Czym jest truskawka
5/12/2018
Gdyby jakiś Eskimos zapytał mnie, czym jest truskawka, byłbym w kłopocie. Szczególnie jeśli Eskimos ten nigdy poza miejsce swojego zamieszkania nosa nie wychylał, zaś o truskawkach słyszał jedynie z drugiej ręki i dosyć ogólnikowo – np. że są do jedzenia i dobrze smakują. Sytuacja taka pewnie nie jest zbyt prawdopodobna. W najbliższym czasie planuję raczej wyjazd na Goa, więc pewnie wielu Eskimosów nie spotkam. Nie znam również języka, w którym Eskimosi się porozumiewają, więc pewnie pytania bym nie zrozumiał. Samo pytanie jednak jest intrygujące. No bo, jak wytłumaczyć komuś, kto nigdy truskawki nie widział, nie wąchał, nie dotykał i nie smakował, na czym zjawisko to polega?
Mógłbym oczywiście zacząć od tego skąd truskawki się wzięły. Swoją drogą to fascynujące, że owoc ten powstał trochę przypadkowo na początku XVIII wieku ze skrzyżowania poziomki pochodzącej z Ameryki Północnej z odmianą poziomki chilijskiej. Może zatem historia ta byłaby dla mojego rozmówcy zajmująca. Problem tylko w tym, że nawet gdybym był światowej klasy ekspertem od krzyżowania owoców i miał doktorat na Harvardzie z historii roślin, nie przybliżyłbym znowu tak bardzo zjawiska truskawki mojemu rozmówcy.
Jeśli byłbym specjalistą od chemii, mógłbym opowiedzieć dosyć szczegółowo, jakie związki chemiczne występują w truskawce. Gdyby mój rozmówca w tym czasie nie usnął, narysowałbym mu szczegółowo wzory substancji decydujących o smaku i zapachu tego owocu. Jeśli miałbym dodatkowo zacięcie do dietetyki, opowiedziałbym szczegółowo o tych wszystkich witaminach i składnikach odżywczych, które truskawki zawierają. Ostrzegłbym także przed nadmiernym objadaniem się tymi owocami, szczególnie na początku sezonu, bo mogą one powodować uczulenia. Jednak po takim wykładzie zaintrygowany istotą truskowatości Eskimos w żadnym razie nie zrozumiałby na czym polega ta intrygująco świeża cierpkość, która rodzi się na końcu języka, kiedy owoc ten bierzmy do ust.
Jeśli byłbym plastycznie uzdolniony i znał się na kolorach, mógłbym co najmniej przez kilka kwadransów opowiadać o najrozmaitszych odcieniach czerwieni, w którą truskawki mogą się stroić. Sporo uwagi mógłbym przy tym poświęcić radosnej zieleni szypułki, która stanowi tak znakomity kontrapunkt dla koloru samego owocu. Wspomniałbym pewnie również o zaskakująco szorstkiej fakturze, lecz równocześnie aksamitnej powierzchni tego owocu oraz o bogactwie kształtów, jakie może on przyjmować w zależności od odmiany, a także gleby, nasłonecznienia i opadów deszczu. Kształtów bardzo różnych, ale zawsze jakoś podobnych i w rezultacie wskazujących na przynależności do tego samego gatunku. Jeśli Eskimos mój byłby rozbudzony plastycznie, słuchałby pewnie takiego wykładu z zaciekawieniem, ale czy potrafiłby truskawkę sobie wyobrazić?
Gdybym był słynnym kucharzem albo zawziętym smakoszem mógłbym godzinami opowiadać o najrozmaitszych kulinarnych zastosowaniach truskawki. W końcu jest truskawkowy sorbet i lody, można zrobić truskawkowy tort i krem. Niezła jest truskawkowa galaretka i kisiel, a z truskawkową margaritą miałem dawno temu niezbyt grzeczne spotkanie, o którym wolę nie pamiętać. Pewnie dlatego nigdy nie dałem się już namówić na truskawkowe daiquiri lub mojito. Z truskawkami można zrobić chłodnik, sernik, ciasto biszkoptowe albo drożdżowe, naleśniki, a w połączeniu z melonem i listkami melisy wychodzi z nich pyszna sałatka. Choć może wydać się to nie do końca oczywiste, truskawki nieziemsko smakują z awokado, skropione oliwą, sokiem z cytryny i doprawione świeżo zmielonym, czarnym pieprzem. Pewnie wiele sposobów na zjedzenie truskawek by się jeszcze znalazło, ale i tak opowiadanie o nich nie pomogłoby mieszkańcowi Grenlandii zrozumieć, jak truskawka smakuje.
Gdybym był poetą, mógłbym spróbować budowania misternych metafor. Mówiłbym o tym, że truskawka jest jak napęczniała czerwienią, cierpko-słodka łza albo że jest jak płynąca Drogą Mleczną, naznaczona krostkami czasu, planetoida. Mógłbym opowiadać o truskawkowych polach, na których nic nie jest rzeczywiste, albo o truskawkowych wyspach, na których czas nie płynie linearnie. A jeśli znudziłyby mi się wielkie obrazy i niezwykłe metafory, zawsze dałbym radę wrócić do słów małych, intymnych i cytować strofy wierszy o truskawkowym smaku pierwszego pocałunku. Tylko czy te wszystkie poetyckie obrazy i metafory byłyby dla mojego rozmówcy zrozumiałe? W końcu nie wiem, jakie kształty widzi, gdy patrzy przez zamarznięte powietrze na Mleczną Drogę, ani jak smakował jego pierwszy pocałunek – tym bardziej, że Eskimosi raczej się nie całują, ale pocierają się nosami.
Najprościej zatem byłoby przed moim Eskimosem postawić talerz ze świeżo zebranymi, dorodnymi truskawkami i zaprosić go do skosztowania kilku z nich. Niech sam popróbuje, na czym polega istota truskawki i czym ona dla niego jest. Oczywiście, wymagałoby to od niego pewnej otwartości i ciekawości, ale w końcu bez tego również nikt z nas truskawki nigdy by nie poznał. Samodzielne skosztowanie truskawki – zamiast poznawania najpierw jej historii, składu chemicznego, wartości odżywczych, teorii koloru, itd., – ma także tę zaletę, że w ten sposób nasze zrozumienie jej istoty pozostaje otwarte, może zmieniać się z każdym kęsem i ewoluować z czasem i ilością zjedzonych owoców.
Pod tym względem truskawka podobna jest trochę do jogi. Jak chcemy dowiedzieć się czym jest joga, najlepiej pochodzić trochę na zajęcia. Kiedy zaintryguje nas truskawka, trzeba jej po prostu spróbować. A potem, kiedy zasmakujemy już w jednym lub drugim, zawsze możemy doczytać o historii, korzyściach, skutkach ubocznych, dać nura w metafory lub mozolnie przedzierać się przez gęsty język teorii.

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".