Zimny kwiecień (i 7 innych powodów, dla których kocham ashtanga jogę)
25/04/2017
Cztery stopnie Celsjusza. To nie żart. Tyle ogłosił pilot, kiedy lądowaliśmy na lotnisku w Modlinie. Tydzień temu. W Londynie też nie było szału, ale jednak 15. A w Modlinie (i w Warszawie, niestety, też) – cztery? I przez kolejne dni wcale nie dużo więcej. Na zewnątrz, bo w szkole jogi… jak zwykle upał. Za to właśnie kocham ashtangę. Bez względu na temperaturę na zewnątrz – podczas praktyki zawsze jest mi ciepło. Bardzo ciepło. Kaloryfery to jedno, ale jeszcze powitania słońca, oddech, bandhy… wszystko. Ale ten upał to nie jedyny powód, dla którego kocham ashtangę.
Kocham ją jeszcze za to, że…
- … trudno się spóźnić na zajęcia. Trudno też przyjść za wcześnie. Jeśli praktykujesz w stylu Mysore, szkoła zwykle otwarta jest co najmniej 3 godziny rano i 3 godziny po południu, a czasem i dłużej. Jeśli tylko zmieścisz się w tym czasie ze swoją sekwencją (a raczej się zmieścisz), dziesięć minut w tę czy tamtą stronę nie ma znaczenia. A nawet godzina nie robi różnicy.
- … tempo, czas i intensywność praktyki na Mysore to sprawa elastyczna. Masz odwieźć dziecko do szkoły? Umówioną wizytę hydraulika? Budzik dzwonił bardzo cicho i jesteś w niedoczasie? Zawsze możesz przyspieszyć. Albo zwolnić. Podobnie, gdy jesteś w gorszej formie i ci się nie chce. Albo gdy jesteś w gorszej formie i właśnie ci się chce – popracować dłużej nad niektórymi asanami. Albo gdy jesteś w lepszej formie, albo gdy… no właśnie, sprawa elastyczna.
- … nauczyciel mówi do ciebie. Na zajęciach prowadzonych padają instrukcje dość ogólne np. opuśćcie pięty w psie. A ciebie to nie dotyczy, bo już masz opuszczone. Albo nie dotyczy, bo lepiej dla ciebie, jeśli skoncentrujesz się na innym aspekcie psa. Albo nie dotyczy… z innym powodów. Bo masz kontuzję. Bo jesteś w ciąży. Bo w tym akurat momencie nie jesteś w stanie zrozumieć tego elementu asany, bo walczysz w niej o życie. Na Mysore usłyszysz dokładnie to, co masz usłyszeć, w momencie, w którym masz usłyszeć.
- … wszyscy są skupieni na swojej praktyce, więc ty też możesz się skupić. Słyszysz tylko oddech (co przypomina ci, że masz oddychać). To naprawdę jest jak medytacja w ruchu.
- .… możesz zostać w savasanie tak długo jak potrzebujesz (albo jak długo szkoła jest otwarta). A potem jeszcze (albo przedtem) pomedytować czy zrobić sobie pranajamę. W swoim tempie.
- … możesz robić postępy w swoim tempie. Nie musisz więc podejmować decyzji, czy iść na zajęcia dla zaawansowanych czy dla mocno zaawansowanych. Nie martwisz się, czy poziom będzie „twój”. Na Mysore zawsze jest „twój”.
- … ten moment kiedy wchodzisz do sali. Albo ten moment, kiedy jednak nie trzymasz drishti tam, gdzie trzeba i się rozglądasz. Kilka-kilkanaście-kilkadziesiąt osób w różnym wieku, o różnych sylwetkach i rozmiarach, różnej płci i w różnym stylingu, porusza się w swoim tempie, w swoim momencie swojej sekwencji. Każda z tych osób porusza się pięknie (choć czasem z grymasem na twarzy ;-). Magiczny widok. Jak spektakl. Balet. Bajka. Albo coś w tym stylu.
Nic nie mam do innych rodzajów jogi, ale… naprawdę, ashtanga jest najlepsza 😉

Agnieszka Passendorfer
aga.passendorfer@gmail.com
Redaktor naczelna
Praktykuje i uczy w Yoga Republic. Kocha czytać i pisać. Autorka książek „13 lekcji jogi”, „10 lekcji jogi. Jamy i nijamy w codziennym życiu”, „13 lekcji miłości” i "Czakry". Współzałożycielka platformy
Omline.Expert. Stara się być dobrą mamą, partnerką, przyjaciółką, nauczycielką i uczennicą.
Praktykuje i uczy w Yoga Republic. Kocha czytać i pisać. Autorka książek „13 lekcji jogi”, „10 lekcji jogi. Jamy i nijamy w codziennym życiu”, „13 lekcji miłości” i "Czakry". Współzałożycielka platformy
Omline.Expert. Stara się być dobrą mamą, partnerką, przyjaciółką, nauczycielką i uczennicą.