Każda asana jest tylko teraz
12/12/2018
Często mówi się, że joga dzieje się „tu i teraz”. Określenie to jest w obiegu jakiś czas, więc trochę się już zużyło. Pewnie za dużo ludzi go używa, za dużo inicjatyw (nie tylko z jogą związanych) próbuje przytulić. W odniesieniu do jogi jednak ciągle brzmi ono jakoś prawdziwie. W końcu doświadczanie jogi może odbywać się wyłącznie w teraźniejszości. Zanurzanie się we wspominaniu przeszłości czy gry wyobraźni o tym, co przyniesie przyszłość – zgodnie z teorią jogi – uznane muszą być za przeszkadzające w praktyce zawirowania świadomości, czyli słynne citta vṛtti Patañjalego. Jest to także całkiem zbieżne z naszą potoczną intuicją. Jeżeli mamy się na czymś skupiać, a w końcu praktyka jogi wiąże się z koncentracją umysłu, nie możemy jednocześnie błądzić myślami w światach minionych czy wędrować po krainach jeszcze (lub nawet nigdy) nieziszczonych. Nie da się więc jogi praktykować bez upartego kontaktu z teraźniejszością.
Związek jogi z teraźniejszością dosyć łatwo zaakceptować w sferze umysłu. W końcu chcemy, żeby podczas praktyki nasz umysł odpoczął, uspokoi się i skupił się na doświadczaniu tego, co się właśnie wydarza. Jeśli praktykujemy medytację, poszukiwanie tego spokoju umysłu, jaki daje związek z „tu i teraz” jest także oczywiste. Chociaż może słowo „poszukiwanie” nie do końca tu pasuje. Przecież ten spokój jest już w nas i musimy tylko to sobie uświadomić – tak, jak słońce w dzień zawsze świeci, choć czasem (np. późną jesienią) często widzimy tylko sine, niskie i ciężkie chmury.
Kiedy jednak praktykujemy asany ich organiczny związek z teraźniejszością staje się jakby mniej oczywisty. Najprościej jeszcze zaobserwować go w pozycjach balansowych. Wtedy nie bardzo można pozwolić sobie na myślenie o niebieskich migdałach, bo każda taka wycieczka może skończyć się utratą równowagi i bliskim spotkaniem z twardym podłożem. Siła grawitacji oddziałuje jak najbardziej tu i teraz, o czym niekiedy dosyć boleśnie można się przekonać. W innych pozycjach jednak nasz umysł łatwiej pozwala sobie na radosne peregrynacje po tym, co było, co będzie, lub co chcemy, żeby było.
Czasem na przykład mamy w głowie obraz asany z przeszłości, kiedy jakoś łatwo nam wychodziła (lub tak się nam przynajmniej zapamiętało), kiedy wydawała się zbliżona do ideału i przepełniona była radością. Wchodzimy w tą samą asanę podczas praktyki „tu i teraz” i wydaje nam się, że ciągniemy wóz pod górę, a wozie pełno kamieni, droga nierówna i stroma. Jakiś dziwny rodzaj irytacji zaczyna nas wtedy przepełniać, bo przecież wtedy (tj. w przeszłości) wszystko nam tak pięknie wychodziło, a teraz orka na ugorze. Szczególnie często myśli takie przychodzą, gdy praktykujemy po chorobie, mieliśmy przerwę w praktyce, nastąpiła nagła zmiana pogody, jesteśmy w podróży, czy po prostu nasze ciało zmieniło się pod nieuchronnym wpływem czasu, czego wszyscy prędzej czy później doświadczymy.
Innym razem mamy w głowie to, jak dana asana powinna wyglądać, bo widzieliśmy ją na YouTubie albo robi ją ktoś na macie obok. Kiedy więc w nią wchodzimy skupiamy się na tym ideale, widzimy oczami duszy, jak wychodzi nam w przyszłości, nieustannie porównujemy tę asanę z dzisiaj z tą samą asaną jutro. Oczywiście, „dzisiaj” i „jutro” do sobie nie przystają i znowu pojawia się irytacja, poczucie niespełnienia i niekompletności. Staramy się więc jeszcze mocniej, dążąc do tego przyszłego ideału, do którego nijak teraźniejszość nie przystaje. Pytamy się więc samych siebie (a także czasem także naszego nauczyciela), kiedy wreszcie ta upragniona asana nam wyjdzie, np. kiedy staniemy na głowie bez pomocy ściany, złapiemy się sami za pięty w Kapotāsanie, utrzymamy przez kilkanaście choćby oddechów balans na rękach. W rezultacie, podczas praktyki skupiamy się nie na asanach, które wykonujemy, ale na tych które chcielibyśmy wykonać w przyszłości. Przybiera to nawet czasem formę pewnej obsesji, która z jogą ani z radością, jaką powinno dawać jej praktykowanie, nie wiele ma wspólnego.
Tymczasem asany nie mają przeszłości ani w przyszłości, są jedynie teraz. To co mamy w głowie, jako punkt odniesienia z przeszłej praktyki jest jedynie obrazem, wspomnieniem doświadczenia, które minęło i nie ma sobie żadnej realności. Nie możemy mieć nawet pewności, że wspomnienia te faktycznie oddają w pełni to, czego kiedyś doświadczyliśmy. Nasze wyobrażenia o przyszłości to jedynie efemeryczne wizje, powstające w naszym umyśle i podsycane przez nasze ego, które budują w nas oczekiwanie, zniecierpliwienie i poczucie braku. Przenoszą one nasze spełnienie w bliżej nieokreśloną przyszłość, odejmując wartość temu, co dzieje się podczas jak najbardziej rzeczywistej praktyki w teraźniejszości. Przeszłość i teraźniejszość to jedynie wytwory naszego umysłu, równie realne, co jednorożce. Jedyna rzeczywista i namacalna praktyka dzieje się TERAZ. Dotyczy to każdorazowo całej praktyki jak i każdej pojedynczej asany.
Co ciekawe, kiedy sobie ten oczywisty w końcu fakt uświadomimy, ogarnia nas poczucie ulgi i nasza praktyka nabiera niezwykłej prostoty i lekkości. Skoro nie musimy już naszych asan porównywać z tymi z przeszłości lub wtłaczać je w mentalne wzorce przyszłości, możemy się nimi po prostu cieszyć. Każda asana jest wtedy unikalna, każda po raz pierwszy i każda daje poczucie, że odnaleźliśmy z nią organiczny związek. To trochę tak, jakby każdego dnia było święto, weekend albo Sylwester. Nawet zwykłe powitanie słońca może stać się zupełnie niezwykłym doświadczeniem, jeśli zanurzone jest głęboko w teraźniejszości.
Po co takim razie ta obfitość najrozmaitszych asan, skoro same powitania słońca wystarczą, żeby mieć radość z praktyki? Czy w ogóle warto się starać, poznawać kolejne asany, rozwijać swoją praktykę? Oczywiście, można na pytanie takie odpowiedzieć różnie. W sensie fizycznym czy anatomicznym różnorodność asan przyczynia się do całościowego rozwoju naszego ciała, budowania jego wszechstronnej elastyczności i siły. Dzięki różnorodności asan, raz bardziej pracują nasze ramiona, raz otwieramy nasze biodra, zaś innym razem wyginamy kręgosłup. Z punktu widzenia pracy nad umysłem zmienność jest jednak także ważna. Możemy bowiem za każdym razem popróbować jak smakuje teraźniejszość w różnych odsłonach. Szczególnie te trudne dla nas (przynajmniej na danym etapie) asany są po to, żeby nasz umysł mógł intensywniej potrenować kontakt z teraźniejszością.
Jeśli chcemy wyćwiczyć mięśnie, musimy regularnie zwiększać obciążenie wykorzystywanych ciężarków lub intensywność ćwiczeń. Jeżeli chcemy być w teraźniejszości podczas praktyki, dobrze czasem podjąć nowe wyzwanie i zobaczyć jak reaguje na nie nasz umysł. Trudne asany są więc ćwiczeniem nie tylko ciała, ale również umysłu. Może nawet bardziej umysłu, bo stanowią większe wyzwanie dla pozostawania w teraźniejszości i poszukiwania radości – z tego, że to, co robimy jest właśnie takie, jakie na danym etapie naszej jogicznej drogi być powinno. A więc idealne, dające radość, spokój i poczucie spełnienia.

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".