Joga płaskiego brzucha
14/03/2018
Trudno powiedzieć jak to się stało. Pewnie jakiś antropolog zajmujący się kulturą masową byłby w stanie przekonująco odpowiedzieć na to pytanie. Nie ma jednak wątpliwości, że przyszło nam żyć w czasach kultu płaskiego brzucha. Oczywiście, kluczowe są też jędrne pośladki oraz piersi lub – w wersji męskiej – umięśniona klata, ale płaski brzuch zdecydowanie rządzi. Kto go nie ma, przynajmniej w pewnych kręgach, staje się trochę obywatelem drugiej kategorii. Wałeczki, fałdki i oponki spotykają z uśmiechem politowania, szyderstwem lub nawet hejtem. A więc spora część populacji żyje w poczuciu winy, poszukuje diety cud, mordercze ćwiczenia sobie aplikuje i, rzecz jasna, brzuch wciąga, chowa lub choćby jakoś ubraniem mniej czy bardziej udatnie maskuje. Niektórzy nawet zapisują się na jogę.
To trochę paradoksalne, bo z punktu widzenia teorii jogi taka przemożna potrzeba posiadania płaskiego brzucha wynika z błędnego sposobu patrzenia na rzeczywistość. Można nawet powiedzieć, że jest jedną tych citta vritti, o których pisał w swojej słynnej sutrze Patandżali (JS I:2). Tęsknota za płaskim brzuchem jest bowiem kreowana przez nasz umysł i wynika ze wzorców rozpowszechnianych przez kulturę masową. W telewizji, prasie i Internecie widzimy zdjęcia kobiet i mężczyzn o nienagnanych sylwetkach i wyrzeźbionej muskulaturze. Osoby te są często pokazywane w bardzo pozytywnym kontekście: są znanymi i jakoby podziwianymi ludźmi, odnieśli finansowy sukces, wydają się mieć powodzenie u płci przeciwnej, prowadzą pozornie interesujące i pełne doznań życie. Tego typu obrazy, natrętnie powtarzane w różnych mediach, uruchamiać mogą (i pewnie u wielu uruchamiają ) bardzo prosty mechanizm porównywania się do zewnętrznych wzorców, często oderwanych zupełnie od realiów. W naszych głowach pojawia się prosty ciąg myślenia: jeżeli osoby na zdjęciach odniosły sukces, są piękne i szczęśliwe, to ja – wyglądając tak, jak wyglądam – sukcesu chyba nie odniosę, nie mówiąc już o byciu pięknym i szczęśliwym.
Tymczasem perspektywa jogi jest zupełnie odwrotna – radzi patrzeć do wewnątrz, a więc w sposób naturalny szukać piękna i szczęścia w sobie. Można powiedzieć, że z punktu widzenia jogi, wszystko jest „w środku”, zaś piękno i szczęście tylko w nas mieszka. Zachód słońca, którym się zachwycamy nie ma realnego, obiektywnego piękna. On jest piękny w nas. Szczęście, które nas ogarnia, nie ma swego źródła w zewnętrznym otoczeniu – ono rodzi się w nas samych. Jeśli taką perspektywę przyjąć, można cieszyć się poezją małych rzeczy i rozkoszować się pięknem, niekoniecznie podróżując do bajkowych, zamorskich miejscowości, zaś poczucie szczęścia może bulgotać w nas bez jakiegokolwiek zewnętrznego powodu. Przy tego typu nastawieniu możemy, jak to kiedyś doskonale ujął William Blake: „Zobaczyć świat w ziarenku piasku, / Niebiosa w jednym kwiecie z lasu. / W ściśniętej dłoni zamknąć bezmiar, / W godzinie – nieskończoność czasu.”
Nawet jeśli ktoś niespecjalnie interesuje się teorią jogi i ma awersję do poezji Blake’a, pewnie bez większego trudu zgodzi się z obserwacją, że nasza wewnętrzna dyspozycja psychiczna i nastawienie do świata ma znaczący wpływ na to, jak na świat ten reagujemy. Jeżeli zatem obsesyjnie szukamy wzorców do naśladowania, recept na szczęście czy ideału piękna w wyidealizowanym świecie zewnętrznym, najczęściej kończy się to ciągłym poczuciem braku, niedoskonałości lub nienasycenia. Bo przecież zawsze gdzieś ktoś będzie miał więcej pieniędzy, droższy samochód i lepiej wymodelowany brzuch niż my. A nawet jeśli, za cenę ogromnych wyrzeczeń i pracy, uda się nam te wszystkie wymarzone pieniądze zarobić, samochody kupić i brzuch odpowiednio sobie wypłaszczyć, może się okazać, że to wcale nie czyni nas szczęśliwszymi i piękniejszymi, bo tak naprawdę to zupełnie o co innego nam chodziło. Co ciekawe, ludzie, którzy w sobie szczęście i piękno odnaleźli, którym udało się zaakceptować siebie, ze wszystkim swoimi ułomnościami i wadami, włącznie z niekoniecznie perfekcyjnie wymodelowany brzuchem, mają wewnętrzny spokój oraz promieniują szczęściem i pięknem, bo sami są ich źródłem. Stają się dzięki temu piękniejsi i szczęśliwsi, także w odbiorze zewnętrznym.
Oczywiście, nie ma nic złego w tym, że ktoś chce mieć sprawne ciało. Wręcz przeciwnie. W naszym kręgu kulturowym większość ludzi nie pracuje fizycznie, nie ma zwyczaju aktywnego spędzania czasu i je zbyt dużo. Jakakolwiek zatem aktywność jest jak najbardziej wskazana. Również joga to nie tylko teoria czy medytacja, ale także praca nad własnym ciałem. Dzięki regularnej praktyce poczujemy się w nim lepiej, a może okazać się i tak, że stracimy parę kilogramów, tu i ówdzie nabierzemy jędrności, zaś to i owo nam się wypłaszczy. Szczególnie formy jogi dynamicznej, np. Ashtanga Vinyasa Joga, mogą przynieść szybkie efekty, choć płaski brzuch uzyskany dzięki praktyce jogi będzie jedynie jej efektem ubocznym.
Czy warto więc zapisać się na jogę, jeśli marzymy płaskim brzuchu? Oczywiście, że tak. Choć oczywiście istnieje ryzyko, że kiedy w wyniku regularnej praktyki brzuch zacznie się nam wypłaszczać, zdamy sobie nagle sprawę, że nie ma to większego znaczenia. Ale cóż, jest to chyba ryzyko do zaakceptowania.

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".