Jogiczne rozstania
28/02/2018
Uczeni w sanskrycie twierdzą, że jednym ze znaczeń słowa „joga” jest zjednoczenie, połączenie lub jedność. Dla starodawnych joginów pewnie było to zjednoczenie o charakterze duchowym, żeby nie powiedzieć mistycznym. W naszych czasach chętnie poszerzamy znaczeniowy zakres tego „połączenia”, mówiąc również o łączności z własnym ciałem, świadomością lub naszym prawdziwym ja (jakkolwiek to „ja” definiujemy). Joga również łączy w inny, czasem bardzo intymny i głęboki sposób – łączy ludzi.
Tak naprawdę to trochę paradoksalne, bo przecież praktykujemy latami mata w matę, wylewamy z siebie siódme poty, sapiąc czasem przy tym niemiłosiernie, a często nie znamy nawet swoich imion. A jak już znamy, to pewnie niewiele więcej o sobie wiemy, bo po zajęciach pędzimy do naszych obowiązków, gdzie chłodnym uściskiem dłoni wita nas proza codzienności. Niekiedy podczas jogicznych warsztatów, czy po weekendowej praktyce wybieramy się na wspólne latte na sojowym albo zieloną herbatę, ale wtedy bardzo często rozmawiamy o jodze, a nie o nas samych. Podobnie jest z naszymi nauczycielami. Dają nam swój czas, zaangażowanie, wiedzę, troskliwość, empatię i serce. Prowadzą nas czasem na nieznane terytoria, inspirują do robienia z naszym ciałem rzeczy, które nawet nie sądziliśmy, że są możliwe. Motywują nas do większego wysiłku, rozbrajają nasze frustracje, kiedy coś nam nie wychodzi. Czasem są jak pielęgniarka prowadząca pod rękę starego człowieka: podtrzymuje go by nie upadł, ale robi to w taki sposób, by miał on poczucie, że sam pewnie kroczy przed siebie. Kiedy jednak kończą się zajęcia, każdy idzie we własną stronę i niewiele o sobie wiemy.
Jednak jakiś rodzaj więzów się tworzy. Czujemy się częścią tej samej wspólnoty i jesteśmy sobie jakoś zaskakująco bliscy. Pewnie dlatego jogiczne rozstania bolą wcale nie mniej niż te ze starymi, dobrymi znajomymi. Ktoś, kto praktykował przez kilka lat matę obok przeprowadza się do innego miasta, ktoś inny przestaje nagle przychodzić i nie wiemy nawet dlaczego. Nasz ulubiony nauczyciel lub nauczycielka zmienia szkołę lub postanawia pójść swoją drogą. Powodów do takich rozstań jest wiele. Tak wiele jak dużo jest ludzkich, czasem mocno pokręconych, historii. Dopiero jednak kiedy do takiego rozstania dochodzi, zdajemy sobie sprawę, że coś jednak nas łączyło i nie było to wcale pobieżne czy trywialne. Wtedy zdajemy sobie sprawę, jak mocno wspólna praktyka może łączyć.
Jogiczne rozstania są smutne. Jak inne rozstania, mogą jednak dać pewną nadzieję, że będziemy bardziej doceniali te relacje, które jeszcze trwają. Nie to, żeby od razu rzucać się sobie na szyję, obsypywać prezentami czy jakieś wielkie uczucia sobie wyznawać. Ale może po prostu powinniśmy częściej chodzić na latte na sojowym i rozmawiać po zajęciach nie tylko o jodze …

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".