Czy młodym kobietom wolno chodzić na jogę?
10/01/2017
Ostatnio Marek na blogu „Pies z głową w bok” napisał pięknie o tym, dla kogo jest joga. Gdyby tak spojrzeć chłodnym okiem Marsjanina (o ile Marsjanie mają chłodne oczy 😉 – dla młodych, szczupłych, wysportowanych kobiet. Dla nich najbardziej, bo ich najwięcej przychodzi na jogę. Tak na pierwszy rzut oka. Kosmity. Marka. I mojego oka też.
No więc, coś w tym jest… Jak ktoś jest sztywny, słaby, gruby, stary, jak ktoś jest facetem… rzadko decyduje się na jogę. Choć przydałaby mu się. O co więc chodzi?
Kiedyś pewna specjalistka od reklamy powiedziała mi, jaka jest najistotniejsza (dla rynku) różnica między płciami. Mężczyźni czują, że są doskonali. To dlatego trudno im wcisnąć krem przeciwzmarszczkowy, buty rzeźbiące pośladki, tabletki na lepsze włosy, trening motywacyjny. Kobiety czują, że zawsze mogą być lepsze, dlatego zawsze można im sprzedać coś, co sprawi, że lepsze będą. Także karnet na jogę.
Z jednej strony to dobrze – bo kobiety się rozwijają. Z drugiej strony źle – bo inwestują też w rzeczy, które nie rozwijają. Z trzeciej… ciągle czują się sfrustrowane. Z czwartej (umówmy się, że mamy dwa medale ;-)) może kolejny karnet na jogę (bo nie krem raczej) sprawi, że frustracja zelżeje.
Joga uczy akceptacji siebie. Uczy, że moment w którym jesteś, ale też ciało, w którym jesteś, jest najlepsze dla ciebie na teraz. Uczy santoshy: akceptacji i zadowolenia z „tu i teraz”. Szukania doskonałości nawet w sytuacji, która wydaje ci się niedoskonała. Więc jest szansa, że na którychś kolejnych, czteromilionowych zajęciach, my, kobiety (jestem trochę starsza, niż średnia, o której pisze Marek, ale sprytnie się wkręciłam w jogowy tłum…) poczujemy się lepiej, poczujemy się doskonałe. Zaoszczędzimy na kremie i butach rzeźbiących pośladki. I na psychoterapii. Wtedy, nie, wtedy wcale nie przestaniemy chodzić na jogę, będziemy chodzić nadal, żeby nie stracić santoshy. I na złość kosmitom.
Jasne, jest też taki aspekt, że chodząc tak tłumnie na jogę utrwalamy stereotyp, że jest ona dla szczupłych, młodych, wysportowanych, ale… co z tego? Mamy utyć, rozchorować się i zmienić płeć, żeby przyciągnąć na maty „innych”? Niedoczekanie! Jeśli „oni” będą chcieli, przyjdą. Wyleczyć swoje kręgosłupy, zesztywniałe od siłki (albo nicnierobienia) mięśnie, zrzucić nadwagę, odzyskać moc. Mam nadzieję, że przyjdą, bo jak już poczujemy się doskonałe, to przydaliby nam się doskonali partnerzy. I jak przyjdą – wtedy dopiero Marsjanie się zdziwią. Bo okaże się, że joga jest wszystkomogąca. I dla wszystkich. Dla kobiet, dla mężczyzn. Dla starych, dla młodych. Dla szczupłych, dla grubych. Kto wie, może także dla kosmitów.

Agnieszka Passendorfer
aga.passendorfer@gmail.comPraktykuje i uczy w Yoga Republic. Kocha czytać i pisać. Autorka książek „13 lekcji jogi”, „10 lekcji jogi. Jamy i nijamy w codziennym życiu”, „13 lekcji miłości” i "Czakry". Współzałożycielka platformy
Omline.Expert. Stara się być dobrą mamą, partnerką, przyjaciółką, nauczycielką i uczennicą.