Czas teraźniejszy ciągły
14/06/2017
W czasach studenckich (a musiało być gdzieś w okolicach wczesnego oligocenu) utrzymywałem się dzięki korepetycjom z angielskiego. Ciągle jeszcze pamiętam te długie, pełne niedowierzania i egzystencjalnego bólu spojrzenia moich uczniów, kiedy zaczynałem tłumaczyć im, czym różni się czas teraźniejszy prosty od teraźniejszego ciągłego. Kto wie, o czym mówię, ten wie. Kto nie wie, niech rozkoszuje się błogą nieświadomością.
O pułapkach czających się w tłumaczeniu z angielskiego czasu teraźniejszego ciągłego (i nie tylko) przypomniał mi niedawno Tarik van Prehn, doskonały nauczyciel Ashtanga jogi, który pobierał nauki u samego Pattabhi Joisa. W swoim wpisie na Facebook’u Tarik zwraca uwagę na niezbyt trafne tłumaczenia słynnej sentencji Guruji’ego na hiszpański i portugalski. Wypowiedziana po angielsku sentencja brzmiała: „Practice, practice and all is coming”, myśl została zatem wyrażona w czasie gramatycznym teraźniejszym ciągłym. Nie znam portugalskiego, podobnie zresztą jak hiszpańskiego (tyle jeszcze w życiu do zrobienia…), więc nie będę się wymądrzał, ale w przypadku tłumaczenia słów Pattabhi Joisa na polski miewamy chyba podobny problem, co dumni mieszkańcy Półwyspu Iberyjskiego.
Kiedy słyszę czasem sposób, w jaki tłumaczy się u nas owo słynne powiedzenie, mam wrażenie, że coś ważnego z oryginału zostaje zgubione. Najczęściej bowiem spotykam się z wersją: „Praktykuj, praktykuj, a wszystko przyjdzie”, co banalizuje trochę oryginalne stwierdzenie, umieszczając je w jednym szeregu z mądrościami ludowymi typu: „Bez pracy nie ma kołaczy” albo „Bez zachodu nie ma miodu”. Tymczasem, to coś, co zostaje zgubione w takim tłumaczeniu wydaje się całkiem istotne, na co właśnie słusznie zwraca uwagę Tarik.
Owszem, stwierdzenie, że ciągła i regularna praktyka ma znaczenie z pewnością bliskie jest każdemu szanującemu się uczniowi jogi, szczególnie praktykującemu według metody Pattabhi Joisa. W końcu skoro stajemy na macie 5-6 razy w tygodniu i przez godzinę lub więcej poddajemy się dosyć fizycznie wymagającej praktyce, raczej rozumiemy znaczenie słów „ciągłość” i „regularność”. Jednak w zdaniu „Practice, practise and all is coming” kryje się o wiele bardziej istotna myśl. Czas teraźniejszy ciągły zdaje się sugerować, że to, co praktyka nam daje, nie realizuje się jako coś w rodzaju nagrody, na którą mamy kiedyś liczyć. Przeciwnie, sam fakt podjęcia praktyki, powoduje, że spotykamy się z tym czymś, co określane jest jako „all”. Joga wydarza się zatem tu i teraz – w tej samej chwili, kiedy zaczyna się praktyka, a nie w jakieś niezidentyfikowanej przyszłości. Zanurzenie się w praktyce, poddanie się jej rytmowi powoduje, że w tej samej chwili zaczyna coś się dziać – z nami, naszym ciałem i świadomością. Dzieje się to na wielu poziomach i zaskakująco mocno. Osobiście wolałbym gorzką czekoladę, ale to trochę tak, jakby zamiast kołacza w „nagrodę” za ciężką pracę, czuć jego smak w chwili kiedy pracę wykonujemy. Piszę specjalnie słowo „nagroda” w cudzysłowie, bo to, co przychodzi podczas praktyki nie da się za bardzo w tych kategoriach definiować. „A co miał na myśli Pattabi Jois kiedy mówił all?” – zapyta ktoś dociekliwy. No cóż, to już zupełnie inna historia. Ale zbieram się właśnie, żeby odwiedzić Tarika i popraktykować pod jego okiem, więc może się dopytam. Chociaż z drugiej strony wujek Google podpowiada, że „all” znaczy tyle co „wszystko”. Więc z grubsza chyba wiadomo, o co chodzi.

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".