Instrukcja obsługi jogi
11/01/2017
Z instrukcją obsługi pralki raczej się nie polemizuje. Nikt nagle nie podnosi ręki do góry i nie mówi „A ja mam inne zdanie”. Instrukcja to nie wykład o filozofii. Wiadomo – jak się nie pali dioda, trzeba sprawdzić czy wtyczka siedzi w kontakcie. Instrukcję obsługi pralki trzeba po prostu uważnie przeczytać, a następnie dokładnie się jej trzymać. Inżynier, który ją pisał zmontował pewnie niejedną pralkę, więc wie, co pisze. To budujące. Wśród zalewających nas zewsząd, rozedrganych niepewnością i gotujących się od pytań informacji taka instrukcja jawi się, jak coś stałego i bezpiecznego.
Bo anusasanam znaczy chyba bardziej instrukcja niż wykład. Leon Cyboran tłumaczy to jako „nauczanie”. Swami Satyananda wywodzi znaczenie tego słowa od tego samego źródła, co shasan (zalecać, rozkazywać), a nawet wiąże je ze spokrewnionym słowem ishwara (władca, prawodawca, Bóg). A więc nie jest to takie sobie nauczanie, ale raczej zbiór prawd obowiązujących i niepodważalnych. Jak się nie pali dioda, nie stukasz paluszkiem w obudowę, tylko sprawdzasz, czy wtyczka jest w kontakcie.
No i jest jeszcze to dziwnie intrygujące „atha” na początku zdania. Można było po prostu napisać „Instrukcja”, ale dlaczego poprzedzać to słowem, które jest jak pomarańczowa flaga, powiewająca na wietrze, aby zwrócić naszą uwagę? „Atha” tłumaczy się jako „oto teraz” albo „a teraz”. To tak, jakby ktoś świadomie założył, że wcześniej już coś tam próbowaliśmy poczytać, żeby rozgryźć, jak poradzić sobie z tą rosnącą górą prania. A może nawet więcej? Może ten ktoś po prostu wiedział, że parę innych rzeczy, które próbowaliśmy, nie bardzo się sprawdziło? Że próbowaliśmy już zanurkować w przyjemnie wciągającym nurcie kariery, wyłączyć świadomość włączając kolejny odcinek serialu, kompulsywnie objadać się czekoladą, czy zastosować znaną i szeroko stosowaną receptę pod nazwą „sex, drugs and rock’n’roll”? A góra prania rosła i rosła. „Oto teraz” nadszedł ten czas, żeby wreszcie pralkę kupić i instrukcję przeczytać.
Pierwsze zdanie książki ma znaczenie, szczególnie dobrej książki. Takie zdanie otwiera przed nami drzwi do nowego świata, nadaje ton opowieści, szkicuje nastrój, czasem buduje intymną relację z autorem opowieści, czasem wali nas, jak pałką po głowie, żebyśmy czym prędzej zrozumieli, że już nic nie będzie takie samo, jak wcześniej. Kiedy w pierwszym zdaniu swoich „Jogasutr” Patańdżali napisał „Atha yoganusasanam”, to nie miało być takie tam sobie techniczne wprowadzenie typu „a teraz porozmawiajmy sobie o jodze”, jakieś takie zagajenie dyskusji, które czasem przynudzający profesor lubi rzucić na początku wykładu. „Atha yoganusasanam” od razu odpowiednio ustawia czytelnika – chcesz zrobić pranie, to przeczytaj uważnie instrukcję pralki i zastosuj się do niej.
Dzisiaj mało kto tak książki zaczyna. Dzisiaj pierwsze zdanie ma zwykle czytelnika zaintrygować, uwieść, oszołomić, rozkochać. Dobrze jest też coś obiecać – szczęście w związku, dobre zdrowie, zniewalający wygląd, powodzenie u płci przeciwnej, itd. Po za tym, żyjemy w czasach zakochanych w wolności, więc każdy czytelnik ma swój rozum i nikt mu nie będzie mówił, jak uruchomić pralkę. Tylko ta rosnąca góra prania…

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".