Dyskretny urok akapitów
16/11/2016
Lubię przewidywalność akapitów. Na początku pojawia się jakaś zapowiedź tematu, główna myśl, czasem przewrotna teza. Potem następuje argumentacja. Bywa rzeczowa, czasem emocjonalna. Bywa rozbudowana – prawie barokowym pędzlem kreślona, obfitująca w zawijasy metafor, gubiących się w gęstwie dygresji i odniesień. Ale niekiedy jest krótka i rzeczowa – argumenty tną papier jak chirurgiczny skalpel. Bo przecież jeśli A jest większe od B, to B musi być mniejsze niż A, a jeśli coś jest czarne, to raczej nie jest białe. (No dobrze, są jeszcze pandy i zebry, ale to temat na zupełnie inne rozważania). Potem akapit dojrzewa. Rumieni się okazale słodyczą rozwiniętej myśli. Na koniec, zanim nagłe ENTER sprowadzi owoc na ziemię, następuje krótkie podsumowanie. Cenię akapity za strukturę.
Pewnie dlatego lubię także vinyasy. Wprowadzają mnie z pierwszym wdechem na trop asany. Studzą trochę oczekiwanie, obawy, niecierpliwość, chęć spotkania z tym, co niedotykalne. Pokazują moje miejsce na mapie sekwencji. Asany wydarzają się po nich. Wyznaczony moją matą świat zapełnia się wtedy skrętami i skłonami. Czasem góra zamienia się w dół. Innym razem stopy nieśmiało biegną na spotkanie z karkiem. Fizyczność, krople potu na czole, naprężone mięśnie. Ale także spokój płynący z równomierności oddechu i zawarta w nim energia. A potem ENTER i konkluzja vinyasy. Koniec jednego spotkania, zapowiedź następnego. Tak, vinyasy zakorzeniają, dają poczucie stabilności.
Może dlatego mam czasami problem z tym, co dzieje się wokół? Nuży mnie to niekiedy, jak SMS niedouczonego licealisty. Te wszystkie równoważniki myśli, bezemocjonalne emotikony, spostrzeżenia niedobserwowane, natrętne literówki analiz, bezprzecinkowa wizja świata, zalewająca banalność skrótów. Na darmo szukać tam wprowadzenia. Za argumenty starczyć musi „Nie, bo nie”. Nie ma tam gracji metafory, uroku stylistycznego wygibasu, jasności przekazu.
Może dlatego mam czasem ochotę wcisnąć ENTER? Jakoś to zamknąć w obcęgi klasycznego akapitu. Może dlatego biegnę co rano na jogę? Niedouczeni licealiści ślą coraz więcej SMS-ów.

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".