Zapasy w jodze
29/11/2016
W ashtandze praktyka jest powtarzalna. Ta sama sekwencja. Te same asany. Te same przejścia z jednej do drugiej pozycji. Te same pięć oddechów. Każdy wdech to szansa, żeby nabrać więcej prany. Każdy wydech, żeby pozbyć się napięcia. A potem kolejny wdech i kolejny wydech. Ale nawet, gdy doliczę do pięciu, jest jeszcze jutro. Znów stanę na macie, znów mam szansę na tę samą asanę. I na to, żeby zmienić coś w tej asanie.
Nie trzeba nic robić na zapas. Nie ma co żałować, że tym razem się nie dotknęło, nie wstało, nie dało z siebie wszystkiego. Jest jeszcze kolejny oddech, jest jeszcze jutro. W ashtandze nie ma straconych szans. Nie trzeba zbroić się jak na wojnę. Nie trzeba napełniać spiżarni praną. Nie trzeba, a może nawet nie można. Przecież nie jest tak, że im więcej śpimy, tym jesteśmy bardziej wyspani, im dłużej myjemy okna, tym są czystsze, im więcej zjemy tym będziemy mieć więcej siły. Kiedyś trzeba przejść dalej, do kolejnej czynności. Do kolejnej oddechu. Do kolejnej asany.
Just keep going. Praktykuj. I niczym się nie stresuj, jeśli twoja praktyka nie jest perfekcyjna. Jeśli czujesz, że coś przegapiłaś, nie docisnęłaś sama siebie, nie wykorzystałaś swojej opaski „all inclusive” na maksa. To nie jest metoda w stylu „promocja ograniczona” ani „tydzień szalonych cen” ani „ostatnie dni wyprzedaży”. Promocje się łączą, trwają wiecznie, zawsze jest szansa, żeby stanąć na macie i zrobić coś lepiej. I poczuć coś niesamowitego. No stress. Just keep going.

Agnieszka Passendorfer
aga.passendorfer@gmail.comPraktykuje i uczy w Yoga Republic. Kocha czytać i pisać. Autorka książek „13 lekcji jogi”, „10 lekcji jogi. Jamy i nijamy w codziennym życiu”, „13 lekcji miłości” i "Czakry". Współzałożycielka platformy
Omline.Expert. Stara się być dobrą mamą, partnerką, przyjaciółką, nauczycielką i uczennicą.