Czy joga uzależnia?
8/11/2017
Niedziela 7:00 rano. Mijam się przed wyjściem do mojej szkoły jogi z Agnieszką. Ja właśnie skończyłem praktykę, zjadłem śniadanie i idę zająć się swoimi sprawami. No, może jeszcze po drodze wpadnę na kawę – w końcu, jak mawia jeden z moich ulubionych nauczycieli Ashtanga Jogi: „No coffee, no prana”. Agnieszka idzie właśnie praktykę zacząć, zrobi swoją sekwencję, a potem poprowadzi zajęcia. Śmiejemy się do siebie, bo chyba oboje mamy podobne odczucie – nieźle nam chyba odwaliło skoro, zamiast odsypiać po sobotniej, nocnej imprezie, w taki sposób spędzamy niedzielny poranek. „A może jestem uzależniony?” – przez chwilę bawię się z tą myślą, pijąc moją kawę.
Różne są w końcu uzależnienia. Jedni nie mogą przestać pić, inni palić, jeszcze inni potrzebują stałego przypływu świeżej, markowej adrenaliny. Ale czy można się uzależnić od jogi? Uzależnienie zawsze kojarzyło mi się z czymś negatywnym, z czymś, co może coś daje, ale potem o wiele więcej (i bardzo boleśnie) zabiera. Ale załóżmy, że i od jogi uzależnić się można. Na początku może to być nawet dobre, bo pomaga w utrzymaniu praktyki, daje regularność, chęć nauki nowych rzeczy, potrzebę przekraczania barier. Oczywiście, uzależnienie od jogi może stać się problemem. Nie da się codziennie przekraczać barier. Budowanie dojrzałej praktyki wymaga regularności, ale także odpoczynku, zrobienia kroku w tył. Powtarzanie pozycji, które się już zna i które wydają się już oswojone ma głęboki sens, bo można odkrywać je na nowo i odnaleźć w nich rzeczy, których wcześniej się nie dostrzegało. Ciało jest skomplikowanym system wzajemnych połączeń i wymaga czasu, aby dostosować się do nowego zakresu ruchu. Wymaga także czasu, żeby ten nowy zakres ruchu zrozumieć i dostroić się do niego. Bo asana nie jest kolejnym szczytem do zdobycia, punktem do odhaczenia na liście. Jest raczej za każdym razem nowym doświadczeniem ciała w ruchu i bezruchu, podczas wydechu i wdechu. Jeśli uzależnienie takiego doświadczenia nas pozbawia, trudno pewnie mówić, że praktykujemy jogę.
Według teorii jogi jest kilka źródeł naszego cierpienia. Jednym z nich jest raga, czyli przywiązanie. Może być to przywiązanie do różnych rzeczy – do przedmiotów, schematów zachowań, do sposobu myślenia, do pewnych sytuacji i sposobu reakcji na nie. Kiedyś, a było to dawno temu, miałem zwyczaj w piątkowy wieczór jeść nieco obfitszą i bardziej wyrafinowaną niż zwykle kolację, której smak lubiłem spłukać kieliszkiem (lub dwoma …) dobrego wina. Innymi słowy, podobnie jak większość populacji w naszym kraju rozpoczynałem weekend – wiadomo: „piątek weekendu początek”. Można więc powiedzieć, że moja piątkowa raga przyjmowała formę, którą katecheci nazywają pewnie już nieco staroświecko brzmiącym określeniem: „nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu”. Dzisiaj mój piątkowy wieczór wygląda inaczej: nie objadam się, za winem jakoś nie tęsknię, a poza tym idę spać raczej wcześnie, bo w sobotę o 6:00 robię własną praktykę, a potem mam przyjemność asystować Przemkowi podczas zajęć Mysore. Czyżbym zastąpił jedno przywiązanie innym? Niby dobrze, bo tak jest na pewno zdrowiej, ale pytanie pozostaje.
Czy powinienem zatem zapisać się do jakieś grupy wsparcia? Może jest jakiś „Klub Anonimowych Jogaholików”? Już widzę tę grupę joginek i joginów siedzących w obowiązkowym lotosie, a ja unoszę się z gracją na rękach i mówię: „Cześć, nazywam się Marek i jestem jogaholikiem”. Po drugim łyku kawy dochodzę jednak do wniosku, że nie jest znowu tak źle. Zacząłem moją niedzielną praktykę o 5:30 tylko dlatego, że miałem wyjątkowo zajęty dzień i pewne zobowiązania do wypełnienia. Gdyby nie to, stanąłbym przecież na macie dopiero o 8:00 i miał okazję skorzystać ze znakomitych korekt Agnieszki. Może więc ze mną wszystko w porządku … A poza tym czułem się tak znakomicie przez cały dzień po moje porannej niedzielnej praktyce.

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".