Życie hedonistki
2/02/2017
Bliższa mi jest postawa joginki-hedonistki niż joginki jaskiniowej ascetki. Lubię dobrze zjeść, mieć poczucie, że mój posiłek jest zdrowy, wygląda i smakuje dobrze. Lubię, jak życie sprawia przyjemność i nigdy nie rozumiałam siermiężnych systemów kar i nagród, ani bezdusznych postaw typu „najpierw obowiązki, potem przyjemności”. To tak, jakby trzeba było się przemęczyć, bo dopiero wtedy będzie mogło być dobrze. Na chłopski rozum, obowiązki też mogą sprawiać frajdę, można do nich podchodzić z uśmiechem na twarzy, spokojem – i doszukiwać się w nich przyjemności.
Postawa hedonistki/hedonisty sprawia, że życie robi się przyjemniejsze. I w ogóle chce się żyć. Świat jest ładniejszy i można więcej z niego czerpać. Mówię to jako czarnowidz ze skłonnościami do depresji, który od wielu lat nas sobą pracuje, więc uwierzcie, to działa. Na początku trzeba się jednak nieco wysilić. Potem taki hedonizm wejdzie nam w nawyk.
Wiem, wiem – wszyscy mamy dużo pracy, problemów, dziecko krzyczy, słońce (jakby się mogło wydawać) zmarło lub strzeliło focha, jesteśmy przemęczeni albo po prostu już zbyt długo nie dzieje się nic. Przyjemność mogą sprawiać drobne rzeczy, to kwestia także własnego wyboru. Umiejętność i postawę przyjemnego życia trzeba trochę wytrenować, co bywa trudne, w szczególności, gdy moja dentystka mówi: „Ania, ty ćwiczysz jogę, zrobię bez znieczulenia, medytuj sobie, dziecko…” I złowrogo sięga po wiertło, a ja oddycham, bo tego jednak przez te wszystkie lata jogi się nauczyłam.
Wszystko jest kwestią podejścia i zmiany postawy z pesymistki lub męczennicy na hedonistkę/ męczennika na hedonistę. Weźmy taką prozaiczną czynność jak zmywanie naczyń. Można się wtedy skoncentrować na takich subtelnych i sensualnych wrażeniach jak dotyk ciepłej wody i piany o skórę, faktura talerza, który był brudny, a teraz jest czysty. Idę ulicą, oddycham głęboko, oddychanie sprawia mi przyjemność. Podobnie jak dotyk powietrza o skórę. Pada śnieg, płatki są duże i ładne, świat robi się biały i magiczny. Będąc na masażu naprawdę na nim jestem, nie planuję wtedy tygodnia. Jak odpoczywam to odpoczywam. Gdy piszę na komputerze, lubię słuchać stukania klawiatury i mieć satysfakcję, że moje szare komórki pracują i tworzę fajny tekst.
Samą jogę można ćwiczyć na dwa sposoby – przemęczać się przez praktykę, generować niepotrzebne napięcie i opór w ciele lub też delektować się każdą asaną, każdym oddechem i tym, co się dzieje. Zwracam na to uwagę, gdy prowadzę zajęcia – praktyka ma sprawiać ludziom przyjemność. Mi również. Pomimo, że na jodze jestem bardzo dla innych, pozostaję w kontakcie ze sobą, bo przecież ja też chcę tu czuć się dobrze i lubię to, co robię.
Żeby zadziała się magia – trzeba trochę zwolnić. Doświadczać świata wszystkimi zmysłami. Jak pachnie śnieg? Co jest przyjemne dla wzroku? Czy umiem smakować życie… A żyjąc przyjemnie i ciesząc się z drobnych rzeczy (w dodatku bardzo wiele z nich jest zupełnie za darmo) praktykujemy zadowolenie, czyli santoshę.

Ania Chomczyk
ania@bosonamacie.ple-mail: ania()bosonamacie.pl
Ćwiczę jogę od ponad 20 lat. Przez lata regularnie podróżowałam do Indii, aby poznawać ten niesamowity kraj oraz uczyć się jogi u źródła. Nadal kontynuuję moje jogiczne studia pod okiem najlepszych nauczycieli na świecie.
Studiowałam amerykanistykę na UW, a w 2016 r. na Uniwersytecie SWPS (kulturoznawstwo) obroniłam doktorat dotyczący jogi.
Pobieram lekcje klasycznego śpiewu Karnataki u Ranjini Koushik. Chętnie maluję i w styczniu 2021 r. zostałam certyfikowaną nauczycielką malarstwa intuicyjnego, Vedic art. Obecnie poszerzam moje kompetencje o terapię mięśni dna miednicy wg metody Bebo. Kocham Himalaje. Jestem mamą małego Felixa.
Joginka w podróży
Facebook: Joginka w podróży
Instagram: Joginka w podróży