Na Dalekim Wschodzie (Polski)
9/02/2017
Zima. Większość czasu spędzam na Dalekim Wschodzie Polski, zwanym przez niektórych polską Syberią, gdzie mieszkam i gdzie śnieży wyjątkowo hojnie. Opady nie ustają, jest biało i robi się jeszcze bielej, sypią białe gwiazdki. Budda na tarasie przypomina bałwana, i myślę sobie, że ta śnieżna biel to taki niezmącony spokój umysłu, do którego dążę…
Kupuję bilety lotnicze i planuję podróże, w międzyczasie regularnie spędzając przyjemne godziny w pociągu relacji Białystok-Warszawa. Najpierw będzie Paryż, i to już niedługo. Moje ukochane miasto, które nigdy mi się nie znudzi. Ostatnim razem byłam tam w grudniu 2015, tuż po zamachach. Karabiny, mnóstwo policji i wojska, w centrach handlowych i sklepach należało przejść kontrolę taką jak na lotnisku. Chciałabym napisać artykuł o Paryżu, ale nie taki nudny i powtarzalny o muzeach. Taki, który pokaże francuskie tu i teraz. Obiektywny, ale bez knebla tolerancji. Pamiętam moją pierwszą wizytę w tym mieście, w piątek o 12:00 niedaleko opery zrobił się gigantyczny korek, ponieważ kilkuset muzułmanów wyszło na ulice i zwracając swoje dywaniki modlitewne w stronę Mekki, zaczęło się modlić. Pamiętam, że jednocześnie czułam niepewność i zaciekawienie, patrzyłam na Paryż oczami początkującego. Jaki Paryż zastanę tym razem? Jak pisać o współczesnym świecie bez lęku, bez osądu, ale również z pewną dozą odwagi, by nazywać rzeczy po imieniu, ale unikając fanatyzmu Oriany Fallaci? Bez lęku, że ja sama zostanę o oskarżona o rasizm, chociaż mam przyjaciół z Bliskiego Wschodu, którzy czują się przy mnie dostatecznie swobodnie, by podczas spotkania wyciągać dywaniki i recytować swoje „Bismillah ar rahman ar rahim…”, a potem najzwyczajniej w świecie wrócić do picia kawy. Nie wiem jak o tym pisać, ale spróbuję.
Po Paryżu będą dwa miesiące w Azji, Nepal i Indie. W Nepalu jeszcze nie byłam. Doświadczam świata zmysłami, chcę więc popatrzeć, posłuchać, powąchać podotykać… Może nawet uda mi się pójść na krótki trekking. Wiem, że kraj szybko się podniósł po potężnym trzęsieniu ziemi sprzed kilku lat, wiem również, że z powodu wpływów chińskich jest on również coraz mniej przyjaznym i bezpiecznym miejscem dla Tybetańczyków. A w Indiach będę ćwiczyć jogę. Znowu pojadę sama, znowu będę spłukana i jestem ciekawa, co mnie tam spotka, jakich ludzi poznam, i jaki wycinek wszechświata mi pokażą, co zrozumiem.
Po Azji będzie Londyn, którego szczerze nie znoszę i wiem, że muszę go jakoś odczarować. Po Londynie Bajkał, Buriacja, syberyjscy szamani i takie szalone rzeczy jak zakopywanie się w ziemi.
Tak jak już wielokrotnie pisałam – podróżowanie, na takim duchowym poziomie, prowadzi do głębszego samopoznania i większej integracji wewnętrznej. Otwiera oczy. Szczególnie to dalekie podróżowanie, bo uwalnia z europocentrycznej optyki. To, co jest właściwe i w dobrym tonie tu, może okazać się zupełnie nieadekwatne w innym zakątku świata, gdzie rządzą zupełnie inne prawa. To daje ogromną pokorę i uwalnia z fanatyzmu. Temperuje ego, mój punkt widzenia nie jest wyznacznikiem tego, jak ma funkcjonować świat. Pod Ałmatą mieszka, uważana za wielką świętą, szamanka: ostatnia kobieta-derwisz Kazachstanu. Apa, po starotestamentowemu, składa ofiary ze zwierząt, w ten sposób oczyszczając karmę ludzi, którzy przyjeżdżają do niej z całego świata. Ja i mój punkt widzenia to mniej niż piksel we wszechświecie i na wielkim obrazie życia. Bo, gdy na przykład wieloletni zagorzały europejski wegetarianin znajdzie się w społeczności muzułmańskiej i pozna gościnną muzułmańską rodzinę, która z dziada pradziada zajmuje się rzeźnictwem, a na dodatek wysłucha wykładu pana w zakrwawionym fartuchu o tym, w jaki sposób odbierać życie, aby zwierzę cierpiało jak najmniej, to będzie musiał/a mocno tą swoją perspektywę zweryfikować. I z pewnością, nie będzie tam przestrzeni, aby wymądrzać się, że mięso to morderstwo, a nabiał szkodzi i zaflegmia. Co więcej, może dojść do niepokojącego wniosku, że właśnie w tej ubojni musi mieć miejsce jakaś głęboka, niezrozumiała dla niego duchowość, metafizyczny dialog pomiędzy życiem i śmiercią, któremu towarzyszy uważność, precyzja i niezmącony spokój rzeźnika. A sama rzeźnia jest przestrzenią liminalną, na pograniczu światów.

Ania Chomczyk
ania@bosonamacie.ple-mail: ania()bosonamacie.pl
Ćwiczę jogę od ponad 20 lat. Przez lata regularnie podróżowałam do Indii, aby poznawać ten niesamowity kraj oraz uczyć się jogi u źródła. Nadal kontynuuję moje jogiczne studia pod okiem najlepszych nauczycieli na świecie.
Studiowałam amerykanistykę na UW, a w 2016 r. na Uniwersytecie SWPS (kulturoznawstwo) obroniłam doktorat dotyczący jogi.
Pobieram lekcje klasycznego śpiewu Karnataki u Ranjini Koushik. Chętnie maluję i w styczniu 2021 r. zostałam certyfikowaną nauczycielką malarstwa intuicyjnego, Vedic art. Obecnie poszerzam moje kompetencje o terapię mięśni dna miednicy wg metody Bebo. Kocham Himalaje. Jestem mamą małego Felixa.
Joginka w podróży
Facebook: Joginka w podróży
Instagram: Joginka w podróży