Bez pracy nie ma jogi
4/04/2018
Podczas wielkanocnego śniadania zostałem zapytany czy „robiłem rano jogę”. Kiedy potwierdziłem, że tak i że w lany poniedziałek też zamierzam, zostałem omieciony spojrzeniem naznaczonym lekkim odcieniem współczucia. „No bo, jak to? W Święta nie odpocząć, nie poleniuchować, nie pospać do dziewiątej?” Otóż jakoś nie bardzo jestem z tych, którzy leniuchują. Nie będę nikomu mydlił oczu gładkimi słowami, że joga to dla mnie wyłącznie odpoczynek, że tak się relaksuję i w ogóle to zawsze sama mi się mata do praktyki rozwija. To fakt, że joga mnie relaksuje i jest wspaniałym odpoczynkiem, ale czasem mi się również nie chce, leń mnie ogarnia i po przebudzeniu przez chwilę flituję z myślą, że może jednak nie dzisiaj, że jeszcze chwilę sobie poleżę, a nawet się zdrzemnę. Jednak wstaje, matę rozwijam i wschodzące słońce witam.
Praca wielu się źle kojarzy. Ranne wstawanie, dojazd zatłoczonym autobusem lub samochodem w korkach, dużo (za dużo) obowiązków, głupi szef, jeszcze głupsi klienci, za mała pensja – pewnie jeszcze trochę przykładów do tej listy można dodać. Poza tym żyjemy chyba w takiej kulturze, która wysiłek traktuje jak coś podejrzanego, zaś osiąganie sukcesów bez pracy wydaje się jakoś dziwnie lepsze niż uczciwe na nie zapracowanie. Czasem nawet osoby, które coś osiągnęły – zdały trudny egzamin, odbyły podróż marzeń, napisały książkę, zbudowały od podstaw firmę, wychowały dobrze dzieci, itd. – trochę wstydliwie mówią coś o szczęściu czy takich po prostu wrodzonych umiejętnościach, a nie o tym, że zakasały rękawy i przez tydzień, miesiąc czy całymi latami solidnie pracowały. Tak jakby praca czy uzyskane dzięki niej umiejętności były czymś wstydliwym. A praca ma kluczowe znaczenie w życiu i osiąganiu szczęścia, a więc także w jodze. I wcale nie chodzi o zarabianie pieniędzy, żeby mieć środki na przyjemności. Pieniądze nie kupią przyjemności ani szczęścia. Do tego wszystkiego potrzebna jest własna praca.
Ktoś, kto odziedziczył fortunę i kupił sobie najnowszy model Maybacha (albo dostał taki samochód w prezencie – np. od bezdomnego) musi włożyć wysiłek, inteligencję i czas, aby nauczyć się nim jeździć i poczuć radość z prowadzenia samochodu. Musi włożyć więc swoją pracę. Bez umiejętności prowadzenia samochodu nawet najbardziej zaawansowana technicznie maszyna jest jedynie kupą złomu. Oczywiście, można mieć Maybacha jedynie dla prestiżu i kupić sobie kierowcę wraz z jego umiejętnościami, ale da to nam jedynie możliwość bycia pasażerem, a nie przyjemność samodzielnej jazdy. Podobnie jest z wieloma innymi rzeczami w życiu, które uznajemy za ważne, wartościowe lub nawet czasem za fundamentalne. Praca potrzebna jest w budowaniu relacji z innymi i szczęśliwego związku. Bez pracy trudno zrealizować się zawodowo, naukowo czy sportowo. Nawet oddawanie się swojemu hobby czy realizacja życiowej pasji wymagają pracy. Jeśli w tej ostatniej sprawie ktoś ma wątpliwości, niech porozmawia z moją przyjaciółką, która godzinami potrafi czekać na mrozie, żeby o świcie sfotografować budzące się do życia zwierzęta.
W jodze praca także ma znaczenie. Niektóre asany wymagają wielokrotnego powtarzania zanim nasze ciało uzyska odpowiednią siłę i elastyczność, by je opanować. Podobnie jest z innymi elementami praktyki. Niepozornie wyglądające z zewnątrz ćwiczenia oddechowe wymagają czasem sporego wysiłku i regularności. Funkcjonujemy w otoczeniu przesyconym bodźcami, które nieustannie konkurują o naszą uwagę. Umiejętność wyciszenia się, skupienia i uspokojenia choćby na chwilę gonitwy myśli nie przyjdzie więc bez odpowiedniego nastawienia i stałej praktyki. Praca, zaangażowanie i regularność są właściwie dla rozwoju praktyki jogi niezbędne. Nic więc dziwnego, że abhyasa – rozumiana jako stały, ukierunkowany wysiłek – zalecana jest w Jogasutrach i Bhagavadgicie.
W tym pojęciu abhyasy jest zresztą jakaś niepasująca do dzisiejszych czasów staroświeckość. Można ją bowiem rozumieć także jako pewnego rodzaju dyscyplinę, a ta w kulturze opartej na pogoni za łatwymi przyjemnościami i szybkimi nagrodami jest jakoś trudna do zaakceptowania. Gdy jednak spojrzeć na to bez uprzedzeń, to brzydkie słowo na „d”, oddaje całkiem dobrze to, co abhyasa tak naprawdę znaczy – a więc regularność, stałość, określone reguły codziennego funkcjonowania, wysiłek i wytrwałość.
Czy przez to joga nie staje się jednym z wielu żmudnych obowiązków, z którymi musimy radzić sobie na co dzień? Niekoniecznie. Robienie czegoś z zaangażowaniem, wysiłkiem czy nawet w pocie czoła nie musi wcale oznaczać, że nie jest to przyjemne i nie dostarcza nam poczucia dobrze spędzonego czasu. W pracy i nauce czegoś nowego może tkwić źródło ogromnej przyjemności. Wiele oczywiście zależy od naszego nastawienia i tego kogoś, kto nowych umiejętności nas uczy. Ale jeśli nasze nastawienie jest właściwie i nauczyciel dobry, praca nad sobą może być doznaniem ekscytującym. Potencjalnie mogę nosić w sobie nawet najtrudniejsze asany, ale jeżeli nie włożę odpowiedniej pracy, wysiłku i sumienności, nigdy ich moim ciałem nie wyrzeźbię. Taka praca jest fascynująca, bo pozwala urzeczywistnić coś, co przed chwilą było jeszcze zaledwie potencjalne. A więc praca może być przyjemna. Powiedziałbym nawet, że łatwiej znaleźć poczucie szczęścia i celowości w życiu dzięki solidnej pracy niż kiedy pozwolimy, żeby czas przeciekał nam przez palce.

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".