Stworzyć siebie
3/01/2018
W hinduskim panteonie jest wielu bogów. Bardzo ważnych lub nieco mniej istotnych. Uosabiających nasze wyobrażenia o nieskończoności, wszechmocy i mądrości lub jedynie jakieś cechy, które uważamy za kluczowe i których są oni idealną personifikacją. Jednym z najważniejszych jest Brahma, którego głównym zadaniem jest tworzenie świata. Po dokonaniu tego, ważnego w końcu, dzieła usuwa się jakby na bok. Nieco złośliwie można powiedzieć, że tworzy on wszechświat z jego bogactwem, wspaniałościami i okropieństwami, a potem zostawia innych bogów i ludzi z tym całym pasztetem, żeby sobie z nim jakoś, lepiej czy gorzej, radzili.
Zgodnie z hinduską tradycją 1 godzina i 36 minut przed wschodem słońca to Brahma muhurta – czyli czas Brahmy. Uważa się, że jest to szczególnie dobry czas do praktykowania jogi, medytacji czy jakichkolwiek praktyk duchowych i religijnych. Zgodnie z teorią Ajurwedy jest to także czas idealny do przebudzenia z punktu widzenia utrzymania wewnętrznej równowagi i zdrowia. Można powiedzieć, że jesteśmy wtedy pełni spokoju, nieskażeni jeszcze wpływem wydarzeń dnia, a więc bardziej skłonni do introspekcji i skupienia. W naszym małym, ludzkim wymiarze odwzorowujemy wówczas rytuał tworzenia świata. Jesteśmy jakby w stanie zawieszenia między prześnionymi już snami a nierozpoczętym jeszcze na serio dniem, który wyłania się powoli z niebytu, pełny jedynie samych niedookreślonych potencjonalności.
Pewnie potwierdzę opinię dziwadła, którą i tak wiele osób ma na mój temat, ale lubię Brahma muhurta. Jest to także czas, w którym najlepiej praktykuję mi się jogę. Mam wtedy czasem wrażenie, jakbym był niezapisaną jeszcze kartą, która wypełnia się treścią postępujących po sobie asan. Moje ciało tworzy na macie pewną przestrzeń, którą porządkuje idealna symetria powiązanego z ruchem oddechu. Przestrzeń tą zasiedlam najrozmaitszymi geometrycznymi figurami, przedmiotami oraz przedstawieniami egzotycznych i swojskich zwierząt. Pośród trójkątów śpią sobie tam smacznie żółwie, między łukiem mostków przechadzają się dostojne czaple, w świetle strzelistych świec swój ogon rozpościera dumny paw. Pewnie taki stan przebywania między nieświadomością snu a nieuchwytnością dnia jest mi potrzebny, bo czuje się w nim dobrze i jakoś łatwiej mi potem funkcjonować w tym, co zwykło nazywać się rzeczywistością.
Na początku każdego roku wielu z nas robi sobie noworoczne postanowienia. Obiecujemy sobie, że będziemy zdrowiej jeść, więcej się ruszać, czytać wartościowe książki i nie marnować czasu na głupoty. Każdy postanawia sobie coś innego. Coś, co uważa za ważne albo coś, czego akurat potrzebuje. W pewnym sensie staramy się być wtedy, jak sam Brahma – tworzymy swój świat na nowo, żeby był trochę lepiej poukładany i bardziej znośny, żebyśmy jakoś bardziej pasowali do tego, kim chcemy być. Może praktyka jogi podczas Brahma muhurta spełnia podobną rolę? Tyle tylko, że robimy to nie raz do roku, ale każdego ranka.

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".