Bycie w strefie
13/12/2017
W tenisie istnieje pojęcie „being in the zone”, co czasem tłumaczy się czasem jako „bycie w strefie” czy „bycie całkowicie skoncentrowanym”. Nie do końca oddaje to znaczenie tego określenia. Ktoś, kto jest „in the zone”, jest całkowicie pochłonięty przez bieżące doświadczenie, skupiony jedynie na aktualnie dziejącym się procesie, odcięty od innych bodźców czy doznań, które z procesem tym związane nie są. Przypomina to trochę patrzenie na rzeczywistość przez lunetę, która pomija nieistotne elementy tła, ale jednocześnie powiększa, uwyraźnia i jak gdyby spowalnia doświadczaną wszystkimi zmysłami rzeczywistość. Dzięki temu wyraźniejszemu i spowolnionemu postrzeganiu, gracz znajdujący się „w strefie” ma więcej czasu, aby lepiej reagować na nieprzewidywalne zdarzenia na korcie. „Bycie w strefie” oznacza także pozarozumowe odpowiadanie na bodźce – reakcje na uderzenia przeciwnika są nieomal instynktowne, nie wynikają z jakiś założeń, ale są efektem unikalnego układu odniesienia, który powstał na korcie w danym momencie. Gra „w strefie” jest grą bez wątpliwości. Piłka porusza się, jakby w zwolnionym tempie i z setek możliwych uderzeń gra się tylko jedno – w danej chwili najlepsze – bo innych możliwości po prostu nie ma. „Rakieta gra sama” – mówią czasem tenisiści.
Wydaje się, że „przebywanie w strefie” nie jest tylko domeną tenisistów. Rozmawiałem kiedyś ze znakomitą masażystką lomi, która niebardzo potrafiła rozumowo opisać, dlaczego podczas masażu wykonuje takie, a nie inne ruchy. Jej sztuka masażu była zupełnie intuicyjna. Reagowała na to, co napotkała w ciele – napięcia, urazy, emocje, najrozmaitsze energie – i dostosowywała do tego swoje ruchy, siłę nacisku, energię i tempo oddechu. Podczas sesji masażu czuła się nie tyle jego wykonawczynią, elementem sprawczym, ale czymś w rodzaju przekaźnika, reagującego bez udziału własnej świadomości. Jej dłonie, przedramiona, całe ciało, po prostu poddawały się zachodzącym w danej chwili procesom – trochę tak jakby poddawały się muzyce rytualnego tańca – i „same” masowały.
Oczywiście, „bycie w strefie” nie oznacza bycia spontanicznym. Jest właściwie jego przeciwieństwem. Ktoś, kto okazyjnie grywa w tenisa nie znajdzie się nagle „w strefie” tylko dlatego, że bezmyślnie będzie wpatrywał się w piłkę. Pewnie podobnie jest z masażem – ktoś, kto nigdy tego nie robił, nie osiągnie nagle perfekcji tylko dlatego, że kupi stół do masażu i zda się na swoją intuicję. Uzyskanie stanu nieuświadomionej kompetencji nie odbywa się w drodze oświecenia, czy natchnienia, które spływa tajemniczo z jakieś bliżej nieokreślonej „góry”, jak muśnięcie skrzydła anioła. Aby doświadczyć „bycia w strefie” potrzeba wielu godzin praktyki, ćwiczeń i świadomej ciężkiej pracy. Aby uzyskać stan nieświadomej kompetencji, trzeba uświadomić sobie najpierw swoją niekompetencję i zaangażować się całkowicie w proces pozyskiwania kompetencji świadomej – czyli takiej, która jeszcze wymaga ciągłej kontroli umysłu, jest więc z natury rzeczy trochę kulawa i pozbawiona tej niewymuszonej lekkości, przynależnej prawdziwym mistrzom. „Bycie w strefie” nie jest przy tym bez wysiłkowe, wymaga bowiem nieustannej, wewnętrznej dyscypliny, całkowitego i ciągłego skupienia na procesie i bezwarunkowego zawierzenia intuicji. Wymaga także codziennej i pełnej oddania praktyki, bo mistrz to taki uczeń, który nigdy nie przestał próbować.
Nie da się pewnie wprost porównać praktyki jogi do gry w tenisa czy sztuki masażu, ale na macie także można znaleźć się „w strefie”. Przeplatane vinyasami, następujące po sobie asany przypominają trochę rytualny taniec. Praktykująca osoba świadomie skupia się na danej chwili, na dziejącym się procesie, odcinając się dzięki temu od zewnętrznego świata. Praktykowane pozycje początkowo sprawiają trudność, potrzebują racjonalnego oswojenia, rozebrania na czynniki pierwsze. Z czasem jednak wymagają coraz mniej analizy, stają się bardziej intuicyjne, bo zaczynamy je raczej czuć niż rozumieć. Ustaje wówczas wewnętrzy dialog, poddawanie pod wątpliwość tego, co robimy, a także pojawia się poczucie, że znajdujemy się w odpowiednim czasie i na odpowiednim miejscu. Również w praktyce jogi niezbędna jest regularność, ciągłość i oddanie, bo jeśli praktykę się zaniedba, lekkość i intuicyjność ruchów gdzieś ucieka i znowu zaczyna się żmudna praca. Kusząca byłaby także analogia do stanu „bycia przekaźnikiem” podczas dawania masażu. Metaforycznie można by wówczas powiedzieć, że „bycie w strefie” podczas praktyki jogi jest pogodzeniem się z tym, że asany „praktykują się same”.

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".