Czy można spalić ogień?
29/08/2018
W starym, ale niezmiennie znakomitym filmie Woody Allena „Miłość i śmierć” autor bawi się wątkami z dzieła Tołstoja „Wojna i pokój”. W pewnym momencie główny bohater, grany zresztą przez samego reżysera, wciela się w rolę rosyjskiego chłopa, który na wieść o postępujących wojskach Napoleona otrzymuje od armii carskiej polecenie spalenia zapasów żywności, aby te nie wpadły w ręce nieprzyjaciela. Wówczas pojawia się fundamentalne pytanie: „Jak spalić barszcz?”. Podobne pytanie mam właśnie okazję zadać sobie praktykując pod gorącym, greckim niebem. Tylko w mojej wersji pytanie to brzmi: „Czy można spalić ogień?”
Zanim jednak przejdziemy do odpowiedzi na to pytanie, kolejna dygresja. Według teorii Ajurwedy każdy z nas ma w sobie jedną dominująca konstytucję organizmu. U jednych przeważa element wiatru (vata). Inne cechy mają osoby o konstytucji ognia (pitta). Trzeci typ to kapha, kojarzony zwykle z wodą. Nie wchodząc w szczegóły, każdy z tych typów (nazywanych doshami) ma swoje wady i zalety oraz mocne i silne strony z puntu widzenia utrzymania stanu zdrowia. Każdemu Ajuwerda zaleca trochę inną dietę oraz inny rodzaj jogi. Mnie, jako przedstawicielowi typu pitta z elementami vaty, Ajurweda zaleca raczej jogę spokojną, która ma stanowić swoisty kontrapunkt dla trawiącego mnie (coś w tym jest…) nieustannie wewnętrznego ognia.
I tu pojawia się pewien problem. Szanuję większość zaleceń Ajurwedy, bo w wielu z nich tkwi jakaś, ugruntowana tysiącami lat doświadczenia mądrość. Nie jestem jednak nijak w stanie pogodzić się z rekomendowanym przez nią stylem jogi, który powinienem jakoby praktykować. Kiedyś zakochałem się w Ashtanga Vinyasa Jodze, która – według niektórych specjalistów od Ajurwedy – jest dla mnie zbyt dynamiczna i wzmaga tylko mój wewnętrzny ogień. Praktykuję moją jogę codziennie, kiedy jestem w domu, na wyjeździe służbowym, a także na wakacjach. Moją matę wziąłem więc także na wakacyjny wypad na urokliwą, grecką wyspę Paros, gdzie w greckim upale, rozwijam ją codziennie o wschodzie słońca. Tak oto mój wewnętrzny ogień łączy się z ogniem greckiego klimatu, a te dwa ognie wspomagają tylko ogień mojej jogicznej praktyki. Ogień buzuje we mnie oraz wokół mnie cały czas i tak pojawia się pytanie, co z tego może wyniknąć – czyli czy można spalić ogień właśnie.
Nie wiem jak to jest z paleniem barszczu, ale mój osobisty przypadek dowodzi, że ogień daje się spalić całkiem skutecznie. Pomimo mojej „ognistej” konstytucji i greckiego klimatu, moja ashtangowa praktyka sprawdza się idealnie. Więcej nawet, dzięki upałowi, czuje, że moje ciało jest elastyczniejsze niż zwykle i muszę się hamować, żeby w niektórych asanach nie przesadzić. Intrygujące jest także to, że połączenie się różnych typów ognia nie zwiększa mojego subiektywnego odczucia ciepła. Wręcz odwrotnie, dzięki solidnej porannej praktyce łatwiej jakoś mi znosić palące greckie słońce, choć (zgodnie z zalecaniami Ajurwedy) staram się zbyt długo na nim się nie przebywać.
Okazuje się zatem, że miał rację Patanjali, gdy pisał o poznaniu bezpośrednim (pratyakṣa) jako o najlepszym sposobie zdobycia prawdziwej wiedzy (pramāṇa) o rzeczywistości (JS I:7). Może i ajurwedyjska teoria zaleca, żebym praktykował mniej ognistą jogę, ale skoro przetestowałem moją Ashtangę pod palącym, greckim słońcem i czuję się znakomicie, pewnie jednak jest to praktyka jakoś zbieżna z moimi aktualnymi potrzebami. Niech więc sobie nadal ogień mojej praktyki, grecki upał oraz mój wewnętrzny ogień wesoło buzują i spalają się wzajemnie.

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".