Jogiczne rytuały
1/08/2018
Czasem lubimy w życiu rytuały. Tworzą one rodzaj pozytywnej dyspozycji psychicznej, dają poczucie przewidywalności, kontroli i bezpieczeństwa. Czy chcemy się do tego przyznać czy nie, rytuały mamy też w jodze – np. recytacja mantry, chwila medytacji, kilka spokojnych, swobodnych oddechów dla uspokojenia przed praktyką. I nie chodzi nam pewnie tylko o wprawienie się w odpowiedni nastrój, ale o stworzenie odpowiedniej przestrzeni dla praktyki. Rytuały taką przestrzeń w jakiś sposób określają. To trochę tak, jak szykowanie stołu do rodzinnego obiadu. Sprzątamy niepotrzebne rzeczy, wykładamy sztućce i talerze, rozkładamy serwetki. Przekształcamy w ten sposób zwykły, codzienny, zwykle trochę zagracony przedmiot w coś wyjątkowego – czyli stół do rodzinnego obiadu. Nadajemy mu specjalne znaczenie i funkcję. Podobnie gdy przygotowujemy się do praktyki, rozkładając matę, zmieniamy definicję przestrzeni. Określamy nasze jogiczne miejsce wycięte prostokątem maty z otaczającej nas, niejogicznej rzeczywistości. Zapalamy świeczkę, wypełniamy przestrzeń zapachem kadzidła lub delikatną medytacyjną muzyką.
Można zapytać, czy to dobrze. Przecież metoda jogi opiera się na zasadzie nieprzywiązywania się do rzeczy świata zmysłów. A zatem czy to ważne, żeby rozpoczynać praktykę o tej samej porze? Czy nie stajemy się uzależnieni od ulubionej muzyki, woni kadzidła, konkretnego miejsca na sali, w którym zawsze rozkładamy matę? Może czasem warto miejsce zmienić, zrezygnować z muzyki, zmienić porę dnia praktyki? Czy nie powinniśmy zredukować do minimum wszelkie rytuały, aby skupić się jedynie na samej, „czystej” praktyce?
Pewnie zależy to w dużej mierze od tego, co tak naprawdę jest treścią naszego spotkania z jogą. Jeżeli zapach kadzidła z drzewa sandałowego stał się nieodłączną, konstytutywną częścią praktyki, bez której traci ona sens, smak i cel, można założyć, że gubimy chyba coś ważnego. Jeżeli nie potrafimy skupić się w innym, nowym miejscu sali, może nasza obecność na tej sali i pot wylewany obficie podczas praktyki nie ma większego znaczenia. Rytuały mogą być przecież martwe, jałowe – jak spalona pożarem ziemia. Rytuały mogą być także znakomitą kryjówką, w której chowamy się przed światem i samym sobą, maską którą zakładamy by wydać się sobie oraz innym piękniejszymi, prawdziwszymi lub bardziej „jogicznymi”. Praktyka jogi – ta prawdziwie udana – zawsze obnaża. Zostawia nas samych z naszym prawdziwym „ja”. Często to nie jest to „ja” na pokaz. Nie chwalimy się nim publicznie. Nie wpisujemy go na wizytówkę. Bo w tym „ja” bywają również rzeczy śmieszne, niskie, żałosne, głupie i podłe. Rytualizacja praktyki może służyć temu, żeby te wszystkie wstydliwe rzeczy schować. Możemy wtedy odetchnąć z ulgą, że po raz kolejny udało nam się skutecznie uciec od samego siebie.
Pewnie dlatego czasem zmiana jest dobra. Nie tylko zmiana zaplanowana, świadomie wprowadzona, ale także zmiana przypadkowa, którą akceptujemy niezależnie od tego, jak bardzo łamie nasz „uświęcony tradycją” rytuał. Może to właśnie jest także treścią tego nieprzywiązywania się czy „bezpragnieniowości” (vairāgyam), o której pisał Patanjali? Dobrą praktykę jogi można mieć pomimo tego, że zamiast sączącej się delikatnie medytacyjnej muzyki słyszymy kłótnię meneli w bramie, hałas śmieciarki czy spedytora ciągnącego paletę po brukowej kostce. Sensu praktyce nie odbierze także fakt, że zamiast subtelnego zapachu drzewa sandałowego, możemy wyczuć wyraźną woń gotowanego przez sąsiadkę kapuśniaku. Może nawet dopiero wtedy jesteśmy w stanie tak naprawdę zobaczyć, jak reagujemy na zakłócające nasze skupienia zewnętrzne bodźce oraz czy potrafimy sobie radzić z emocjami, które zakłócenia takie mogą wywoływać.
Po takim doświadczeniu dobrze jest oczywiście do rytuałów czasem wrócić. I to nie tylko dlatego, żeby mieć możliwość ponownego testowania swoich reakcji na zmianę w przyszłości. Bo w rytuałach samych nic złego nie ma. Nie ma w nich także nie specjalnie dobrego. Wszystko zależy od tego, jaką napełnimy je treścią. Tak jest w przypadku rodzinnego obiadu, tak jest również z praktyką jogi.

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".