Królik na księżycu
26/04/2017
Według starej azteckiej legendy, dawno, dawno temu bóg Quetzalcoatl wcielił się w człowieka, by pozwiedzać ziemię. Pewnego dnia jednak zmęczył się okrutnie i dopadł go głód wielki. Osunął się wyczerpany na ziemię i już myślał, że sczeźnie marnie na pustkowiu bez wody i jedzenia, gdy pojawił się królik i zaoferował się jako pożywienie, by uratować wędrowca przed niechybną śmiercią. Quetzalcoatl wzruszony wielce szlachetnością królika wyniósł go w nagrodę na księżyc, a następnie sprowadził ponownie na ziemię. Nie wiadomo, czy taki sposób wyrażania wdzięczności spodobał się królikowi, ale od tej pory na tarczy księżyca wyraźnie widać jego cień.
Cień królika na księżycu widzą także w Indiach, Chinach, Korei i Japonii – choć na wytłumaczenie tego zjawiska przytaczane są już tam trochę inne legendy. W legendach europejskich z kolei na księżycu ma widnieć cień wędrowca, który przemierza lunarne bezdroża zesłany tam za jakieś niewybaczalne grzechy. Według jednej ze średniowiecznych opowieści ma to być sam Kain, który po dokonaniu swej straszliwej zbrodni nie mógł znaleźć miejsca na ziemi, więc został przeniesiony na księżyc. Do tej ostatniej wersji nawiązuje nawet Dante w Boskiej komedii.
Współczesny człowiek na księżycu pewnie niczego się już nie doszukuje. W najlepszym razie zauważa tam jakieś nieregularne plamy. Jeśli go to zainteresuje (co mało prawdopodobne), dzięki internetowi dowie się, że są to zarysy ogromnych kraterów, wypełnionych lawą. Zresztą, współczesny człowiek częściej pewnie patrzy na ekran wyświetlacza telefonu niż w niebo. Gwiazdy i księżyc kiepsko obserwuje się przecież z perspektywy świata rozjaśnionego sztucznymi światłami. Tylko czasem, podczas wycieczki za miasto, kiedy akurat jest pełnia, nieoczekiwanie dajemy się obezwładnić jasności księżycowej poświaty.
To, co widzimy na księżycu ma jednak znacznie, a szczególnie to, co zobaczymy po raz pierwszy. Jeżeli nauczymy się dostrzegać tam królika, trudno już będzie nam ujrzeć zarys postaci Kaina. Jeżeli w młodości ktoś pokazał nam na księżycu sylwetkę potępionego wędrowca, nie będziemy doszukiwać się tam króliczych uszu. Jeśli w szkole opowiedzieli nam o wypełnionych lawą kraterach, historie o królikach czy jakiś potępieńcach zbywać będziemy wzruszeniem ramion. Tak to już jest, że na świat patrzymy przez pryzmat naszych poprzednich doświadczeń, naszej kultury oraz historii, które opowiadano nam w dzieciństwie. I zmienić to bardzo trudno, o ile jest to w ogóle możliwe.
Pewnie dlatego czasem ogarniają mnie wątpliwości, kiedy czytam Bhagawadgitę, Joga Sutry albo jakieś inne klasyczne teksty o jodze. Z sanskrytu przekładali je światowej klasy specjaliści, pełne są odnośników, tłumaczących nieprzekładalność niektórych pojęć oraz komentarzy, wyjaśniających ich kulturowy kontekst. A jednak czasem mam odczucie, że zza zarośli pracowicie przełożonych na współczesny język fraz co i rusz wyglądają figlarnie królicze uszy. Innym z kolei razem nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w gęstwinie uczonych przypisów pojawia się cień potępionego wędrowca.
Dzisiaj nów, ale za dwa tygodnie, podczas pełni, muszę pójść na spacer do lasu, żeby popatrzeć na księżyc. Może uda mi się wypatrzyć tam coś jeszcze …

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".