Efekt mostka
31/01/2017
Jest takie doświadczenie psychologiczne. Pisze o nim prof. Bogdan Wojciszke w „Psychologii miłości” (albo gdzie indziej, nie pamiętam, ale na pewno on). Facet (nie Wojciszke, jakiś inny) przechodzi przez most linowy nad przepaścią. Most się chybocze, wiadomo, nerwy są. Na końcu mostu stoi kobieta, która o coś tam tego faceta prosi (może o ogień?). A facet ją prosi o numer telefonu. I potem eksperyment z kolejnym facetem i tą samą kobietą i tym samym mostem i… podliczamy. Okazuje się, że gdy ta sama laska zagaduje mężczyzn w zwyczajnych, miejskich warunkach (bez mostu) – zainteresowanych jej numerem telefonu jest zdecydowanie mniej. Spada jej atrakcyjność. O co chodzi? O adrenalinę. O emocje. O szybsze bicie serca. Łatwiej nam się zakochać, gdy jest (lub przed chwilą było) niebezpiecznie. Niejeden hollywoodzki thriller na tym bazuje, a i nasze, rodzime „W pustyni i w puszczy także”. Efekt mostu.
Ja po jodze mam efekt mostka. Nawet sama się ze sobą się umówiłam, że w dwie godziny po praktyce nikomu nic nie obiecuję. I najlepiej, żebym w ogóle z nikim nie rozmawiała, bo gotowa jestem się oświadczyć, zmienić testament, poświęcić życie w (nie)słusznej sprawie, oddać swój nieduży, ale cały majątek na cele charytatywne, wyznać miłość, udzielić rozgrzeszenia… wszystko, wszystko. Zakochać się, dać ognia, poprosić o numer telefonu. Taki high po moście linowym. Po mostku, który otwiera serce. Albo generalnie po praktyce ashtangi, która coś takiego robi z hormonami, aurą, praną, whatever, że czuję się inna, silniejsza, zakochana. To oczywiście megafajne i cieszę się, że jest, ale… trzeba uważać ;-).

Agnieszka Passendorfer
aga.passendorfer@gmail.comPraktykuje i uczy w Yoga Republic. Kocha czytać i pisać. Autorka książek „13 lekcji jogi”, „10 lekcji jogi. Jamy i nijamy w codziennym życiu”, „13 lekcji miłości” i "Czakry". Współzałożycielka platformy
Omline.Expert. Stara się być dobrą mamą, partnerką, przyjaciółką, nauczycielką i uczennicą.