Jogiczne boginie
7/03/2018
Jutro Dzień Kobiet, nie można więc wykluczyć, że na macie tuż obok nas pojawią się zupełnie niezapowiedziani goście. Chociaż może trzeba by napisać gościnie, bo Mahawidje są rodzaju zdecydowanie żeńskiego. Nie mogłoby być zresztą inaczej, skoro są to boginie kluczowe dla Śaktyzmu, czyli kultu bogini, znaczącego dla tradycyjnej tantry. Każda z Mahawidji jest otoczona swoim złożonym kultem, ma własny wizerunek, mantrę i techniki medytacyjne. Przy odrobinie wyobraźni można te różne aspekty boskiej, żeńskiej energii odnieść także do codziennej praktyki jogi.
Nie ma się więc co niepokoić, kiedy obok nas jutro matę rozłoży bogini Kali. Bywa ona czasem trochę zatrważająca, ale to nic dziwnego, bo kali w sanskrycie jest żeńską formą słowa określającego czas. Bogini Kali uzmysławia więc nam jego upływ i związaną z nim nieuchronną zmianę. Niekiedy zmiana ta bywa w naszej percepcji zbyt wolna, jeśli na przykład łapczywie chcemy posiąść coraz to nowe i bardziej wymagające asany. Wtedy możemy modły do bogini zanosić, świece palić i kadzidłem wonnym w jej boskim nosie kręcić, żeby tylko zmiana przyszła spieszniej, a czas zaczął płynąć nieco bardziej wartko. Trzeba jednak z tym uważać, bo Kali może pokazać wyjątkowo mało sympatyczne oblicze i udowodnić nam, że upływający nieuchronnie czas nie tylko działa na korzyść naszej fizycznej praktyki, zaś zmiana oznaczać również może jej zastój czy nawet regres.
Obok ciągłej zmienności, Kali uświadamia nam również bliską relację między aktem tworzenia i aktem destrukcji, co jest w końcu doświadczeniem jodze bardzo bliskim. Praktykując jogę, otwieramy się na zmianę naszych nawyków, patrzenia na świat, naszej fizyczności oraz myślenia. Nowe nawyki zastępują stare, redefiniujemy samego siebie, jedynie po to, żeby znowu dokonać kolejnej korekty – coś się kończy, coś się zaczyna. W sumie joga zmienia nas z reguły na lepsze, więc ta twarz Kali jest chyba bardziej intrygująca niż straszna.
Prawdziwą konsternację może wzbudzić wejście na salę bogini Chhinnamasta. Niezależnie od tego jak modne leginsy przywdziałaby bogini, jej widok wielu może przerazić. Chhinnamasta trzyma bowiem w ręku swą odciętą głowę, co przywodzi nieco na myśl filmy o zombie czy upiorach. Jednak głowa Chhinnamasty sama w sobie przerażająca nie jest, a na jej ustach gości błogi uśmiech. Na poziomie symbolicznym bogini ta uosabia bowiem wyzwolenie się od naszej głowy właśnie – czyli od natłoku kłębiących się w niej myśli i naszej fiksacji na nich, a także od tego znaku równości, jaki stawiamy między naszą fizycznością a nami samymi. Poprzez symboliczny akt autodekapitacji Chhinnamasta wyzwala się spod władzy zmysłów, aby wzbudzić w sobie energię kundalini. Można powiedzieć, że Kali i Chhinnamasta na dwa różne, choć w istocie siostrzane, sposoby przypominają nam o transformacyjnej sile jogi.
Jeśli zauważymy praktykującą obok nas kobietę o niebiańskiej urodzie, może okazać się, że to nie jedna z koleżanek, która zwykle rozkłada matę obok, ale sama bogini Kamala. Tego spotkania nie mamy powodów się obawiać, bo z jej strony możemy spodziewać się właściwie tylko samego dobrego. Kamala – podobnie jak Lakshimi, małżonka Wisznu – symbolizuje bowiem to, o czym w naszym świecie marzy każdy: piękno, dostatek i szczęście. Gdy się do niej miło uśmiechniemy, może nawet sprawi, że praktyka doda naszemu ciału smukłości, twarzy blasku, a nasze całe jestestwo zaleje fala przyjemności. Tak po prawdzie, to Kamala towarzyszy nam na macie bardzo często – wystarczy spojrzeć w oczy osób, które wychodzą z sali po zajęciach.
Warto jednak nie tylko Kamali na sali szukać, bo sens praktyki nie leży jedynie w jej fizycznych aspektach i błogości, która jej towarzyszyć może. Dobrze więc rozejrzeć się bacznie czy czasem na zajęcia nie wpadła także Tara. Praktykując jogę, stajemy czasem na rozdrożu, szukamy rady, drogowskazu. Wtedy z pomocą właśnie bogini Tara nam przychodzi. Jej boska energia pomaga bowiem przy przeprawie przez (prawdziwe i metaforyczne) rzeki i wskazuję drogę wędrowcom, jak gwiazdy rozsypane po niebie. Tara uznawana jest niekiedy za żeńską personifikację świętego dźwięku „Om”, jest więc źródłem wiedzy i świadomości, a także głosem pierwszego guru – Iszwary, o którym pisał w Jogasutrach Patandżali. Czasem Tara daje nam taką wskazówkę czy radę zupełnie nieoczekiwanie. Dowiadujemy się czegoś ważnego o jodze w przypadkowej rozmowie z koleżanką po zajęciach, recytując po raz kolejny mantrę nagle odkrywamy jej głębsze niż zwykle i natrętnie aktualne znaczenie, wchodząc po raz setny w tą samą asanę, nieoczekiwanie odnajdujemy w niej równowagę, spokój i zaskakująco harmonijne piękno.
Jeśli będziemy mieli wyjątkowe szczęście na zajęcia zajrzeć może bardzo jogiczna Mahawidja, Tripura Sundari, która utożsamia czystą świadomość, wiedzę duchową, ale także (pod postacią Lality) lekkość, radość i zabawę. Obcowanie z boską energią Sundari porównywane jest czasem do aktu spożywania opisywanej w Wedach somy – nektaru, wprawiającego w stan ekstatycznego uniesienia. Można powiedzieć, że tej energii Sundari również doświadczamy podczas codziennej praktyki. Z jednej strony joga daje nam poczucie oderwania się od codzienności, czasem nawet wrażenie dotknięcia czegoś od niej trwalszego i prawdziwszego. Z drugiej – nasza praktyka jest radością i zabawą, ukłonem do rytmu nadawanemu przez nasz własny oddech. Temu wszystkiemu towarzyszy jednocześnie stan pewnego uniesienia, ustępujący z wolna poczuciu błogości. Taka błogość, czy uniesienie, które daje nam Sundari, różni się jednak nieco od przyjemności, jakiej doznajemy dzięki wstawiennictwu Kamali. Ta druga przyjemność jest bowiem nieco bardziej cielesna i ziemska. Pierwsza – jest natomiast ma charakter bardziej duchowy i w zupełnie nieoczekiwane obszary nas poprowadzić może.
Zmiana prowadząca do poznania, świadomość, uniesienie i radość. Oczywiście, jogi nie da się sprowadzić jedynie kilku pojęć, ale wydaje się, że pozwalają one całkiem trafnie przybliżyć doświadczenie praktyki. Może Śaktyzm i klasyczna joga nie są znowu aż tak odległe, jak by się mogło wydawać. Nie byłoby to zresztą takie dziwne. W końcu oba nurty wyrastały z bogactwa wspólnej kultury i wzajemnie się inspirowały. Jeśli więc podczas praktyki w Dzień Kobiet któraś z przejawów Śakti pojawi się na sali, posuńmy naszą matę, żeby zrobić jej miejsce.

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".