Work in progress
27/09/2017
Większość komórek ciała wielokrotnie umiera i odradza się podczas naszego życia. Mniej więcej co 10 lat wymienia się cały nasz szkielet. Co kilka dni fundujemy sobie nową błonę wyściełającą żołądek. Co minutę ginie i powstaje 150 milionów czerwonych krwinek. Można powiedzieć, że nasze ciało ciągle się zmienia, że jutro nie będzie już zupełnie tym samym ciałem, co wczoraj. Tłumaczy to w pewnym stopniu nasze zdziwienie w niedzielę rano, kiedy patrząc w lustro nie jesteśmy w stanie odnaleźć tej osoby, która zaledwie kilka godzin wcześniej bezapelacyjnie królowała na imprezie. Ale słabe to pocieszenie. W końcu nie jest tak łatwo zaakceptować, że nasze ciało – coś, z czym obcujemy na co dzień w sposób najbardziej intymny, co (jak się nam wydaje) znamy doskonale, nieustannie ulega przeobrażeniom.
Ze zmianą w ogóle średnio sobie radzimy. Jeden z moich znajomych zwierzył mi się niedawno, że lekarz stanowczo zabronił mu jedzenia mięsa i picia wina. „No i jak mam teraz żyć?” – pytał mnie retorycznie ze wzrokiem pełnym egzystencjalnego bólu. Zmiana stylu życia, diety, nawyków jest czymś, co często wydaje się niemożliwe. Nasze codzienne rutyny, przyzwyczajenia, te wszystkie zwyczajowe jajka na bekonie na śniadanie, rogaliki z czekoladą do kawy, kieliszki wina na lepsze trawienie do kolacji, te popołudniowe drzemki, wieczory spędzane przed telewizorem, wysypianie się do południa w weekendy – te i inne nawyki tak skutecznie potrafią meblować nasze życie, że nie bardzo jest już miejsce, żeby wstawić do niego coś nowego, innego, intrygująco niepasującego. Nawet na wakacjach – kiedy teoretycznie mamy oderwać się od codziennej rutyny i kształtujących ją nawyków – wpadamy w nowe, tym razem te wakacyjne: wczasy all inclusive nad ciepłym morzem, drinki z parasolką nad basenem, narzekania na hotelową obsługę. Nasze nawyki wydają się nam czymś, co właściwie tworzy to, kim jesteśmy, wydają się być stałe i niezmienne – podobnie, jak niezmiennym wydaje się nam nasze ciało.
Akceptacja nieustannej zmienności rodzi pewien dyskomfort, ale także może być źródłem nadziei. Jeżeli nasze ciało i osobowość nie są elementem stałym, ale swego rodzaju procesem możemy na nie próbować wpływać. Poprzez zmianę stylu życia, diety i aktywność fizyczną możemy korzystnie zmieniać swoje ciało, poprawiać jego kondycję, wpływać na nasz dobrostan. Poprzez zmianę nawyków możemy efektywnie poprawiać jakość naszego życia. Oczywiście, to działa w obie strony. Potrafimy także całkiem skutecznie nasze ciało niszczyć, doskonale również radzimy sobie z degradowaniem naszego życia. Jak słusznie zauważa Bhagavad Gita, umysł jest naszym przyjacielem, ale także i wrogiem (6:5). Nasz umysł ma tendencję do powtarzania zwyczajowych schematów zachowań. Zmiana tych schematów wymaga nieco wysiłku i pracy nad umysłem. W teorii jogi taki bezrefleksyjnie powtarzany schemat zachowań, który często wpływa znacząco na nasze życie to samskara. Praktyka jogi ma pomóc nam w przezwyciężaniu takich złych schematów zachowań – tak byśmy byli swoim przyjacielem, nie wrogiem. „Joga rujnuje twoje życie, ale uwierz mi, to dobra rzecz” – powiedział kiedyś Richard Freeman.
Zmiany, nie tylko te rewolucyjne, zwykle przerażają. Świadomość, że coś, do czego się przyzwyczailiśmy już nie istnienie, że świat, który znaliśmy, nie będzie już taki sam, jest faktycznie trochę paraliżująca. W podjęciu próby zmiany pomagają czasem przypadkowy wyjazd na warsztaty jogi, nieprzypadkowe zalecenie lekarza, czy rada kogoś bliskiego. Wtedy łatwiej zacząć. A kiedy człowiek już zacznie, zaczyna powoli przyzwyczajać się do myśli, że jest procesem, na który może mieć wpływ, że jest w stanie ciągle się poprawiać, udoskonalać. Trochę jak na nieustającej budowie – work in progress.

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".