Dopłaty do jogi
11/04/2018
Szanowny Panie Premierze!
Wiem. Jest Pan osobą bardzo zajętą bardzo ważnymi sprawami. Co chwila jakiś problem i co rusz ktoś Panu zawraca gitarę. Nie zajmując więc Pana cennego czasu, przejdę od razu do rzeczy. Chodzi o dopłaty do jogi. W końcu dopłacamy do węgla i do KRUS, więc dlaczego nie do jogi? W sumie to się nie upieram. Nie muszą być dopłaty – może być 300 a nawet 250+ do każdej drugiej maty w domu albo jakiś inny program wsparcia. Może być też jakaś ulga podatkowa, ale to w ostateczności, bo praktykujący jogę często nie mają takich dochodów jak np. bankierzy, więc od czego niby mieli by taką ulgę odliczać?
Zapyta Pan Premier: „Dlaczego niby mamy do jogi dopłacać?” Dobre pytanie. W końcu jest tyle różnych potrzeb społecznych, trzeba kupować rakiety do obrony i jachty do promocji, swoje potrzeby ma kościół, no i ministrom musimy nagrody wypłacać, a i tak niektórzy z nich ledwo wiążą koniec z końcem. Pozwolę sobie zatem krótko moją prośbę uzasadnić.
Po pierwsze, praktyka jogi korzystnie wpływa na stan zdrowia. Jest na ten temat wiele różnych badań, więc nie będę Pana szczegółami zanudzał, ale dzięki jodze lepiej funkcjonują mięśnie i stawy, układ trawienny, oddechowy i krwionośny, nie wspominając już o gruczołach dokrewnych. W rezultacie praktykujący jogę są zdrowsi i generują mniej kosztów dla systemu ochrony zdrowia niż przeciętny obywatel. Budżet państwa na joginkach i joginach zarabia, więc część tych środków mógłby nam jakoś z powrotem odpalić. Wiem, powie Pan, że jeśli joginki i jogini są zdrowsi, to dłużej żyją, a to obciąża ZUS, bo dłużej trzeba im wypłacać emerytury. Ale to nie do końca dobry argument, bo koszty dla systemu zdrowia związane z leczeniem chorób przewlekłych, hospitalizacją, rentami, itd. są pewnie wyższe niż nasze ewentualne jogiczne emerytury. A poza tym, bądźmy z sobą Panie Premierze szczerzy, emerytury będą i tak groszowe, o ile w ogóle będą.
Po drugie, dzięki jodze lepiej panujemy nad sobą i w ogóle jesteśmy bardziej shanti. Bo to nie jest tak, Panie Premierze, że matę rozwijają jedynie osoby z natury spokojne i do życia refleksyjnie nastawione. Mam wręcz wrażenie, że jest zupełnie odwrotnie – wielu z moich z znajomych (włącznie z niżej podpisanym) praktykuje jogę, bo jesteśmy zdrowo szurnięci i pomaga nam ona tak całkiem nie odlecieć. A współczesny świat, ze szczególnym uwzględnieniem współczesnej Polski, dostarcza ciągle wielu powodów, żeby wybuchnąć, szaleństwo swe troskliwie pielęgnować albo chociaż nadużywać słów powszechnie uznanych za obelżywe. Dzięki jodze jednak jakoś się hamujemy, powściągamy buzujące w nas emocje i jako tako trzymamy dystans. Nawet jeśli czasem nie dajemy rady i pójdziemy już na jakąś demonstrację z czarną parasolką lub przykujemy się do harwestera, to przecież nasza kochana policja nie musi się nas obawiać. W końcu praktykując jogę, przestrzegamy zasady niekrzywdzenia innych osób, zaś mata do jogi to nie kastet czy kij bejsbolowy. Podsumowując, dzięki praktyce jogi poprawia się nasze zdrowie psychiczne i wzrasta wewnętrzny spokój oraz samokontrola, na czym powinno chyba każdemu rządowi zależeć.
Po trzecie, praktykujący jogę to z reguły ludzie trochę odleciani. Nawet jeśli na pierwszy rzut oka tego nie widać, bo część z nas miewa pewne skłonności do introwersji, trzeba uczciwie przyznać, że jesteśmy odmieńcami. No bo na zdrowy rozum, Panie Premierze, jaki normalny obywatel będzie wstawał o świcie, żeby mruczeć mantry czy robić trójkąty? Ilu przeciętnych Polaków zrezygnuje z wieczornego piwa i golonki, żeby pójść spać przed 22:00, bo następnego dnia rano będzie robiło świerszcza, żabę albo żółwia? Jak często nasi rodacy zamiast włączyć wieczorny serial w TV siadają w kucki i starają się robić ćwiczenia oddechowe albo medytować? Zapyta Pan oczywiście, dlaczego polskiemu państwu miałoby na takich odmieńcach zależeć. Otóż, moim zdaniem, powinno i to bardzo.
Dla życia społecznego odmieńcy są ważni. Nie tylko jogini zresztą. Ważni są także rozmaici nawiedzeni i maniaczki, święci mężowie, kolorowe ptaki, nieuporządkowane (także moralnie) artystki, pełni nieuczesanych myśli filozofowie, żyjący na obrzeżach społeczeństwa dziwadła, nie przebierający w słowach i obrażający uczucia (w tym te religijne) muzycy – słowem ci wszyscy, którzy typowi nie są i nie dają się wtłoczyć w wygodne, ponumerowane szufladki, które dla nich przygotowano. Dzięki odmieńcom każde społeczeństwo ma szansę przestać traktować siebie wyłącznie i nieustannie poważnie, myśleć jedynie o sprawach doniosłych i nadużywać słów pisanych z dużych liter. Najrozmaitsi wariaci i dziwolągi dają także możliwość zakwestionowania tych wszystkich reguł i prawd, które wydają się pomnikowo niewzruszone i jedynie słuszne. Dzięki temu poszerzają granice naszej wolności i pozwalają nam wszystkim lepiej adaptować się zmiennej rzeczywistości. Dystans do samego siebie, Panie Premierze, potrzebny jest każdemu społeczeństwu. Odmieńcy zaś mogą pomóc spojrzeć na najtrudniejsze nawet wyzwania z innej perspektywy i czasem spuścić trochę ciśnienia z balonika nadmuchanego powiewem nieznośnego patosu. Joginki i jogini nadają się do tej roli znakomicie, bo jak się co dzień staje na głowie, to łatwiej patrzeć na rzeczywistość trochę pod innym kątem.
Z tych to właśnie powodów, Panie Premierze, uprzejmie wnioskuję, jak wyżej.

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".