Po co ci ta asana?
11/07/2017
– Ach, jakbym chciała wreszcie zrobić mostek – westchnęła jedna z moich joginek zaraz po tym, jak podniosłam ją do tej nie najprostszej asany. Ugryzłam się w język. – Po co?- chciałam spytać. – Dla tych kilku sekund satysfakcji w ciągu dnia?
Owa joginka – imienia nie podam, bo dość oryginalne i pewnie ktoś by ją rozpoznał, a nie wiem, czy ona chce – praktykuje od lat, regularnie. Nie tylko asany, ale też oddech, drishti, dobre jedzenie i satyę w pracy, co w jej pracy nie jest bardzo łatwe. Lubię ją bardzo i prywatnie, i jako nauczycielka, bo… no… przykłada się do jogi. Nie tylko na macie. Jest jednak megaambitna i chciałaby wreszcie zrobić ten mostek, bo lubi spektakularne efekty, tak jak niektórzy lubią swoje dyplomy, mieszkanie w modnej dzielnicy, markowe ciuchy i dobrze wykształcone dzieci, bo uważają, że o czymś świadczą. Że o nich świadczą. OK.
Monika, która wcześniej uparła się na stanie na głowie przed 30 urodzinami, też marzy o mostku. I Aneta za siedem lat planuje z niego wstać. Mówi o tym głośno.
A ja za każdym razem, kiedy słyszę takie życzenia, którym czasem towarzyszy pytanie: „Co mogę robić, żeby szybciej osiągnąć cel?”, zastanawiam się, po co nam asany. Czy żyjemy dla tych kilku sekund satysfakcji, czy na odwrót, wejście do jakiejś asany ma nam ułatwić życie?
Joga jest terapeutyczna. Pozycje mają nam pomóc w detoksie, funkcjonowaniu układu oddechowego, kostnego, hormonalnego, trawiennego i w życiu. Pierwsze seria ashtangi to przecież yoga chikitsa, terapia jogą. Joga pomaga nam też menedżerować stresem, lepiej poznać siebie, nie reagować od razu, gdy nie trzeba, a gdy trzeba, reagować w zgodzie z jamami i nijamami, zasadami etycznymi, które służą nie tylko nam, ale i innym ludziom, Bogu, Kosmosowi, Matce Naturze, czy w co tam wierzymy. Joga jest więc funkcjonalna. Nie jest wartością samą w sobie. Asany są funkcjonalne. Czy należy się więc koncentrować na tych mostkach dla samych mostków, czy żeby coś z nami zrobiły? A może w ogóle sobie nimi nie zawracać głowy, bo jak praktykujemy – nawet nieudolnie, nieksiążkowo, nieinstagramowo, to przecież i tak się dzieje?
Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Tak jak nie znam odpowiedzi na pytanie, czy fakt, że wstajesz do mostka/latasz w vinyasach/zaplatasz co trzeba w żółwiu czyni cię lepszym człowiekiem. Niby nie. A jednak trochę tak. Bo im głębiej wchodzisz w asanę, tym skuteczniej ona działa. I – pomijając geny czy wcześniejszą karierę w Cirque de Soleil lub szkolnej drużynie akrobatycznej – fakt, że głęboko wchodzisz w asany świadczy jednak o tym, że długo już praktykujesz jogę. Dużo godzin spędziłeś/spedziłaś na macie, więcej naoddychałaś/naoodychałeś się ujjayi, nawstawałeś/nwastawałaś o świcie i wygrałeś/wygrałaś z lenistwem. Więc jednak trochę tak jest, że im ładniej, im bardziej instagramowo wyglądają twoje pozycje, tym lepszym i zdrowszym jesteś człowiekiem. Jednak tak.
Tym nie mniej… wracając do życzenia mojej joginki. Czy ten mostek powinien być celem samym w sobie? Oczywiście, że nie. Mostek przyjdzie, jak i stanie na głowie i inne spektakularne asany. Wszystko przyjdzie w miarę praktyki i nie ma co się spinać. To, jaki jest twój mostek, być może świadczy trochę o tym, jakim jesteś człowiekiem teraz, ale nie świadczy o tym, jakim będziesz za chwilę. I na pewno nie świadczy o tym, że jesteś złym człowiekiem, nawet jeśli ten „twój mostek” to tylko taka figura literacka i w realu nie istnieje.
Jesteś OK, bo praktykujesz. Jesteś OK, bo jesteś w drodze, czy – jak to się teraz mówi – w procesie. I to już jest coś. Megacoś.

Agnieszka Passendorfer
aga.passendorfer@gmail.comPraktykuje i uczy w Yoga Republic. Kocha czytać i pisać. Autorka książek „13 lekcji jogi”, „10 lekcji jogi. Jamy i nijamy w codziennym życiu”, „13 lekcji miłości” i "Czakry". Współzałożycielka platformy
Omline.Expert. Stara się być dobrą mamą, partnerką, przyjaciółką, nauczycielką i uczennicą.