To nie jest zajęcie dla starych ludzi
31/10/2016
Joga nie jest dla starych, a w pewnym wieku to już nie ma sensu zaczynać. Co innego jak się ma lat dwadzieścia – no, może dwadzieścia parę. Człowiek jest jeszcze w miarę sprawny, nie zwisa mu tu i ówdzie porozciągana skóra, a kości nie strzelają przy każdym ruchu. Ale jak masz już swoje lata? Zapomnij! Jeszcze się połamiesz albo coś tam sobie naderwiesz, a w twoim wieku to już się tak szybko nie goi. No, może jeszcze jakieś takie łagodne formy medytacji przy chillującej muzyce, trochę mruczenia w sanskrycie, ale żadnych skoków, skłonów, skrętów i wygięć do tyłu. Nie chcesz przecież skończyć na wózku. Nalej sobie kieliszek wina, puść soft jazz, ponuć do taktu i się relaksuj do woli. I nie pchaj się między młode, giętkie jak guma laski, które zakładają nogę za głowę i jeszcze się przy tym bezczelnie uśmiechają. No mówię, jak komu dobremu – ośmieszysz się tylko. Daj spokój!
No dobra. Jak już ci się zupełnie w tym starym łbie poprzestawiało, to idź na tę swoją jogę. Na początku będzie tak, jak powinno być. Biodra wyrywa ci z panewek, kolana drżą aż przykro patrzeć, mięśnie skrętne (tak, tak, masz takie mięśnie i jeszcze inne, o których jeszcze nie wiesz, ale się bidulko dowiesz…) w niemym krzyku wznoszą swą skargę do nieba, a twój sportowy outfit zaczyna być ciężki od potu. Myślisz sobie z ulgą – „uff, to jednak nie dla mnie!”. Już wiesz, że to twoje ostatnie zajęcia i że nie czeka cię już więcej bliskie spotkanie z zaniepokojonym wzrokiem gibkiej instruktorki. „Wszystko w porządku?”. Pewnie, że nie wszystko. W domu przed telewizorem, po dobrej kolacji, na wygodnym fotelu – to by było w porządku. Ale tu, na macie, kiedy każą ci robić z siebie jakieś precle? Pewnie, że nie w porządku, ale i tak się sztucznie uśmiechniesz i powiesz sapiąc głośno: „Spoko…” (tak chyba się teraz mówi?). Laska mogłaby być spokojnie twoją córką, a ty do niej ciężko dysząc mówisz: „spoko”? Czy można jeszcze upaść niżej? Oddychasz więc z ulgą, bo wiesz, że już tu nigdy tu nie wrócisz i nie będziesz musiał udawać durnej krowy, kota czy jakiegoś porąbanego psa – wszystko jedno, jak bydle głupie trzyma głowę. Oddychasz więc z ulgą i swobodnie. I to jest ten ich trik joginistyczny. Bo jak taki choć jeden oddech weźmiesz, to koniec. Już cię mają cwaniaki.
Więc przede wszystkim nie oddychaj. To znaczy oddychaj, jak normalny człowiek, łapczywie gryź powietrze, wziewaj, posapuj, inhaluj. Rób co tylko chcesz, tylko nie oddychaj swobodnie. Bo jak zaczniesz, to już po tobie – gdzieś spomiędzy zmasakrowanych bioder poczujesz jak w górę dogorywającego kręgosłupa pnie się powoli cieniutka strużka ekstatycznego oddechu. I kupisz sobie karnet, matę i nauczysz się nawet, jak śpiewać mantry. Więc uważaj. Nie zaczynaj, a jak zaczniesz, to przynajmniej nie oddychaj swobodnie. Ale jak chcesz. Tylko, żeby nie było, że nie ostrzegałem.

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".