Joginka na meczu
6/07/2017
Idę dziś na mecz Jagiellonii Białystok. Taki prawdziwy mecz na stadionie. Idę pierwszy raz w życiu, dostałam zaproszenie do zaprzyjaźnionego piłkarza, który chodzi do mnie na jogę. Mam miejsce w loży VIP przy samym boisku.
Nigdy nie byłam na meczu. Do głowy przychodzą mi różne myśli. Cieszę się, ale potraktowałam to również zachowawczo zapraszając przyjaciela, który jest najsilniejszym i najlepiej zbudowanym mężczyzną, jakiego znam. Tak na wszelki wypadek. Mój umysł snuje swoje wizje. Przeważają dantejskie sceny których twórcami byli brytyjscy kibice z lat 70. Bójki na stadionach i starcia z policją. Wyjątkowo duże stężenie testosteronu w powietrzu. Tylko, że ja przecież nigdy na meczu nie byłam… Więc skąd to wiem?
To chyba podobnie jak z ludźmi, którzy nigdy nie byli na jodze, a tak wiele o niej wiedzą… Litania jest długa: że joga jest za spokojna (czytaj: nudna jak flaki z olejem), ludzie siedzą po turecku i wyglądają jak na amerykańskich filmach, aby ćwiczyć trzeba być porozciąganym, że nie ma żadnej akcji i w ogóle to dla dziewczyn, hipisów i potatuowanych wegan… Nie jestem w tym dobry, więc po co w ogóle zaczynać. No i wreszcie, że to dzieło szatana, który podstępnie, gdy staniemy na głowie, wejdzie w nas przez odbyt.
Podobnie z Indiami. Nie jedź, bo na pewno cię zgwałcą. Podobnie z Paryżem – zostań w domu, bo tam były zamachy. Z pierwszym skokiem ze spadochronem (podejrzewam, że moja mama dała na mszę, bo bała się, że zginę). Podobnie z francuskim (po co zaczynać nowy język, przeciez znasz już angielski, to wyrzucanie pieniędzy w błoto). Podobnie ze wszystkim. Wypowiadamy się z pozycji autorytetu w kwestiach, o których nie mamy pojęcia, bo sami ich nie doświadczyliśmy. Blokujemy sobie możliwość przeżywania życia. Odkrywania nowych lądów i rozwoju. Nowych energii…
Ok, mogę pójść raz na jogę tak jak wszyscy ci potatuowani weganie i inni lewacy. Zdobędę własne doświadczenie. Może zostanę. Może mi się spodobać lub nie. Albo może mi się spodobać, ale jednak wybiorę siłownię lub cross-fit. Mogę pójść na wegańskiego burgera i może okazać się, że się nim najem i nie umrę, choć być może nadal będę stałym klientem Maca. A może już do Maca nie wrócę.
Tak więc idę dziś na mój pierwszy mecz piłki nożnej. Idę z całkowicie otwartą głową i radością w moim jogicznym sercu. Ciekawe czy będę bawiła się najlepiej i darła się najgłośniej (szczególnie, gdy któryś z moich jogowych piłkarzy-ulubieńców strzeli bramkę). Nie mogę się doczekać. I nawet szalik pożyczyłam.

Ania Chomczyk
ania@bosonamacie.ple-mail: ania()bosonamacie.pl
Ćwiczę jogę od ponad 20 lat. Przez lata regularnie podróżowałam do Indii, aby poznawać ten niesamowity kraj oraz uczyć się jogi u źródła. Nadal kontynuuję moje jogiczne studia pod okiem najlepszych nauczycieli na świecie.
Studiowałam amerykanistykę na UW, a w 2016 r. na Uniwersytecie SWPS (kulturoznawstwo) obroniłam doktorat dotyczący jogi.
Pobieram lekcje klasycznego śpiewu Karnataki u Ranjini Koushik. Chętnie maluję i w styczniu 2021 r. zostałam certyfikowaną nauczycielką malarstwa intuicyjnego, Vedic art. Obecnie poszerzam moje kompetencje o terapię mięśni dna miednicy wg metody Bebo. Kocham Himalaje. Jestem mamą małego Felixa.
Joginka w podróży
Facebook: Joginka w podróży
Instagram: Joginka w podróży