Zazdrośnica
13/07/2017
Bywam zazdrosna. Emocja sama w sobie nie należy do przyjemnych, a mówienie o niej wywołuje równie emocjonalne reakcje u innych. Że tak nie można, że trzeba tą zazdrość uzdrawiać, że jogince nie przystoi. Bo joginka, a już szczególnie joginka w podróży, powinna być biała i puszysta, 100% pozytywności full power 24-hour.
Jestem na tygodniowym warsztacie jogi z Krystianem Mesjaszem w pięknej Nieprześni. Wstaję codziennie o 5:30 i o 6:00 zaczyna się Mysore. Obserwuję oddech oraz poruszenia mojego umysłu. Takim poruszeniem są szpileczki zazdrości. O co jestem zazdrosna? Że ludzie wstają z mostka, a ja po tylu latach nadal nie. Albo, że ktoś może codziennie chodzić na zajęcia z doświadczonym nauczycielem i się rozwijać, a ja polegam głownie na praktyce własnej i nie mam korekt. Że na macie obok ćwiczy śliczna zgrabna dziewczyna i ja też tak bym chciała wyglądać. Albo, że w wieku (prawie) 34 lat wypadałoby zamienić rower na jakieś fajne czerwone Ferrari. Że niektórzy starzeją się wolniej niż ja, a przecież ćwiczę, zdrowo się odżywiam, stosuję tylko organiczne kosmetyki z certyfikatami i szaleństwa nie ma. Ludzie, którzy piją alkohol, palą, jedzą mięso i ruszają się niewiele często wyglądają lepiej niż weganie na nieustannym detoksie. A przecież powinno być odwrotnie.
Zazdrość może zabrać w bardzo ciemne miejsce. Władzę przejmuje wtedy wyobraźnia kreując obrazy godne mistrza Beksińskiego. Można za tym pójść (nie polecam), a można się temu przyglądać z zewnętrznej pozycji świadka, który nie ocenia. O tym mówi Patanjali w Jogasutrach. I takie narzędzia daje własnie joga oraz praktyka uważności. Więc obserwuję sobie moją zazdrość potrafiąc zatrzymać ją odpowiednim miejscu. Tam, gdzie jest zazdrość, ale nie zawiść. To nie niszczy, ani nie pali. Może trochę dołuje. Ale jeszcze bardziej motywuje, aby dać z siebie więcej. Na przykład więcej siły i zaangażowania na macie. Umożliwia autorefleksję i pozwala zaakceptować, że mam z czymś trudność, a przecież chciałabym zawsze skakać, latać i wymiatać. Taka umiejętnośc obserwacji pozwala szczerze zachwycić się pięknem dziewczyny ćwiczącej obok, która jest piękna zarówno na zewnątrz jak i wewnątrz. Szczerze cieszyć się z tego, że się polubiłyśmy. Moja zazdrość pozwala mi mówić o tym, że tak, że bardzo bym chciała wreszcie zacząć wstawać z mostka, położyć dłonie na stopach w kapotasanie. Że wartością jest dla mnie ładny wygląd oraz rzeczy wysokiej jakości. Oraz, że nie miałabym niczego przeciwko czerwonemu Ferrari. A już szczególnie gdybym mogła jeździć nim na jogę.

Ania Chomczyk
ania@bosonamacie.ple-mail: ania()bosonamacie.pl
Ćwiczę jogę od ponad 20 lat. Przez lata regularnie podróżowałam do Indii, aby poznawać ten niesamowity kraj oraz uczyć się jogi u źródła. Nadal kontynuuję moje jogiczne studia pod okiem najlepszych nauczycieli na świecie.
Studiowałam amerykanistykę na UW, a w 2016 r. na Uniwersytecie SWPS (kulturoznawstwo) obroniłam doktorat dotyczący jogi.
Pobieram lekcje klasycznego śpiewu Karnataki u Ranjini Koushik. Chętnie maluję i w styczniu 2021 r. zostałam certyfikowaną nauczycielką malarstwa intuicyjnego, Vedic art. Obecnie poszerzam moje kompetencje o terapię mięśni dna miednicy wg metody Bebo. Kocham Himalaje. Jestem mamą małego Felixa.
Joginka w podróży
Facebook: Joginka w podróży
Instagram: Joginka w podróży