Droga trzykierunkowa
23/05/2018
Natknąłem się niedawno na znakomity esej profesora Alana Jasanoffa „Mistyka mózgu”, w którym dzieli się on swoim poglądem na relacje mózgu z całością skomplikowanego systemu, jakim jest nasz organizm i otaczające go środowisko. Profesor Jasanoff zajmuje się inżynierią biologiczną oraz badaniami mózgu i kognitywistyką w Massachusetts Institute of Technology i niedawno wydał książkę poświęconej temu właśnie tematowi. Właściwie trudno mówić o prostej relacji mózgu z naszym ciałem i otoczeniem, bo w świetle najnowszych badań nad mózgiem nie sposób uznać go za całkowicie autonomiczny organ, który – na wzór zawiadowcy – steruje naszym ciałem i poprzez nie wpływa na otaczający go świat. Wygląda bardziej na to, że mamy do czynienia z nieustanną, wielostronną interakcją między mózgiem, ciałem a środowiskiem, a nasza świadomość jest zawieszona w trójkącie przez elementy te tworzonym.
Dotychczasowe rozumienia funkcjonowania naszego „ja” oraz tego, skąd bierze się nasza świadomość było od wieków stosunkowo proste. Począwszy o starożytnych Greków, poprzez filozofię chrześcijańską, do czasów nowożytnych dominował pogląd, że nasze ciało jest czymś odrębnym (gorszym?) od naszej świadomości i właściwie wykonuje jej polecania. Świadomość ta bywała nazywana różnie, w zależności od światopoglądu. Czasem mówiło się o niej jako o czymś mającym źródło materialne (mózg jako organ biologiczny), innym razem – jako o bycie duchowym czy wręcz pochodzącym od boga (dusza). Pewien Francuz, który wywarł ogromny wpływ na nasze dzisiejsze rozumienie świata, uznawał nawet, że sama nasza świadomość (myślenie) jest wystarczającym dowodem na to, że istniejemy. Do niedawna współczesna nauka właściwie przyjmowała za pewnik, że jesteśmy po prostu efektem zachodzących w naszym mózgu procesów i to co robimy, myślimy i czujemy jest produktem ubocznym elektrycznych wyładowań, połączonych z bulgotem bio-chemicznej, mózgowej zupy. Można nawet było spotkać się z tezami, że pewnie niedługo da się procesy zachodzące w naszym mózgu przetłumaczyć na jakiś skomplikowany algorytm, który można będzie zgrać na komputer i w ten oto sposób oddzielić naszą świadomość od naszego ciała, realizując tym samym odwieczne marzenie człowieka o nieśmiertelności.
Professor Jasanoff ideę mózgu jako sterującego wszystkim superkomputera zdecydowanie odrzuca. Jego zdaniem zachodzące w naszym ciele procesy (np. oddziaływanie flory bakteryjnej w jelitach) mają porównywalny wpływ na nasze myślenie i postrzeganie świata, co kreowane przez mózg stany świadomości na funkcjonowanie naszego ciała. Co więcej, nasze bezpośrednie środowisko (a więc inni ludzie, świat który nas otacza) organizuje funkcjonowanie naszego mózgu i ciała w stopniu daleko większym niż chcielibyśmy się do tego przyznać. Bombardujące nas zewsząd bodźce (obrazy, dźwięki, zapachy, itd.) są przez nas praktycznie niekontrolowane i w niewielkim tylko stopniu uświadamiane, jako czynniki, które mają na nas wpływ. A wpływ mają i to przemożny. Wygląda więc na to, że z mózgu do ciała nie prowadzi droga jednokierunkowa, którą płyną kreowane przez mózg dyrektywy. Nie jest to nawet droga dwukierunkowa, po której informacje i dyrektywny płyną w obie strony, a bardziej trzykierunkowa – czyli taka, po której występuje nieustanna wymiana wzajemnie na siebie oddziaływujących bodźców, doznań i informacji między mózgiem, ciałem i środowiskiem. W efekcie takiej trójstronnej interakcji powstaje to coś, co nazywamy naszym „ja”, które często miewa równie silne, co złudne przekonanie, że jest bytem od świata oddzielonym i rzeczywistość świata tego udzielnie kreującym.
Ciekawe, że doświadczenie bycia w łączności z własnym ciałem i otaczającą nas rzeczywistością jest właściwie doświadczeniem bardzo jogicznym. Choć odbywa się to mniej na płaszczyźnie tradycyjnie rozmienianego myślenia, a bardziej w sferze odczuwania, praktyka jogi uświadamia nam, że trudno wyznaczyć czytelną granicę między tym, co filozofowie nazywali duchem, a naszym ciałem. Wręcz odwrotnie – na macie różnica ta się zaciera, procesy zachodzące w naszym ciele kreują naszą świadomość, zaś skupiając i kierując odpowiednio naszą uwagę, oddziałujemy na ciało. Podobnie nasze wewnętrzne „anteny” stają się wyczulone na, często bardzo subtelne, interakcje ze środowiskiem. Ćwicząc na sali pełnej ludzi mamy na przykład poczucie uczestniczenia w energii grupy. Praktykując regularnie, zaczynamy uświadamiać sobie naszą podatność na wpływ zachodzących wokół nas zjawisk i procesów, takich jak choćby fazy księżyca czy cykle natury. Niektórzy, opisując doznania powstałe w wyniku praktyki, mówią również czasem o zacieraniu się różnic między nimi i otaczającym światem oraz o wrażeniu współodczuwania żyjących wokół istot i otaczającej rzeczywistości.
Może zatem rację mają ci, którzy twierdzą, że praktyka jogi przywraca nam poczucie nierozerwalnej więzi między naszym umysłem, cielesnością i środowiskiem naturalnym? Poczucie tej pierwotnej więzi utraciliśmy w wyniku ewolucji naszego gatunku, procesów kulturowych i społecznych oraz technologicznych przemian naszego świata. Czasem, kiedy udaje nam się więź tę na chwilę choćby odzyskać, mamy wrażenie, że doświadczamy czegoś nadzwyczajnego czy wręcz mistycznego. A tymczasem ta więź jest ciągle w nas, zaś odrębność czy wyobcowanie, które wielu z nas odczuwa jest efektem jedynie błędnego rozumienia tego, kim jesteś naprawdę i jak funkcjonujemy w świecie.

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".