Czy jogin może jeść wszystko?
2/08/2017
„Czy ty, Mareczku, w ogóle cokolwiek jesz?” – pyta czasem ktoś zatroskany z dalszej rodziny. Z dalszej, bo bliższa pewnie przyzwyczaiła się do tego, że jestem raczej z tych szczupłych i już nie pyta. A więc odpowiadam: „Jem i to całkiem sporo. Lubię jeść i czasem nawet sobie na różne sposoby dogadzam”. Ale czy to znaczy, że skoro regularnie praktykuję jogę, mogę jeść wszystko jak leci? Nie bardzo.
Owszem, spotkałem się nawet z opinią popartą jakimś starodawnym tekstem, że dzięki swej praktyce prawdziwy jogin może zjeść nawet truciznę i jego organizm to wytrzyma, ale jakoś nie dałem się przekonać. Po pierwsze, starodawny tekst był pisany w trzeciej osobie i raczej nie miał charakteru pamiętnika. Odbiera mu to więc nieco wiarygodności. Po drugie, nie słyszałem o kimś, kto współcześnie najadłby się trucizny i dzięki jodze wyszedł z tego bez szwanku. To znaczy może i były takie próby, ale przekazów na ten temat brak (chyba to powinno dać nam do myślenia?). Po trzecie, nie czuję się joginem – nie mieszkam w pustelni u zboczu Himalajów, nie praktykuję trzy razy dziennie po pięć godzin i nie czuję się specjalnie oświecony (jak coś w tej ostatniej sprawie się zmieni, dam znać). Czuję się raczej jogicznym czeladnikiem, uczniem, kimś, kto po prostu regularnie praktykuje jogę. Wolę więc z truciznami nie eksperymentować. Nie tylko z truciznami zresztą.
Oczywiście – to, co możemy jeść i ile możemy jeść jest w dużej mierze kwestią indywidualną. Zależy od wieku, zdrowia, stylu życia, klimatu w jakim mieszkamy, naszego systemu wartości, itd. Zresztą kwestia diety stała się tematem bardzo poważnym, który może być źródłem długich i często burzliwych dyskusji. Czasem mam nawet wrażenie, że we współczesnej, niereligijnej rzeczywistości, wybór diety często urasta do roli fundamentalnej, a dyskusje o tym, czy np. czy jeść mięso lub gluten zastępują nam spory o dogmat niepokalanego poczęcia czy naturę Chrystusa (ale to już temat na zupełnie innego bloga). Co zatem może jeść ktoś kto praktykuję regularnie jogę?
Zacznijmy od dobrych wiadomości. Ponieważ praktykuje regularnie i dosyć intensywnie, nie muszę uważać na kalorie. Nie muszę także jakoś specjalnie dozować sobie jedzenia. Jeśli trafi mi się coś pysznego (a trafia się i to wcale nie tak rzadko), nie mam wyrzutów sumienia, kiedy biorę dokładkę. Jem także wtedy, kiedy jestem głodny, a więc nie umartwiam się jakoś specjalnie. Jest jednak także druga strona medalu (dla mnie akurat to nie problem, ale niektórzy mogą uznać to za pewne ograniczenie). Dzięki jodze zostałem wege, co – jak się po czasie okazało – bardzo dobrze współgra z moim ciałem (o duchu nie wspominając). Regularna praktyka jogi sprawiła, że zmieniły się moje niektóre nawyki – np. nie mam specjalnie ochoty na alkohol i inne używki. Znacząco spadło moje spożycie najrozmaitszych „pobudzaczy”, jak kawa czy mocna herbata, bo poranna praktyka daje mi tyle energii, że czasem muszę się dobrze zastanowić, jak ją mądrze wykorzystać. Przestałem także jeść duże posiłki wieczorem. I to nie tylko dlatego, że przeszkadzałoby to mi następnego dnia w porannej praktyce, ale po prostu dlatego, że po solidnym posiłku w środku dnia nie jestem już specjalnie głodny. Jeśli więc ktoś lubi późne, mięsne biesiadowanie, obficie zakrapiane tym czy owym, powinien na wszelki wypadek lepiej z jogą uważać, bo może mu nieźle namieszać.
Wygląda więc na to, że moje żywieniowe nawyki na tyle się pozmieniały, że nie tylko nie przeszkadzają mi w praktyce, ale nawet ją wspomagają. Wspomagają nie tylko praktykę zresztą, ale po prostu codzienne funkcjonowanie w świecie, bo czuję zdrowy, energiczny i nie mam problemów trawiennych (co – jeśli sądzić po rynku reklam – jest jakąś istną epidemią). A zatem pewnie jest tak, że praktyka jogi sama reguluje to, co jemy – czyli jogin może jeść wszystko … Przynajmniej to „wszystko”, co pozwala mu jeść jego ciało, jego przekonania i kształtująca jego nawyki joga.

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".