Co jest celem jogi?
2/05/2018
Pewnie na tak postawione pytanie każdy odpowie trochę inaczej. Dla jednych praktyka jogi będzie okazją do porozciągania się po intensywnym treningu biegowym, dla innych możliwością do utrzymania formy, solidnego spocenia się i zgubienia paru kilogramów. Są pewnie także i tacy, którzy będą podkreślać kojący wpływ jogi na psychikę, co pozwala nabrać większego dystansu do świata, który czasem paskudny bywa, więc dystans do niego zdecydowanie się przydaje. Biegli w klasycznych jogicznych tekstach, powiedzą zaś pewnie, że joga jest drogą do osiągnięcia duchowego wyzwolenia i kontaktu z tą jedyną, prawdziwie istniejącą rzeczywistością. Te wszystkie odpowiedzi zresztą nie muszą się wcale wykluczać. Wręcz przeciwnie – mogą się uzupełniać i może być ich także o wiele więcej. Mają one jednak wszystkie pewną cechę wspólną: uznają praktykę jogi jako swego rodzaju narzędzie do osiągania jakiegoś celu. W tym sensie wszystkie z nich traktują jogę nieco instrumentalnie.
Przyznanie, że coś ma charakter instrumentalny nie musi być wcale czymś złym i nie umniejsza znaczenia tego czegoś, co instrument osiągania celu stanowi. Wiele jest w naszym życiu czynności, które są dla nas ważne, choć instrumentalne. Jemy po to, żeby dostarczyć organizmowi potrzebnych składników – i to nawet wówczas gdy dania przygotował sam szef najlepszej, paryskiej restauracji. Pracujemy, żeby mieć środki do życia, bez względu na to, czy praca jest naszą pasją czy jedynie smutną koniecznością. Jeżeli joga jest dla nas sposobem na osiągniecie jakiegoś ważnego celu nie ma w tym zatem nic zdrożnego i nie czyni to naszej praktyki nieistotną. Choć w procesie tworzenia muzyki skrzypce pełnią jedynie służebną (instrumentalną) rolę, każdy skrzypek marzy przecież o graniu na Stradivariusie.
Są jednak czasem pewne rzeczy, które robimy ze względu na nie same, które niczemu nie służą, są więc celem samym w sobie. Kiedy tańczymy nie chcemy przemieścić się z punktu A do punktu B w jakimś określonym czasie. Tańczenie nie służy niczemu poza tańczeniem samym. Jak śpiewał kiedyś Marek Grechuta – „taniec to jest tylko zabawa, do rytmu ukłon poddańczy”. Kiedy idziemy na koncert, nie chcemy przecież pokazać światu naszego muzycznego wyrafinowania (taką przynajmniej trzeba mieć nadzieję), ale robimy to, by rozkoszować się kontaktem z muzyką. Wszelka prawdziwie twórcza działalność – pisanie wierszy, malowanie obrazów czy formułowanie matematycznych twierdzeń – ma właśnie taki „samocelowy” charakter. Jak to ujął trafnie Oskar Wilde – „każda sztuka jest bezużyteczna”.
Potraktowanie praktyki jogi jako celu samego w sobie może być również ciekawym eksperymentem. Stajemy wtedy na macie bez jakiegoś konkretnego planu w tyle głowy. Dajemy się prowadzić oddechowi, jak tancerz daje się ponieść muzyce. Szukamy organicznego związku między cielesnością a rytmem vinyasy, jak rzeźbiarz ujawniający kształt z kamienia. Oczywiście, nie znaczy to, że wówczas znikają te wszystkie korzyści, które joga może z sobą przynosić. Nadal przecież będziemy się rozciągać, utrzymywać ciało w formie, tracić kilogramy, uspakajać rozedrgany umysł czy (kto wie?) może nawet łączyć się z Absolutem. Tyle tylko, że te wszystkie korzyści będą swego rodzaju bonusem, efektem ubocznym praktyki.
Paradoksalnie takie „samocelowe” podejście do jogi może nawet osiągniecie tych korzyści ułatwiać. Rozwijanie maty po to, żeby wreszcie udało się nam zrobić jakąś trudną asanę (jakakolwiek asana na danym etapie wydaje się nam trudna) nie jest pewnie najlepszym sposobem na przezwyciężenie ograniczeń ciała i umysłu. Czasem łatwiej jest po prostu regularnie robić swoje, bez jakiegoś specjalnego nastawiania się na efekt, by po jakimś czasie okazało się, że ta niewykonalna pozornie pozycja nie jest wcale taka trudna. Podczas medytacji lepiej nie skupiać się na tym, że medytujemy, bo poprzez myślenie o wyjściu poza myślenie uciszyć myśli raczej trudno. Czasem może lepiej potraktować praktykę jogi jak taniec – dać się jej ponieść i zobaczyć, co z tego wszystkiego wyniknie?

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".