Joga obnaża
18/04/2018
Kiedy wchodzę na matę, godzę się z tym, że joga mnie zawsze jakoś obnaży. Zanim zacznę pierwsze powitanie słońca mam przecież w tyle głowy jakieś, mniej czy bardziej ukryte, założenia. Czasem wydaje mi się, że w danym dniu mam jakąś wewnętrzną moc albo, wręcz przeciwnie, że mi się wyjątkowo nie chce. Innym razem zakładam, że skupię się na tych kilku asanach, które zawsze sprawiają mi trudność, a inne jakoś same przelecą. Niekiedy wydaje mi się, że będzie łatwo, bo przecież wczoraj tak było albo – odwrotnie – że będzie ciężko, bo po wczorajszej praktyce czuję jeszcze każdą najdrobniejszą kosteczkę, zaś stawy skrzypią mi jak stare, nienaoliwione drzwi do drewutni. Już po kilku asanach okazuje się jednak, że moje wcześniejsze oczekiwania, obawy czy założenia stają się zupełnie nieaktualne. Czasem trudne asany są łatwe, a czasem łatwe sprawiają trudność. Rozbiegane myśli, które przecież tak niedawno jakoś same się uspokoiły, następnym razem starają się za wszelką cenę przekrzyczeć świst mojego oddechu. Każdy kolejny dzień praktyki utwierdza mnie w przekonaniu, że lepiej niczego nie zakładać i wchodzić na matę bez jakichkolwiek wcześniejszych obaw, oczekiwań czy mentalnych schematów.
Takie bycie obnażonym bywa niekiedy nieprzyjemne, ale zawsze jest pożyteczną lekcją. Jakoś łatwiej dzięki temu godzić się, że również inne, nie związane z jogą, założenia czy schematy myślowe, do których się przyzwyczaiłem mogą być w każdej chwili zakwestionowane. Na zdrowy rozum nie powinno to dziwić. W końcu moje przekonania o sobie, oczekiwania i lęki opierają się na sumie minionych doznań pomnożonych przez zmienną mojej wyobraźni. Status takiego matematycznego działania musi z natury rzeczy być mocno podejrzany. Kiedyś na studiach rozważaliśmy prawdziwość zdania „Obecny król Francji jest łysy”. Zdanie to jest gramatycznie zbudowane prawidłowo (ma podmiot, orzeczenie, itd.), jest z nim jednak pewien problem. Wiadomo, że Francja jest republiką, więc nie sposób sensownie mówić o braku owłosienia jej króla. Innymi słowy, pomimo tego, że zdanie takie jest poprawne, nie da się stwierdzić czy jest prawdziwe czy fałszywe, bo odnosi się do czegoś (kogoś), czego nie ma. Trochę podobnie jest z naszymi przekonaniami na własny temat. Budujemy na nich swój świat, podejmujemy w oparciu o nie decyzje, czujemy frustrację czy nawet ból, kiedy się nie sprawdzają, a ich realność jest podobna, co istnienie nieowłosionego francuskiego monarchy.
Stan obnażenia z oczekiwań, lęków i innych mentalnych schematów jest stanem dziwnym. W końcu przyzwyczailiśmy się do nich, jak do dobrze dopasowanych, znoszonych butów i tak jakoś dziwnie poczuć, że stąpamy nagle po świecie boso. Z drugiej jednak strony jest to stan fascynujący. W takim stanie nie musimy już wchodzić w męczący, niekończący się dialog z założeniami na temat innych i samego siebie. Nie musimy porównywać tego, co jest z tym, co kiedyś było czy wydaje się, że było. Jesteśmy zwolnieni z mordęgi dopasowywania klocków rzeczywistości do puzzla wyobrażeń. Dzięki temu możemy skupić się na tym, co jest naprawdę realne i ważne – na byciu częścią nieprzerwanego strumienia doświadczania.
Oczywiście, nasz umysł jest specjalistą od tworzenia najrozmaitszych schematów, lubuje się grach wyobraźni i z uporem zatraca się w budowaniu finezyjnych konstrukcji luźno opartych na motywach rzeczywistości. Trudno zatem w takim stanie całkowitego obnażenia długo pozostawać. Ale jeśli za stanem takim zatęsknimy, możemy na szczęście wejść na matę i skupić się wyłącznie na doświadczaniu własnego oddechu w różnych, czasem dziwnie wyglądających, pozycjach.

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".