Jogiczne moce
8/08/2018
Kiedy przychodzimy na pierwsze zajęcia jogi, zwykle kierujemy się jakąś potrzebą wynikającą z rzeczywistych czy urojonych braków ciała lub umysłu. Chcemy być silniejsi, bardziej elastyczni, zdrowsi, spokojniejsi. Szukamy umiejętności koncentracji, chcemy zrzucić zbędne kilogramy. Czasem może marzy nam się, że zamieszczamy na Instagramie, jak stoimy na rękach na tle zachodzącego słońca. A kolorowe magazyny, portale i – niekiedy – także studia jogi jeszcze więcej nam różnych rzeczy obiecują. Dzięki jodze mamy np. zrównoważyć nasze czakramy, usprawnić system hormonalny, uchronić się przed chorobami, poczuć się młodszymi, a nawet poprawić życie seksualne. Nikt jednak nie obiecuje nam, że nauczy nas lewitacji.
Tymczasem czytając klasyczne i średniowieczne teksty natknąć można się na opisy najrozmaitszych mocy, które posiedli wielcy jogini. Obok długowieczności, do mocy tych należały na przykład zdolność lewitowania właśnie, a także nadludzka siła, niewidzialność, telepatia, przewidywanie przyszłości oraz psychokineza. Specjalne moce dawać miały amulety, zaklęcia i mantry oraz – co było zwykle bardziej cenione – długotrwała i wytrwała praktyka jogi, szczególnie medytacji połączonej z praktykami ascetycznymi (tapas).
Również w Jogasutrach Patanjalego, do których chętnie odwołuje się współczesna, zachodnia joga, znaleźć można szczegółowy opis supermocy, które uzyskać można dzięki praktyce jam i nijam – czyli zasad etycznych regulujących relacje jogina ze światem zewnętrznym i samym sobą. Dla przykładu, według Patanjalego, w obecności jogina, który praktykuje ahimsę (niekrzywdzenie) ustają wszelkie waśnie, a drapieżniki nie atakują swych ofiar. Słowa wypowiedziane przez jogina praktykującego satyę (wierność prawdzie, niekłamanie) stają się faktami. Jogin przestrzegający zasady asteya (powstrzymywanie się od kradzieży) opływa w bogactwo. Praktykowanie svadhyaya (samopoznania) powoduje, że joginowi objawiają się niebiańskie istoty i spełniają jego wszelkie życzenia. Także praktycznie cały rozdział trzeci Joga Sutr poświęcony jest opisowi jogicznych mocy, które dzięki wytrwałej praktyce można posiąść. Są to m.in.: umiejętność czytania w myślach innych ludzi, wiedza o rzeczach przeszłych i przyszłych, możliwość porozumiewania się w językach wszystkich istot, niewidzialność, możliwość wnikania w ciała innych ludzi oraz przemieszczanie się w czasie i przestrzeni.
Tego typu przykłady wprawiają współczesnego miłośnika jogi w stan pewnego zakłopotania. Pomimo tego, że chętnie oglądamy produkcje Marvela, gdzie roi się od wyposażonych w supermoce superbohaterów, jakoś nie bardzo jesteśmy w stanie uwierzyć w to, że współczesna joga – poza jej dobroczynnym oddziaływaniem na ciało i umysł – może dawać jakieś „nieziemskie” możliwości. Jako nieodrodne dzieci Oświecenia, podobnie podchodzimy zresztą do obecnych również w naszym kręgu kulturowym opisów cudownych zdarzeń czy nadprzyrodzonych mocy, umieszczając je szybko w szufladzie z napisem „mitologia” lub „religia”, tłumacząc sobie, że w dzisiejszym świecie cudów raczej nie ma. Mówiąc krótko, cudowne umiejętności czy supermoce są tematem wstydliwym i mogącym narazić na śmieszność. Staramy się więc o tych tematach raczej nie mówić.
A może jednak mówić warto? I nie chodzi tu wcale, aby każdy komu uda się zrobić poprawne stanie na głowie bez pomocy ściany oczekiwał, że zaraz zacznie lewitować. Również założenie, że po kilku sesjach medytacji prowadzonej połączonej ze śpiewanie mantr osiągniemy dar jasnowidzenia byłoby zapewne oczekiwaniem nieco wygórowanym. Sytuacja nie jest może jednak wcale taka beznadziejna. Jeśli bowiem spojrzeć na supermoce z nieco innego punktu widzenia, może niektórym uda się również i dzisiaj zaspokoić tęsknotę być prawie jak Batman, Wonder woman lub starożytny jogin.
Oczywiście, można również wierzyć w opowieści o jogicznych supermocach w sensie dosłownym bez jakichkolwiek zastrzeżeń. W końcu nie wszystko potrafimy racjonalnie i naukowo wytłumaczyć, zaś wiara – jeśli nikomu krzywdy nie wyrządza – nie jest niczym złym. Można również jednak także uznać, że świadectwa o super mocach były przytaczane, bardziej aby podkreślić wyjątkowość jakiejś postaci, niż zdać relację z historycznych faktów. Szczególnie, że w piśmiennictwie starożytnym i średniowiecznym podejście do prawdy historycznej często różniło się zasadniczo od naszego. I to niezależnie od tego, czy mówimy o kulturze basenu Morza Śródziemnego czy Półwyspu Indyjskiego. Współczesne podejście naukowe opiera się na zbieraniu i analizowaniu weryfikowalnych faktów. Kiedy więc dzisiejszy historyk opisuje jakieś zdarzenie, skupia się na prawdzie o faktach i na nich opiera historie osób biorących w nim udział. Tymczasem autorów starożytnych i średniowiecznych interesowała bardziej prawda o opisywanych bohaterach, a nie prawda o tym, co się wydarzyło. Była to zatem bardziej prawda postaci niż prawda faktów. Jeżeli zatem bohaterem eposu był wielki król czy heros, musiał mieć takie cechy i dokonywać takich rzeczy, które świadczyły o jego wielkości. Sam był w stanie zwyciężać wrogie armie, rzucał oszczepem na ogromne odległości, urywał w kolebce łeb hydrze. Jeżeli główną postacią opowieści był natomiast znany prorok czy jakiś mąż świątobliwy, było raczej wskazane, by chodził po wodzie, uzdrawiał ludzi czy nawet przywracał ich do życia po śmierci. Podobnie rzecz się mogła mieć z wielkimi joginami, którzy – aby wielkość ich uwypuklić – byli zdolni do lewitacji, bilokacji czy czytania w cudzych myślach.
Poza tym jakaś część historii o supermocach może mieć w sobie ziarno prawdy, także w dzisiejszym rozumieniu historycznej relacji. Mieszkający na odludziu pustelnik z natury rzeczy był bliżej natury i zdany sam na siebie mógł mieć większą wiedzę o zdrowotnym działaniu pewnych ziół czy korzeni. Cudowne uzdrowienia mogły zatem mieć rzeczywiście miejsce, choć współczesnym wydawały się bardziej świadectwem nadludzkich mocy, a nie wiedzy. Podobnie ktoś obdarzony intuicją, zrozumieniem psychologii i pewną charyzmą mógł wydawać się osobą o zdolnościach telepatycznych i był w stanie wpływać na zachowania innych ludzi. Można zatem powiedzieć, że przynajmniej niektóre historie o nadzwyczajnych wydarzeniach, cudach czy specjalnych mocach, które dzisiaj z pewną rezerwą czytamy, mogą być traktowane jako opis wydarzeń z życia rzeczywistych osób, które dzięki swym wyjątkowym cechom znacząco wyrastały ponad przeciętność.
Jeśli popatrzymy na jogiczne moce z tego punktu widzenia, może się okazać, że i dla nas przynajmniej niektóre z nich mogą być dostępne. Jeżeli na przykład będziemy odżywiali się zdrowo i z rozsądkiem, a poszerzaniu naszej wiedzy o zasadach dobrej diety będzie towarzyszyła spora dawka ruchu (np. na jogicznej macie), może będziemy w stanie faktycznie kogoś uzdrowić? Na początek wystarczy zacząć od siebie, swojej rodziny, potem może od bliskich przyjaciół. Z czasem, dzięki zdrowej diecie i stylowi życia, będziemy emanować dobrym samopoczuciem i energią na innych. Kto wie – może staniemy się pewnym wzorem w swoim środowisku? Może dzięki naszemu przykładowi ktoś zmieni sposób życia i uniknie choroby lub poprawi jego długość oraz jakość? Pewnie trudno to zakwalifikować jako cudowne uzdrowienie, nie mówiąc już o wskrzeszeniu z martwych, ale czy to nie byłoby to jednak pewną wartością?
Codzienna praktyka jogi daje nam poczucie sprawczości – uczy nas, że mamy zdolność zmieniania naszego życia. Mamy także potencjał kreowania naszych działań wobec innych i wpływania na otaczający świat. Pewnie nie jest to wpływ tak bezpośredni jak w przypadku psychokinezy, ale jednak nie powinniśmy go lekceważyć. Może warto więc czasem uśmiechnąć się do gburowatej sąsiadki i zapytać ją o zdrowie albo pomóc przywieźć do domu zakupy starszej osobie z naprzeciwka? A może jesteśmy w stanie np. zaadoptować psa ze schroniska, niekoniecznie małego słodkiego szczeniaka, ale takiego dojrzałego, po przejściach? Jeżeli choćby jedna czująca istota będzie mogła dzięki nam przeżyć choćby kilka lat w przyzwoitych warunkach, to chyba ma to jakiś sens. Taki trening z supermocą czynienia świata odrobinę lepszym może czasem wejść w nawyk i zanim się obejrzymy być może zaopiekujemy się na poważnie jakimiś ludźmi w potrzebie. Może nawet będą to ludzie nam zupełnie nieznani, np. uchodźcy?
Świat jest pełen cierpienia, czasem boleśnie wielkiego, czasem banalnie małego. Pewnie nie da się tego całkowicie zmienić, nawet gdybyśmy mieli wszystkie supermoce bohaterów produkcji Marvela i starożytnych joginów razem wziętych. Możemy jednak nie przyłożyć ręki do tego, aby tego cierpienia było więcej, np. dzięki etycznej diecie i dbałości o środowisko. Jeśli się bardzo postaramy, to może uda nam się tę globalną sumę cierpienia choćby odrobinę zmniejszyć. Byłoby chyba nawet lepsze, bardziej wartościowe i wyrastające ponad przeciętność niż lewitowanie czy psychokineza. Co ciekawe, nie musimy do tego stawać na głowie bez pomocy ściany.

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".