Oceny niedostateczne
20/06/2017
Dzieci już mają wystawione oceny, być może nawet wypisane świadectwa i… szkoła jest, ale jakby jej nie było. Jakieś kino, muzeum, mecz, msza… Śluza pomiędzy nauką a nienauką. Tydzień po radzie pedagogicznej. Uczniowie nie wiedzą, co z nim zrobić, nauczyciele tym bardziej, a rodzice (niektórzy) twierdzą, że jest bez sensu. Ale że co bez sensu? Czerwiec! Prawie lato! Można się cieszyć życiem. Można się uczyć dalej. Mimo wszystko. I tak mi przychodzi do głowy…
Myśl nr 1: Uczymy się tylko dla ocen? A jak już nam je wystawią, to nie chcemy się rozwijać? Aż do następnej klasy?
Myśl nr 2: Uczymy się tylko na lekcjach? A kino, muzeum, mecz, msza, życie to nie nauka?
Myśl nr 3: Jak dobrze, że w jodze nikt nie wypisuje świadectw. Uff. Bo gdyby tak było, też musielibyśmy mieć ten tydzień śluzy, który niektórzy uważają za bez sensu. A po nim jeszcze wakacje, bo odgórnie, jakieś Ministerstwo Jogi mogłoby ustalić, że przez 2 miesiące nie wolno zaglądać do książek, ups, rozwijać maty. No chyba, ze ktoś ma poprawkę.
Jeżeli myśl nr 1 i nr 2 zakorzeni nam się w mózgu, może odebrać nam radość z poznawania. świata, siebie, matematyki i biologii. I jogi. I gdybym chciała wdać się tu w dyskusję modną, ponarzekałabym na polski system edukacji i ewentualnie zabrała głos w sprawie nauczycieli, uczniów, poziomu intelektualnego klasy średniej i listy lektur, ale nie, nie chcę. Chcę napisać, że fajnie jest się uczyć. Dla mnie fajnie. I ja lubię chodzić do szkoły. Na przykład do szkoły jogi. Once a student, always a student. Nie szkodzi, że sama jestem nauczycielką. Nie szkodzi, że praktykuję tyle lat, że w klasycznym systemie edukacji zdążyłabym zrobić doktorat, habilitację, opublikować siedem artykułów w Lancecie, zostać zaproszona na konferencje do Davos albo gdzieś indziej… Once a student, always a student. I to jest w jodze fajne. Zawsze jest coś. Jakaś asana. Jakiś szczegół w asanie. Jakaś biegłość w tej czy innej yamie i niyamie, stan skupienia w medytacji, swoboda w pranayamie, kriya, która wczoraj była tajemnicą, a dzisiaj już nie.
Joga nie ma klas, do których trzeba zdać, bo jeśli się nie zda, to potem obciach, zwłaszcza, jeśli jest się nagle najwyższym w ławce i wiadomo, dlaczego. Joga nie skupia się na rywalizacji, osiągnięciach i stopniach. Oczywiście, jeśli ktoś chce, będzie sam sobie wystawiał szóstki albo jedynki i pocił się o tytuł wzorowego ucznia, albo martwił, że nie zdał do drugiej serii, ale… to już jego decyzja. Bo generalnie joga dystansuje nas od wyścigu szczurów i nie wypowiada się jasno, co trzeba zrobić, żeby zasłużyć na czerwony pasek, a co zbroić, żeby zostać na drugi rok. I – co najważniejsze, nie daje świadectwa, które z jednej strony poświadczają stopień wtajemniczenia, ale z drugiej odsyłają na tydzień śluzy, na wakacje i może w ogóle zabraniają chodzić do szkoły, jeśli to był ostatni rok edukacji. W jodze tak nie ma. A co jest w zamian?
„Practice and all is coming”. Ostatnio za sprawą Tarika van Prehn (i trochę Marka Łaskawca) rozgorzała dyskusja, dlaczego „coming”, dlaczego present continuous. No więc ja widzę to tak: kiedy zaczynasz praktykę, wiedza zaczyna płynąć do ciebie nieprzerwanym strumieniem. I tak sobie kontynuuje. Wiedza o twoim ciele, o psyche, o świecie. O relacjach, o tym, po co są yamy i niyamy, a po co oddech i asany. I tak sobie kontynuuje. W czasie present continuous. Nie przerywają jej żadne oceny i cenzurki, choć oczywiście czasem zdarzy się nagroda, taki czerwony pasek, a czasem poczucie, że coś się osiągnęło, ale szybko mija. I przychodzi ochota na więcej. Once a student, always a student. Całe szczęście.

Agnieszka Passendorfer
aga.passendorfer@gmail.comPraktykuje i uczy w Yoga Republic. Kocha czytać i pisać. Autorka książek „13 lekcji jogi”, „10 lekcji jogi. Jamy i nijamy w codziennym życiu”, „13 lekcji miłości” i "Czakry". Współzałożycielka platformy
Omline.Expert. Stara się być dobrą mamą, partnerką, przyjaciółką, nauczycielką i uczennicą.