1 procent robi różnicę
27/06/2018
Jest takie jogiczne powiedzenie, że „joga to 99% praktyki i 1% teorii”. Czasem można je także spotkać w wersji „95% praktyki…”, ale w gruncie rzeczy różnica jest jedynie kosmetyczna. Jeśli rozumieć sentencję tę dosłownie, praktyka jogi jest czymś, co nie wymaga gimnastyki umysłu. Wystarczy codziennie meldować się na macie, robić swoje asany, pranajamy, medytacje, czy co tam jeszcze uznajemy za nieodłączny element praktyki i załatwione. No, może jeszcze trzeba starać się być porządnym człowiekiem, ale w końcu empatia wobec innych kojarzy się bardziej z odczuwaniem (czy może raczej ze współodczuwaniem), a nie ze skomplikowanymi czynnościami intelektualnymi. Zatem wydawać by się mogło, że joga jest aintelektualna i specjalnie do myślenia nie skłania. A może jednak nie do końca?
Po pierwsze, 99% nie równa się 100%, co pewnie zauważyli wszyscy, którym przyszło zmierzyć się z rozszerzoną maturą z matematyki. Nawet jeśli w porównaniu z 99 procentami ten jeden procencik wydaje się tak nieważny, że nie wart nawet wspomnienia, jego brak ciągle powoduje, że do pełni jogicznego doświadczenia czegoś jednak brakuje. To trochę tak jak z jazdą na rowerze, w którego kole znajduje się mała, ale wyraźna przerwa. Taka jazda może być niezbyt przyjemna i trochę ryzykowna.
Po drugie, sentencja ta wcale nie mówi nam, że teoria jest nieważna. Bardziej chodzi w niej o silne podkreślenie znaczenia praktyki dla prawdziwego zrozumienia jogicznego doświadczenia oraz o to, że bez niej teoretyczne podstawy jogi są raczej trudne do zrozumienia. Niektórzy mówią nawet, że teoria jogi jest bez praktyki niezrozumiała, zaś dzięki praktyce staje się oczywista. Innymi słowy, można osiągnąć biegłość w sanskrycie, znać na pamięć Jogasutry i Bhagavadgitę i czytać przed snem Upaniszady, ale nie przybliży to nas do zrozumienia tego, czym jest joga, jeśli sami nie staniemy na macie. Kiedy zaś poznany jogę od praktycznej strony, teoria (przyznajmy szczerze – nie taka znowu prosta) nabiera innego sensu, staje się bliższa i nieco bardziej uchwytna.
Potwierdza to zresztą w swoich Jogasutrach (jak najbardziej teoria) Patanjali, pisząc o trzech źródłach prawdziwej wiedzy o rzeczywistości. Pierwszą z nich jest pratyakṣa, co tłumaczy się jako poznanie bezpośrednie, a więc takie, które opiera się na naszym własnym doświadczaniu świata. W czasach kiedy Patanjali pisał swoje sutry (ok. IV w n.e.) istniał zwyczaj, aby wszelkiego typu wyliczanki porządkować według znaczenia ich części składowych. Fakt, że pratyakṣa jest na pierwszym miejscu, jako metoda poznawania świata i źródło prawdziwej wiedzy, jest zatem znaczący. Starając się przetłumaczyć intencję autora Joga Sutr na język współczesny, można zatem powiedzieć, że jeśli chcemy dowiedzieć się czym są truskawki, nie powinniśmy zaczynać od studiowania ich składu chemicznego, ale po prostu spróbować (oczywiście, po umyciu).
Nie znaczy to jednak, że Patanjali nie uznaje wagi teorii. Byłoby to zresztą dość dziwne, skoro sam był najprawdopodobniej uczonym braminem, filozofem oraz autorem dość trudnego w lekturze i niekiedy mocno teoretycznego dzieła, jakim są Jogasutry. Jako trzecie z kolei źródło prawdziwej wiedzy wymienia on āgamāḥ, co tłumaczy się ogólnie jako „tradycja”, ale zwykło się rozumieć zarówno jako wiedzę płynącą z przekazów ustnych (np. nauczycieli) oraz studiowania tekstów. Czytanie mądrych książek jest zatem dla Patanjalego ważne, podobnie jak poznawanie świata dzięki słuchaniu teorii płynących z ust osób bardziej doświadczonych i uczonych.
Wagę teorii dla prawidłowego praktykowania jogi Patanjali podkreśla zresztą jeszcze wyraźniej w późniejszych partiach swojego dzieła. Wprowadza on mianowicie do swojego wykładu termin svādhyāya, który najczęściej tłumaczy się jako samopoznanie. Nie chodzi tu jednak tylko o samopoznanie oparte na introspekcji czy wnikaniu w istotę samego siebie w drodze medytacji, ale również o ten rodzaj zrozumienia samego siebie, którego źródłem jest obcowanie z klasycznymi tekstami czy lekturami w ogóle. Tego typu kontakt z teoriami prezentowanymi przez innych jest bowiem czymś w rodzaju lustra, w którym sami możemy się przejrzeć i które skłania nas do zadawania nieuświadomionych dotychczas pytań czy zmusza do reakcji, gdy z czymś się nie zgadzamy. W efekcie w ten czy inny sposób poszerza się nasze patrzenie na świat i rozumienie tego kim jesteśmy, co jest dla nas ważne i w co tak naprawdę wierzymy. Warto dodać, że svādhyāya jest dla Patanjalego czymś znaczącym, bo pojawia się w tekście dwukrotnie – jako jeden z trzech elementów kriyā jogi (JS 2:1) oraz jako jedna z pięciu nijam (JS 2:32, 2:44). Poznanie i zrozumienie teorii wydaje się być więc dla Patanjalego istotną częścią jogicznej praktyki.
Oczywiście, przykłady te nie oznaczają, że zanim udamy się na pierwsze w życiu zajęcia jogi powinniśmy przestudiować (najlepiej ze zrozumieniem) Joga Sutry i roztrząsać subtelne różnice miedzy saṃprajñāta a asaṃprajñāta samādhi. Wyjąwszy studentów indologii, nie miałoby to pewnie większego sensu. Jednak poznawaniu teorii jogi po rozpoczęciu praktyki warto jakiś czas poświęcić. Pozwoli to nam nie tylko praktykę pogłębić, ale także – być może – lepiej zrozumieć kim jesteśmy i co tak naprawdę podczas praktyki się nam przydarza. A więc jeden procent to pewnie nie tak dużo, ale może robić wielką różnicę.

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".