiej osobie, kiedy patrzymy do wewnątrz, nie bardzo jest jak wzrok odwrócić. Patrzenie do wewnątrz z konieczności jest ciągłym patrzeniem prosto w oczy. Możemy wtedy zobaczyć różne rzeczy. Czasem piękne, czasem żałosne, niekiedy przerażające. Nie ma zresztą powodu, aby było inaczej, bo każdy z nas jest zdolny do myśli i czynów wzniośle pięknych, osobliwie żałosnych i niewypowiedzianie przerażających. Ale patrzeć do wewnątrz warto, choć ma to swoją cenę i wymaga odrobiny odwagi.

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".