Postępy
22/08/2017
Wrócił temat, za sprawą złotej myśli na FB: „To prosta i wspaniałomyślna zasada: gdy praktykujesz – robisz postępy.” Zebrał trochę lajków, trochę komentarzy i pytanie, stare jak sama joga, co to są te postępy w jodze? I czy wszyscy musimy robić te postępy, bo przymus sukcesu, laurek i wspinania się po szczeblach niektórym już trochę zbrzydł.
Myślę, że musimy robić postępy. Myślę, że robimy, nawet gdy nie chcemy. Od tego jest życie, żeby nas uczyć i rozwijać i do tych postępów inspirować lub zmuszać. Zależnie od tego, czy po dobroci zgodzimy się je robić, czy się opieramy. Praktykując jogę, robimy to po dobroci.
Jedna z moich byłych nauczycielek duchowych (niepraktykująca jogi) powiedziała kiedyś tak: Musisz wejść na szczyt, ale od ciebie zależy, czy zrobisz to szybko, wolno, schodami, samolotem, po drabinie, wspinając się mozolnie w niewygodnych butach albo w wygodnych i z asekuracją, czekając aż popchnie cię ktoś, kto się spieszy… i tak dalej.
I jakoś się z nią zgadzam. Niektórzy świadomie nad sobą pracują, niektórzy się lenią i wtedy życie daje im kopa do góry, dając jakąś, nieprzyjemną zwykle, lekcję w postaci choroby, wypadku, bankructwa czy innego splotu niesprzyjających lenistwu okoliczności. A na ogół mamy trochę tego, i trochę tego – łączymy świadome rozwijanie z tym, które dzieje się przy okazji życia.
A po czym poznajemy postępy? Te na macie czasem są widoczne: większa elastyczność, siła, balans w asanach. Można je zaprezentować na Instagramie. Czasem jednak postępy są niewidoczne na fotach, ale odczuwalne dla tego, co je robi. A czasem może je w ogóle przeoczamy i dopiero pół roku później orientujemy się, że pół roku wcześniej było inaczej. Jakby gorzej.
Oczywiście rozwój następuje paralelnie (jakie ładne słowo!) na wielu poziomach życia. Ciało może więcej, umysł może więcej i w ogóle więcej ciekawych rzeczy dzieje się w życiu. Jest ono lepsze, bardziej nasze i dzięki temu lepiej się w nim czujemy. I czasami, jak wyżej, widać to na fotkach na Instagramie, a czasem nie. Stajemy się też lepszymi ludźmi i innym lepiej w naszym towarzystwie.
Więc chyba jednak złota myśl fejsbukowa znowu okazała się złota. I jeszcze wielofunkcyjna. I nie ma potrzeby się na nią denerwować. I można lajkować. Ci, którym zbrzydł przymus sukcesu, laurek, lajków, poprawiania zakresów, wyników i innych cyferek, nie muszą się martwić, nie muszą nic robić. I tak będzie dobrze i coraz lepiej. Będą postępy – według takiej definicji, jaką sobie wymyślą.
Mogą też cieszyć się ci, którym zależy na sukcesach. Im też będzie dobrze i coraz lepiej. A jak bardzo chcą, mogą to jakoś zarejestrować i zmierzyć centymetrem, jak głęboko weszli w asany i w swoje życie. I wystawić sobie dyplom.
Praktykując jogę, na regres i pogorszenie jakości życia mamy po prostu słabe szanse, więc… może i nie ma co fiksować się zbytnio na postępach, ale też po co im się opierać?

Agnieszka Passendorfer
aga.passendorfer@gmail.comPraktykuje i uczy w Yoga Republic. Kocha czytać i pisać. Autorka książek „13 lekcji jogi”, „10 lekcji jogi. Jamy i nijamy w codziennym życiu”, „13 lekcji miłości” i "Czakry". Współzałożycielka platformy
Omline.Expert. Stara się być dobrą mamą, partnerką, przyjaciółką, nauczycielką i uczennicą.