Bądź gościnny
30/05/2018
Dziś praktykowałem z widokiem na las drzew korkowych i rzekę Mira wpadającą do oceanu. Tak, zgadzam się, całkiem nieźle po praktyce stanąć sobie przez chwilę na tarasie, żeby na taki widok popatrzeć. Mam sporo szczęścia, że taka okazja mi się nadarzyła. W ogóle mam wrażenie, że sporo dobrych rzeczy mnie w życiu spotkało i ciągle spotyka, więc pewnie pod dobrą gwiazdą przyszło mi się urodzić. Czasem nucę sobie w duchu, zmieniając trochę piosenkę wykonywaną przez Lee Marvina, „I was was born under a lucky star…”, choć oczywiście nie mam takiego pięknego, głębokiego i lekko zachrypniętego głosu, jak on.
Staram się takie dobre momenty celebrować. W końcu trudno powiedzieć ile ich jeszcze będzie, ale nawet gdyby było całkiem dużo, celebrować je warto – zarówno w życiu jak i w jodze. Na przykład, kiedy tak praktykowałem dzisiaj z widokiem na drzewa korkowe, zupełnie bez wysiłku i nawet z pewną przyjemnością złapałem równowagę w pincha mayurasanie. Pewnie są tacy, którzy robią pinchę na rozgrzewkę, zamiast powitań słońca, ale dla mnie to było doświadczenie nowe, bo przez ostatni rok asana ta dosyć bezwzględnie przypominała mi o bezczelnie nieubłaganej sile ciążenia. A dzisiaj, tak po prostu, całkiem przyzwoicie udało mi się na przedramionach stanąć i nawet znaleźć w tym radość. Jest więc powód do świętowania.
Coraz bardziej mam wrażenie, że jednym z ważnych dla mnie elementów praktyki jest otwieranie się na nowe doświadczenia. Czasem są one dobre – tak jak ta moja dzisiejsza pincha. Czasem wręcz odwrotnie. Bo przecież ani w życiu, ani na macie samych sukcesów nie ma. Zaraz po pinchy poległem sromotnie przy karavandasanie, co wielkim zaskoczeniem nie było, ale bardzo skutecznie upuściło trochę powietrza z balonika nadmiernie napompowanego poprzednim sukcesem. Ale moja nieudana karavandasana była równie cennym doświadczeniem, co udana pincha. Za oba dzisiejsze doświadczenia jestem więc wdzięczny, bo oba czegoś mnie nauczyły. Oba zagościły w mojej praktyce trochę, jak niezapowiedziani goście – obu więc trzeba było dać honorowe miejsce przy stole.
Otwieranie się nowe doświadczenia nie musi być zawsze miłe, łatwe i przyjemne. Zarówno w jodze jak i w życiu. Istnieje nawet prawdopodobieństwo, że będzie zupełnie odwrotnie. Jeżeli jednak prowadzi się dom otwarty, nie wszystkie wizyty będą przyjemne. Przy moim jogicznym stole rozmaici goście już siadali. Smutek sąsiadował z euforią, radość przepijała do zwątpienia, rozkrzyczany umysł skutecznie zagadywał z natury nieśmiałe skupienie. W różnych okresach i na różnych etapach mojej praktyki przez drzwi przeciskało się zmęczenie i ból, poczucie siły i rozsadzająca energią, strach i brak wiary w siebie. Wiele wskazuje na to, że pewnie jeszcze nie raz mnie odwiedzą w towarzystwie zupełnie nowych, niezapowiedzianych gości – także tych, o których dzisiaj nie chcę nawet myśleć. Mam nawet coraz bardziej wrażenie, że postęp mojej praktyki wyznacza nie to, że potrafię zrobić dużo asan i mam sporo dobrych doświadczeń, ale to, jak reaguje na moje porażki i nienajlepsze doświadczenia. Dlatego pomyślałem sobie, że będę świętował dzisiaj zarówno moją udaną pinchę jak i zupełnie nieudaną karavandasanę. Oba te doświadczenia będę celebrował tak mocno, jak to, że miałem to wyjątkowe szczęście, żeby po praktyce poczuć zapach rzeki Mira, drzew korkowych i oceanu.
A jeśli komuś podejście takie wyda się niezbyt praktyczne, polecam mądry wiersz Rumiego. Przypominam go sobie zawsze, kiedy mam ochotę zamknąć drzwi na klucz i nikogo już nie wpuszczać – zarówno w jodze jak i w życiu.
Bycie człowiekiem to dom gościnny.
Codziennie przybywa ktoś nowy.
Radość, przygnębienie, podłość,
chwile świadomości przychodzą
jak niespodziewani goście.
Powitaj i baw ich wszystkich!
Nawet jeśli to tłum smutków,
który powoli pustoszy dom,
zabierając wszystkie meble,
ale ty traktuj z szacunkiem wszystkich gości,
może robią w ten sposób miejsce
na nowe radości
ciemne myśli, wstyd, zjadliwość
– powitaj je w drzwiach ze śmiechem
i zaproś do środka.
Bądź wdzięczny za wszystkich gości,
bo wysłano ich spoza
jako twoich przewodników.
(tłum. z angielskiego Krzysztof Puławski)

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".