Słuchaj swojego ciała
22/03/2017
– Owsianko-jaglankę na roślinnym mleku na ciepło – rzucam odruchowo w każdy wtorek i czwartek w Bułkę przez Bibułkę. Kelner(ka) przez grzeczność rusza do mnie z kartą, ale i tak wiemy, co zamówię. Robię tak od stycznia. Taki rytuał. Rano – własna praktyka, potem odwożę córkę do szkoły, potem mam 45 minut na śniadanie i biegnę dalej poprowadzić zajęcia. Bułka przez Bibułke jest po drodze i ta ciepła, roślinna maź z owocami, którą tam jem, dobrze mi robi i dodaje energii na kolejne parę godzin pracy.
Dzisiaj jednak – po raz pierwszy – pomyślałam, że może przynajmniej zajrzę do tego menu. I zamówię croissanta, albo bajgla, albo różowego macaron albo… Nie, rozmyśliłam się i znów powiedziałam o owsiance. Teraz właśnie na nią czekam…
„Słuchaj swojego ciała” – to taki zwrot-mantra, które powtarzamy na jodze i w życiu. I kiedyś miewałam rozterki, czy – tak jak dzisiaj – kiedy ciało nadaje mi o croissancie, nie posłuchać go jednak? Zdarzało mi się. I dlatego dzisiaj je olałam. Bo dzisiaj czuję, że moje ciało ma maksymalnie 9 lat (czasem tak ma). I że po tym croissancie po godzinie spadłby mi cukier (a tu trzeba panią, z którą mam prywatne przeprowadzić przez kolejną vinyasę, a potem napisać artykuł, a potem nakarmić kota, a potem znów zajęcia…). I potem to ciało miałoby do mnie pretensje, że na to pozwoliłam (no bo do kogo miałoby mieć). „Przecież wcale nie chciało mi się tego croissanta” – marudziłoby jak dziecko z fochem, trąc oczy ze zmęczenia i ziewając. Podobnie krzyczy na mnie (koło południa), kiedy rano daję mu się nabrać na tekst „Dzisiaj chcę spać, a nie iść na mysore”. Podobnie ma pretensje, gdy posłucham go jak krzyczy: „Hej, ale dzisiaj chyba nie staniesz na głowie?”, „Nie wydaje ci się, że ta kapotanasana to niebezpieczna jest?”, „Ale trzy mostki absolutnie nam wystarczą, prawda?”.
Kiedy moje ciało ma dziewięć lat, nie słucham go. Słucham rozumu. I odwołuję się do mojej pamięci. Pamiętam na przykład historię zamierzchłą, kiedy moje ciało rzeczywiście miało dziewięć lat, a mózg wraz z nim. Jako dziecko filmowej warszawki chodziłam czasem z rodzicami na obiad do Spatifu. Menu było piękne, melodyjne. W nim moje ulubione danie „antrykot z pulardy”, który dzisiaj pewnie nazywałby się nuggetsem, kotletem drobiowym albo jakoś tak. Wtedy jednak antrykot ów podobał mi się ogromnie. W karcie. Bo na talerzu już nie, a w ustach jeszcze mniej. Zamawiałam go jednak od czasu do czasu (jako dziewięciolatka i potem jeszcze chwilę), bo tak ślicznie się nazywał. Za każdym razem… porażka. Podobnie jak rumsztyk. I ślimaki winniczki (przysięgam, były w menu!). I lody z adwokatem (tu rodzicie protestowali).
Pamiętając o tym i o tych wszystkich porannych praktykach, na które nie poszłam, mostkach, do których nie wstałam, croissantach, które zjadłam i potem żałowałam, nie słucham swojego ciała już tak zawsze. Tylko wtedy, gdy wiem, że akurat jest pełnoletnie. Albo wtedy, gdy wiem, że sytuacja jest wyjątkowa. Uwielbiam croissanty z widokiem na Nowy Świat. Uwielbiam je, gdy w planach mam spacer, kino, a potem jeszcze… na przykład bułkę z pieczarkami na Starówce. Uwielbiam je też rano w łóżku, gdy jest moonday albo wakacje i czeka mnie co najwyżej Netflix, drzemka, książka, blog, nowy numer „Coachingu” lub „Yoga Journal”. Mogę wtedy nie być weganką. Mogę wtedy nie być joginką nawet. Mogę nie być dorosła.
A tak to… ostrożnie z tym słuchaniem ciała. Bo potem do kogo ma pretensje, że ten antrykot/croissant to jednak nie to? Przecież nie do siebie. Jak się ma dziewięć lat, to się nie bierze odpowiedzialności za swoje decyzje. Jak się jest dorosłą kobietą, to się nie słucha dziewięciolatki w tobie. A w każdym razie nie zawsze. Gdybym słuchała – nie byłabym w tym miejscu w życiu (i w praktyce jogi), w którym jestem. Ciało czasami ściemnia. Nie wie, czego chce. Dlatego dzisiaj znowu jem roślinną maź z owocami. Właśnie przyszła.

Agnieszka Passendorfer
aga.passendorfer@gmail.comPraktykuje i uczy w Yoga Republic. Kocha czytać i pisać. Autorka książek „13 lekcji jogi”, „10 lekcji jogi. Jamy i nijamy w codziennym życiu”, „13 lekcji miłości” i "Czakry". Współzałożycielka platformy
Omline.Expert. Stara się być dobrą mamą, partnerką, przyjaciółką, nauczycielką i uczennicą.